Dla Danuty i Krzysztofa Nowaków taniec stał się sposobem na życie. Co za małżeństwo!

Dla Danuty i Krzysztofa Nowaków taniec stał się sposobem na życie. Co za małżeństwo!

Radośni i uśmiechnięci. Poza tym przekomarzają się jak dzieci. Oczy im błyszczą, kiedy się do siebie zwracają, jak młodym. – Jeszcze niedawno w Polsce nie było naszej kategorii tanecznej, ale teraz już jest: senior 4 – mówią z uśmiechem. A to jest kategoria po sześćdziesiątce!

Krzysztof Nowak wspomina, że nawet nie był na żadnej dyskotece. – Ja tańczyłam – przekomarza się jego żona, Danuta Nowak. Oboje prowadzą firmę, małe przedsiębiorstwo zajmujące się serwisem kotłów gazowych i olejowych. – To moja pasja do południa. Po południu – taniec – mówi pan Krzysztof. Przeważnie jeździ w interesach po Polsce, a żona pracuje na miejscu, w biurze. Są małżeństwem od 42 lat.

Dziewięć lat temu podjęli pewną życiową decyzję, której konsekwencje ich zaskoczyły. – Zbliżało się wesele naszego syna. Synowa jest Hinduską. Mieli przyjechać goście z Indii, USA, Kanady, Emiratów Arabskich. A my doszliśmy do wniosku, że nie umiemy tańczyć – wspomina Danuta Nowak. Postanowili więc przed tym weselem zapisać się na kurs tańca towarzyskiego w Miejskim Ośrodku Kultury. Nauka szła im bardzo dobrze. Potem na weselu świetnie sobie radzili na parkiecie, a na koniec kursu instruktorka ich pochwaliła. – Powiedziała nam, że dobrze nam wychodzi taniec i namówiła nas na dalszą naukę – wspominają.

Tańczyli rok, jak pojechali na pierwszy turniej tańca do Nowej Soli. – Wtedy niewiele umieliśmy, ale ani razu nie pomyliliśmy kroków. Zajęliśmy jednak ostatnie miejsce – wspomina pan Krzysztof. Wszystkie turnieje, w których brali udział przez te dziewięć lat, ma zapisane w telefonie. Obecnie jest ich ponad 100.

Przeszli przez różne kluby – w Głogowie, Lubinie, Nowej Soli. Jeździli kilometrami na treningi, kilka razy w tygodniu. W końcu stanęło na tym, że całkowicie zmienili zasady treningów, a ich trenerem został Mateuszem Śmikiel z Głogowa. – To był strzał w dziesiątkę – uważają.

– Bardziej lubię tańce standardowe, a małżonka łacinę – mówi Krzysztof Nowak, podkreślając, że jest jedna zasada: tańca do domu nie przenoszą. – Ten rok był dla nas szalony i szczęśliwy – przyznają oboje, choć bywało różnie. Kiedyś po zawodach pani Danuta doznała kontuzji kolana i ledwo doszła do siebie. Nie tańczyła przez półtora roku. Pan Krzysztof raz zszedł z parkietu nic nie widząc. Okazało się, że to jaskra. Także mieli przerwę w tańczeniu.

W tym roku zdobyli najcenniejsze nagrody. Mają mistrza Polski w tańcach standardowych i niedawno wicemistrza w latynoamerykańskich w Zielonej Górze. W grudniu byli w Bełżycach koło Lublina, na drugim końcu Polski. Siedem godzin jazdy w jedną stronę, ale szkoda im czasu nie było. Niczego nie żałują, bo zdobyli mistrza Polski w dziesięciu tańcach.

– W naszej kategorii wiekowej – podkreślają, że to kategoria senior 4, czyli od 60 lat. Jeszcze niedawno takiej kategorii w Polsce nie było, bo nie było tancerzy. Teraz są – mówią i się uśmiechają.

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •