Extra

Hakerzy ukradli pieniądze z konta. Głogowianka dwa lata walczyła z bankiem o ich zwrot3 min na czytanie

Hakerzy ukradli pieniądze z konta. Głogowianka dwa lata walczyła z bankiem o ich zwrot

Pewnego wieczoru, w piątek, weszła na swoje konto przez internet, gdyż chciała sprawdzić, czy pieniądze już wpłynęły. Gdy logowała się na konto, zauważyła coś dziwnego, nie mogła sprawdzić salda, gdyż pokazało jej się okienko, że trwa aktualizacja, a w tym czasie na komórkę przyszedł SMS z numeru BZWBK, że trzeba wpisać podany kod. Więc wpisała, ale potem przyszedł jeszcze jeden kod. Wreszcie pokazała jej się strona konta i mogła sprawdzić, pieniądze wpłynęły. Następnego dnia przyszedł do niej SMS z banku, że ma się pilnie zgłosić. Zobaczyła, że ma zablokowane konto.

Gdy zgłosiła się do banku, dowiedziała się, że w ubiegły piątek zrobiła dwa duże przelewy, w sumie na 9 tys. 879 zł, a na koncie jej zostało zaledwie 400 zł. – Słabo mi się zrobiło – opowiada. Przelew był na ubezpieczenie, ale ona żadnego ubezpieczenia przecież nie opłacała. Sprawdzono, że pieniądze od niej poszły na konto do Alior Banku. Jej bank kazał napisać reklamację, więc napisała. Poszła także od razu na policję, zgłosiła, że ją okradziono. Dowiedziała się wtedy, że nie tylko ją.

– Dostałam zawiadomienie, że wszczęto dochodzenie – opowiada, że po jakimś czasie specjalna cyberkomórka policji namierzyła hakerów, ale… pani Lidia zwrotu pieniędzy nie otrzymała. Rok trwała jej batalia z bankiem na pisma. Pani Lidia twierdziła, że okradziono ją, gdyż zabezpieczenia banku były niewystarczające, a bank odpowiadał, że to… z jej winy ją okradziono, bo może miała złe oprogramowanie, może ruter.

Radca prawny Kamila Minicki prowadził w jej imieniu korespondencję z bankiem. W międzyczasie prokuratura Rejonowa Białystok Południe namierzyła złodziei – szajkę z Litwy, która tego samego dnia i w ten sam sposób okradła pięć osób z Polski. Konkretnie miał to zrobić Arturas B., zapewne tzw. słup, który założył konto w Alior Banku, po czym sam lub z pomocnikami, w nieustalonym miejscu przy pomocy programu komputerowego i podstępu uzyskał dane do logowania od pięciu klientów banku i przelał na swoje konto łącznie 39,5 tys. zł, w tym były także pieniądze pani Lidii. Ustalono, że pieniądze te wypłacił w bankomatach w Wilnie.

Okazało się, że nie ma paszportu i nie może przyjechać do Polski, więc… prokuratura postępowanie umorzyła z powodu niewykrycia sprawcy, ale za to zajęła jego konto. Miał na nim zaledwie ponad 700 euro. – Odzyskałam wtedy ok. 700 zł, bo poszkodowanych było w sumie pięć osób – opowiada pani Lidia. Ostatecznie hakerów nigdy nie złapali, uszło im płazem, a kiedy bank odmawiał zwrotu skradzionych przez internet pieniędzy, zdecydowała się złożyć pozew do sądu. – Miałam poparcie rzecznika finansów publicznych, który przyznał, że bank powinien mi oddać pieniądze. Ale tego nadal nie zrobił – głogowianka złożyła pozew do Sądu Rejonowego w Głogowie.

Sąd uznał, że powództwo należy uwzględnić prawie w całości, gdyż pozwany bank miał obowiązek niezwłocznie zwrócić kwoty nieautoryzowanych transakcji, a tego nie zrobił, mimo że pani Lidia składała reklamacje – tak brzmiało uzasadnienie wyroku. Pani Lidia od Santander Bank Polska wygrała zwrot 8 tys. 943 zł oraz odsetki od lipca 2017 r. Bank obciążono całością kosztów procesu oraz kosztami zastępstwa procesowego, czyli opłatami na rzecz prawnika.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra