Biegli przez siedem godzin w pełnym umundurowaniu i 20-kilogramową rurą imitującą moździerz

Biegli przez siedem godzin w pełnym umundurowaniu i 20-kilogramową rurą imitującą moździerz

Aneta Matejska (34 l.) jest dumna, że była wśród dwóch kobiet, które ukończyły ten bieg w jej kategorii. Czyli w czteroosobowym teamie. To nie byle co, że dobiegła do mety wśród samych silnych i wysportowanych facetów. Wielki szacunek. – To był najtrudniejszy bieg komandosów, w jakim do tej pory braliśmy udział – potwierdzają jej partnerzy, mąż Piotr Matejski (35 l.) i Łukasz Zieliński (41 l.). Dzięki niej się nie załamali, bo cały czas ich motywowała.

Podobno to przychodzi z wiekiem. Taka chęć, żeby jeszcze więcej przeżyć, żeby łapać chwile, bo czas ucieka. No i jeszcze trzeba być bardzo sprawnym i lubić stawiać przed sobą wyzwania. Aneta, Piotr, Łukasz oraz Artur Bagiński właśnie tak łapią chwile. – Lubimy treningi, lubimy aktywnie alternatywnie spędzać czas – mówią. Poznali się na treningach crossfit i już tak zostało. Spędzają razem czas czasem bardzo ekstremalnie. – Fajnie mieć znajomych, którzy mają świetne pomysły – Łukasz Zieliński wspomina, jak na 39. urodziny zrobili mu niespodziankę – skok ze spadochronem.

– Jesteśmy grupą przyjaciół. Mamy dzieci w podobnym wieku, trochę odchowane, jesteśmy wysportowani, pomysłowi, no i nas stać na takie spędzanie czasu – opowiadają, że razem jeżdżą na zawody rowerowe, dla biegaczy, razem na kajaki czy na morsowanie. Tym razem wybór padł na Bieg Morskiego Komandosa w Gdyni. – To było nasze marzenie – opowiadają jak się zapisywali 1 stycznia w południe, gdy tylko ruszyły zapisy. Bieg okazał się jednak tak trudny, że chętnych za dużo nie było.

Wystartowali jako 4-osobowy team na dystansie 22 km, ale twierdzą, że zrobili w sumie 30. – Byliśmy bardzo zgranym teamem. W takich warunkach ani razu nie było sporów, kłótni. Tylko współpraca, koordynacja, kooperacja – wspominają. Już na początku trzeba było zanurzyć się w morzu, aby mundur zrobił się cięższy. Do tego w plecakach były bukłaki z trzema litrami wody, a belka wypełniona betonem udająca moździerz ważyła 20 kilo. Biegli, wspinali się, czołgali ponad 7 godzin. – Mundury kupiliśmy używane, specjalnie na ten bieg. Musieliśmy mieć buty sięgające ponad kostkę, a także czapki. Bo trzeba się było czołgać pod zasiekami z drutu kolczastego – opowiada Łukasz Zieliński.

Po drodze były wszystkie rodzaje błota. Wcześniej nawet nie pomyśleli, że może ich tyle występować. Błoto gliniaste, błoto morskie, rzeczne i czarne błoto z kanałów. – Trzeba było z 1,5 kilometra czołgać się w kanałach deszczowej kanalizacji gdyńskiej – opowiadają, że tak czarni i brudni jeszcze nie byli. – Jak już byliśmy na ostatnich przeszkodach, przyszli moja żona z synem. Mieli łzy w oczach, jak nas zobaczyli. Chyba w życiu nie widzieli takich brudnych ludzi – śmieje się pan Łukasz.

Biegli w rowach melioracyjnych, wspinali się po linie, wpadali do zimnej wody. Po drodze najedli się strachu, zwątpili w sens dalszego biegu i byli nieziemsko zmęczeni. – Na koniec był 30-metrowy ślizg do wody, a potem upadek do błota – wspomina Piotr Matejski, który po wypadku rok temu ma wielki apetyt na życie. – Ciężko to opisać, trzeba to przeżyć – mówi Łukasz, który uważa, że to jest obecnie najtrudniejszy polski bieg z przeszkodami. I podkreśla, że nie byli na nim jedynymi głogowianami, a grupa ratowników z KGHM ukończyła ich dystans w cztery godziny.

Łukasz Zieliński jest przedsiębiorcą, prowadzi sklep ze sprzętem AGD oraz przedszkole z żoną. Lubi wyzwania, ostatnio wystartował w castingu do programu Ninja Warrior Polska. Doszedł do drugiego etapu, do programu się co prawda nie dostał, ale dostał propozycję, aby testować tor. Artur Bagiński i Piotr Matejski to są górnicy, a Aneta jest instruktorką jogi, a poza tym prowadzi dom. – Jesteśmy normalnymi ludźmi. Codziennie gotujemy obiady i oglądamy telewizję – śmieje się.

– To było wyzwanie. Taka nasza misja. Lubię coś takiego mieć – tłumaczy Piotr Matejski. W trakcie takiego ekstremalnego biegu poznaje się siebie, wychodzi wiele słabych punktów, nad którymi można potem popracować. – To taki fizyczny i psychiczny przełom – pokazuje, że poschodziły mu paznokcie u stóp. Żonie także. – Ten bieg zostanie z nami na zawsze. Będziemy go wspominać – ocenia Łukasz Zieliński. – Na następny rok lepiej go taktycznie rozegramy – planuje.
DN

Podziel się informacją ...
  • 243
  •  
  •  
  •  
  •  
  •