Styl życia

Chirurgii poświęcił swoje życie. Głogowski lekarz Khalil El Mohtar opowiada o swojej pracy7 min na czytanie

Automatycznie zapisany szkic 778

Skromna dyżurka ordynatora. Tu rozmawiamy z człowiekiem, który wraz ze swoimi asystentami każdego dnia ratuje ludzkie życie. – Tak jak nie każdy ma predyspozycje, aby być lekarzem, tak nie każdy lekarz może być chirurgiem – Khalil El Mohtar, szef głogowskich chirurgów, tłumaczy, dlaczego wybrał właśnie tę specjalizację. Wspomina, że już podczas studiów wiedział, kim nie może być i kim nie chce być. Wykluczył pediatrię, psychiatrię i ginekologię. Jako twórczą uznał chirurgię i poświęcił jej swoje życie. Ma swoje dwa miejsca na Ziemi – szpital i dom na wsi. To dwa jego światy, bez których nic nie miałoby sensu. 

Rutyna po latach stania przy operacyjnym stole? – Nie! Gdyby się pojawiła, musiałbym odejść z zawodu – odpowiada bez zastanowienia. Umówić się z doktorem na rozmowę nie jest łatwo. Ciągle zajęty, zabiegany. Normalna etatowa praca oraz dyżury pochłaniają go bez reszty. Inni lekarze też są w takiej spirali, ale nie może być inaczej. Są potrzebni, bo oprócz planowych zabiegów, całą dobę nagłych zachorowań nie brakuje. Plus zdarzenia losowe, czyli wypadki komunikacyjne, rodzinne konflikty, zakończone użyciem noża. Po prostu życie.  

Każdy chory jest inny. Są zasady, procedury, ale dopiero na bloku operacyjnym okazuje się, że chirurg spotyka się z sytuacją po raz pierwszy. A to wymaga podjęcia szybkiej i odważnej decyzji, takiej, o której nigdy wcześniej nie wiedział, nie czytał, nie słyszał. Dziś po trzydziestu latach pracy ordynatorowi zdarza się przyznać po zabiegu, że robił to pierwszy raz, czym młodsi koledzy są zdziwieni. Dlaczego? Bo organizm człowieka to wciąż wiele niespodzianek. Zdiagnozowana choroba przed zabiegiem niekoniecznie musi mieć taki przebieg jak u tysiąca innych ludzi. Tak się dzieje np. w przypadku zmian nowotworowych. Myliłby się jednak ten, kto chciałby uznać zapalenie wyrostka robaczkowego za banalnie prosty zabieg. Z doświadczenia chirurgów wiadomo, że tak nie jest. Że i tu mogą być komplikacje, niekiedy nawet śmiertelne.  

– To jest właśnie nieprzewidywalność w naszej pracy, ale i ogromna wartość, satysfakcja, kiedy uda się pokonać nieoczekiwane trudności – przyznaje Khalil El Mohtar.  Dziś o tym, czy uda się uratować człowieka, nie decydują sekundy i minuty nad otwartym brzuchem. To chwile, kiedy chirurdzy wpatrzeni są w ekran monitora, bo większość zabiegów odbywa się laparoskopem, bez konieczności kilkunastocentymetrowych ran. Co nie oznacza, że nowe technologie i nowoczesny sprzęt zastąpią lekarza. Aby wszystko zakończyło się powodzeniem, konieczna jest wiedza i skupienie chirurga.

Szczególnym wyzwaniem dla chirurgów są przypadki nagłe. Jak mówią – dobrze, że są centra urazowe w Polsce, że można do nich wysyłać pacjentów, ale… Ale nie wszystkich można do nich wysyłać. Wielu, ze względu na odniesione obrażenia, nie przeżyłoby transportu. W medycynie ratunkowej jest takie określenie jak „złota godzina”. To czas, kiedy ważą się losy chorego. I tu swoją robotę do wykonania mają właśnie chirurdzy z takich szpitali jak nasz. Z wielu przypadków Khalil El Mohtar wspomina ten sprzed kilku lat. Był w domu. Telefon z bloku operacyjnego był dramatyczny. Otwarty brzuch i uszkodzona aorta. Mniej doświadczony lekarz nie wiedział co robić. – Zachował się przytomnie, poprosił o pomoc. Zatykając palcem tę dziurę, dotrwał do mojego przyjazdu – wspomina ordynator. 

Tamto zdarzenie zapamiętał też personel. Doktor wsiadł do samochodu w kapciach, tak jak stał. Gnał, łamiąc wszelkie przepisy. Wpadł do szpitala, nie myśląc, czy zamknął auto. Biegł na ratunek, wiedział, że za chwilę może być po wszystkim. Nie było. Uratował dziewczynę. – To prawda, człowiek w takich chwilach nie myśli, co ma na nogach, w co jest ubrany. Adrenalina robi swoje, to jest jakiś rodzaj amoku, mobilizacja wszystkich sił, aby zdążyć i uratować – ordynator nie ma wątpliwości, że to najważniejsze i najpiękniejsze chwile w pracy zawodowej. Dopiero później jest zastanawianie, myślenie, czy wszystko zrobiło się dobrze, czy można było inaczej. I dopiero – jak mówi – cztery kilometry przed domem dopada go zmęczenie, wręcz fizyczne, odbierające chęć do wszystkiego. Wtedy konieczny jest reset, czyli ukochane psy. – Trudno to opisać, ale czuję, jak zabierają ode mnie zmęczenie, stres, złe emocje, a dają spokój i siłę – znany miłośnik zwierząt nie ukrywa, że bliskość z naturą to jedyny sposób na odreagowanie.  

Dlaczego żona nie lubi zakupów z mężem doktorem? Bo niemal na każdym kroku spotykają jego pacjentów. Każdy chce porozmawiać, opowiedzieć, jak się czuje. A jemu nie jest to obojętne, chce wiedzieć, jak potoczyło się dalej życie, czy są jakieś dolegliwości. – Pacjenci nie znikają z naszej świadomości, bywa, że budzę się w nocy i myślę, czy dobrze postąpiłem, czy na pewno takie, a nie inne leczenie było najlepsze. Często rozmawiamy z kolegami i koleżankami, wspominamy, analizujemy i wyciągamy wnioski. To zawsze służy nabieraniu doświadczenia, tak aby w przyszłości było jak najmniej komplikacji – dla chirurga każdy chory jest ważny, każdego traktuje tak samo bez względu na wiek, status społeczny czy materialny. Khalil El Mohtar przywołuje słowa swojego mistrza, dra Tadeusza Sulickiego, który powtarzał swoim asystentom – rób wszystko tak, jakby ten człowiek miał żyć wiecznie. Bez względu na to, czy ma osiemnaście, czy dziewięćdziesiąt lat. Bez względu, czy jest to zwykły pęcherzyk, czy nowotwór.

Skarbem każdego chirurga są dłonie. Czy muszą być wyjątkowe? Nadzwyczajnie sprawne? – Są normalne, ale faktem jest, że mają do wykonania zadania specjalne. To jednak dzieje się dzięki temu, że odbierają bodźce z mózgu, to ze sobą współgra, bez tego nie wykonałyby żadnego ruchu – tłumaczy doktor i zwraca uwagę na dobre oczy chirurgów w przypadku zabiegów laparoskopem, a w chirurgii klasycznej  oczy są właśnie w… końcówkach palców. Trafne wyczucie tkanki to wielki dar, tego nie da się nauczyć. – Taki dar miał świętej pamięci Boguś Gulewicz i to on mnie w tym kierunku rozwijał. I kiedy razem operowaliśmy, prosił, abym włożył rękę i powiedział, co czuję. Mówiłem, a on potwierdzał, co oznaczało, że jesteśmy zgodni, że czujemy to samo – dziś ordynator może dzielić się doświadczeniem z innymi, przekazywać im zdobywaną przez lata wiedzę. 

Nie ma życia bez porażek. Porażki chirurgów są najboleśniejsze, bo oznaczają utratę człowieka. Doktor pamięta ludzi, których nie udało się uratować, pamięta ich imiona i przychodzą takie chwile, że o nich myśli. – Bywa, że po latach. A boli to, że wciąż nie udaje się znaleźć odpowiedzi, dlaczego się nie udało – przyznaje ordynator, zahaczając tym samym o temat śmierci. W tym zawodzie jest ona na tyle często obecna, że mówienie o nagłej, niespodziewanej nie jest frazesem. Jest i faktycznie trzeba jej się spodziewać w każdej chwili. 

Chirurdzy nie są cudotwórcami, nie są bogami. Kiedy ktoś pyta, czy będzie dobrze, są szczerzy. Mówią o realnym stanie zdrowia, nie dają nadziei, kiedy jej nie ma, ale też jej nie odbierają, gdy widzą szansę. Bo nigdy się nie poddają, walczą do końca. A Khalil El Mohtar wie, co to walka o życie, był w takiej sytuacji osobiście. Przeszedł długie leczenie i nie obyło się bez refleksji – dlaczego dostał drugą szansę. A że nie jest – jak mówi – bogiem ani prorokiem,  przypuszcza, że pozostał z nami, aby dalej ratować innych. DAB

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Styl życia