FotoSport

Dragon stracił lidera i odzyskał. Ale było bramek8 min na czytanie

Dragon stracił lidera i odzyskał. Ale było bramek 11

– Dziwna to decyzja – nie ukrywał tuż przed niedzielnym pojedynkiem (8.11.) Łukasz Gumienny, prezes Dragon Jaczów. Klub się spóźnił z zapłatą 25 zł za trzy żółte kartki, które w rundzie jesiennej otrzymał Łukasz Strzelecki. Okręgowy związek nałożył karę – dwa mecze przegrane walkowerem. Jeden z nich to ten, w którym Dragon rozbił Koronę Czernina 10:0. Drugi – zwycięstwo nad Mieszko Ruszowice 3:0. Nie zgadzają się z tym.

I nie mogą pogodzić, bo odebranie sześciu punktów strąciło ich na chwilę z pozycji lidera A-klasy. W klubie nikt nie ukrywa, że celem na ten sezon jest przecież awans do klasy okręgowej. Dlatego taka decyzja musiała zaboleć. – Chodzi o kilka dni spóźnienia, o zaledwie… 25 zł. Przegapiliśmy to, trzeba było nas choć upomnieć – bije się w pierś prezes, bo wylicza, że w ciągu roku kluby odprowadzają wiele opłat za grę – przyjemność. To opłaty związkowe, za transfery, kary. – A chodzi tylko o to, aby wspólnie się pobawić. Klubom w Ekstraklasie odbiera się punkty za milionowe zaległości. Poza tym u nas sytuacja jest co najmniej dziwna, bo jeżeli już, to związek powinien nam dać walkowera po meczu z Ruszowicami. Dostaliśmy trzy tygodnie później, bo chyba tam się nikt nawet nie dopatrzył tej zaległości – dodaje Gumienny. Oczywiście Dragon odwołał się, ale czy to coś da? W niedzielę piłkarze wybiegli na boisko mocno skoncentrowani. – W szatni podarłem tabelę. Powiedziałem chłopakom, że nie ma co się na tym koncentrować. Na boisku jesteśmy najlepsi – potwierdziliśmy to, bo nie przegraliśmy ani jednego meczu. Nawet odbierając nam punkty za takie coś róbmy swoje – zdradzał trener Damian Kwaśnik.

Kacper Osuch robi różnice – na skrzydle czuje się jak ryba w wodzie. Potrafi przyspieszyć w odpowiednim momencie, minąć dwóch-trzech rywali, precyzyjnie podać i strzelić. To właśnie on był jednym z bohaterów Dragona w tym meczu. Otworzył wynik na 1:0, ale później jeszcze kilka razy, dzięki jego akcjom, składały się ręce do oklasków. Miejscowi byli skoncentrowani. Po pierwszym golu szli po swoje. Jeszcze przed przerwą podwyższyli Alan Furman i Wojciech Mysłowski. Po przerwie goście ruszyli do odrabiania strat. I trzeba przyznać, że swój plan sumienie realizowali. Zwłaszcza, że pomiędzy słupkami Dragona stał nominalny… pomocnik. Sytuacja dość zaskakująca, bo na rozgrzewce kontuzji kostki doznał bramkarz. Ten drugi też ma uraz, więc innego wyjścia nie było. Viktoria pokonała Wiktora Ushatova dwukrotnie. Najpierw zrobił to Paweł Gawlas a później jeszcze Paweł Chrupcała. Wydawało się, że przyjezdnych stać być może na coś więcej, ale wtedy miejscowi się obudzili. – Byli lepsi i za to należy im się szacunek. Widać, że stanowią zgrany zespół. Wykorzystali nasze błędy. U nas zabrakło podstawowych graczy – wyjaśniał Marcin Wojciechowski, wiceprezes gości. Dragon wygrał 7:2 – ozdobą meczu było trafienie w okienko Mysłowskiego. Dało znów lidera.
RED

Podziel się informacją ...
  • 54
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Foto