Extra

Ale pasztet z tymi kiełbasami! Dariusz Hukała z Wróblewa daje radę w kryzysie2 min na czytanie

Ale pasztet z tymi kiełbasami! Dariusz Hukała z Wróblewa daje radę w kryzysie

Giganci potrafią sobie na rynku poradzić. Mają ogromne chłodnie i są gotowi na lepsze i gorsze czasy. Co prawda trudniej ich produkty nazwać tradycyjnymi czy bardzo świeżymi, ale ich zawirowania na rynku zawsze będą dotykać mniej niż tych drobnych.

Firmy rodzinne zatrudniają po kilka osób. Wyroby przygotowują codziennie, nie są w stanie kupić towaru na zapas i poczekać na lepsze czasy. Sprzedają swoje produkty w stałych cenach, nie widują ich na święta, ale też nie obniżają tuż po nich. Ale te manufaktury, gdzie wszystko wyrabia się ręcznie, mają swoich klientów.

Dariusz Hukała z Wróblewa prowadzi malutką firmę rodzinną ze swoją mamą. Tak od 12 lat. Produkują swojskie, tradycyjne wyroby według starych GS-owskich receptur jeszcze sprzed lat 60. Sprzedaje swoje produkty w firmowym sklepie w Sławie, ale również w Głogowie i prowadzi mały handel obwoźny. Jest od wszystkiego. Jak to szef małej rodzinnej firmy. Pandemia jego mikroprzedsiębiorstwo dotknęła bardzo. Dlaczego? Bo choć wydaje się, że w sklepach jest pełno ludzi i ciągle coś kupują, to sprzedaż w jego zakładzie spadła o blisko 40 proc! – Ludzi jest mniej. Boją się. Kupują mniej. Dlatego to dla nas naprawdę trudny czas – mówi Dariusz Hukała.

Produkty Dariusza Hukały muszą poza tym konkurować z tymi z marketów. A to nierówna walka. Przedsiębiorca jest zdenerwowany na to, że na rynku jest dużo złej jakości produktów, które tylko z nazwy są „tradycyjne”. Sam był świadkiem jak na targach ekologicznych w Poznaniu spotkał „przedsiębiorcę”, który kupował produkty od wielkich koncernów, zmieniał etykiety i sprzedawał jako „ekologiczne”.

– Ludzie nie znają się na wyrobach. Kierują się reklamą, a nas małych na taką promocję nie stać, stąd klientom wydaje się, że my mamy gorsze produkty. A to jest nieprawda – opowiada.

Zaznacza, że duże firmy magazynują towar i dlatego mogą sobie pozwolić na nierealne obniżki cen i ich podwyżki chociażby na dwa tygodnie przed świętami. Wykupują z rynku mięso, a dla małych masarni zostaje go niewiele lub winduje się im ceny, żeby zniechęcić do kupowania i produkowania na małą skalę. Hukała zauważa, że pomoc państwa jest zbyt mała, żeby uratować tak niewielkie firmy jak jego.

– Uważam, że rząd pomaga przede rolnikom, a o małych przedsiębiorcach, którzy płacą najwięcej podatków, się po prostu zapomina – mówi rozżalony. Liczy, że to wszystko w końcu minie i będzie dobrze. – A w razie czego kiełbasę z kaczki też potrafię zrobić – śmieje się i zaprasza do wspierania małych masarni takich jak jego i zachwala jakość produktów.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra