Dzieje sięGłogówKultura

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci? Spotkanie z Ewą Zawiszą-Wilk6 min na czytanie

Jak rozmawiać z dziećmi o śmierci? Spotkanie z Ewą Zawiszą-Wilk 6

– Dziecko też potrzebuje poważnej rozmowy o tym, co nieuniknione i o tym, jak się pożegnać – tak mówiła Ewa Zawisza-Wilk, pedagog, logopeda, poetka, terapeutka i ekspertka w zakresie pracy z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi  z zespołem Aspergera. Zawisza-Wilk wydała też serię opowiadań dla dzieci, ale jak się okazuje, treści w nich zawarte są ponadczasowe.

Spotkanie zorganizowali działacze z Hospicjum Głogowskiego, miedzy innymi dr Aleksandra Glińska i Roman Jarzyna. W czwartek (24.11) po godzinie 17 osoby zainteresowane przyszły do Miejskiej Biblioteki Publicznej, gdzie mogły posłuchać autorki, dowiedzieć się więcej na temat jej książek i zadać pytania, na które siły nie odnajdują na co dzień – te dotyczące walki z depresją i rozstaniem z bliskimi, którzy odchodzą.

„Plasterki na tęsknotę”, „Szalik ciotki Melancholii” i „Zosia i motyl Anatol” to dzieła pisarki, które stały się głównym tematem spotkania i źródłem bardziej lub mniej zaszyfrowanych odpowiedzi na trudne pytania – Czytelnicy w różnym wieku interpretują te książki nieco inaczej – mówiła autorka – małe dzieci zwykle przejmują się losem postaci, ale to dorośli częściej płaczą. Młodzież z kolei nie chce przyznawać się do płaczu. Czytają książkę w samotności, mierzą się z nią sami, a potem dopiero podsuwają rodzicom – wyjaśniała. W twórczości Zawiszy-Wilk znajduje się też dużo bohaterów zwierzęcych i uosabianie zwierząt – przez zwierzęta najłatwiej zobrazować cechy charakteru. Są one bliskimi nam obrazami i bardzo zrozumiałymi, szczególnie dla najmłodszych.

– Więc jak powiedzieć dziecku, że ktoś bliski odszedł i nigdy nie wróci? Czy w ogóle mówić? Czy wystawiać dziecko na szok związany z pogrzebem? – pytali uczestnicy spotkania. – Oczywiście, że trzeba oswajać dziecko gdzieś tam z myślą, że nie jesteśmy wieczni – odpowiadała pisarka – pracowałam z małą dziewczynką, której rodzice nie powiedzieli o śmierci babci. W ogóle odcięli ją, kiedy było już wiadomo, że babci się nie polepszy. Dziecko i tak kiedyś pozna prawdę, będzie pytać. To ukrycie smutnej prawdy skutkowało potem w braku zaufania i jeszcze większym bólu, bo mała nie zdążyła się pożegnać, powiedzieć ostatniego słowa – wyjaśniała.

Nieodłącznym elementem żałoby jest smutek, który może przerodzić się w depresję. W takiej sytuacji znalazł się szczurek z bajek Zawiszy-Wilk. Walczył on z szalik, który coraz bardziej go dusił, aż w końcu uznał to za bezcelowe i się poddał. Dopiero przyjaciele uratowali nieszczęśnika. Pisarka podkreślała, że bliski kontakt z innymi, poczucie bycia kochanym i wspieranym to najważniejsze rzeczy w walce z depresją i wynikającymi z nich apatią i melancholią. Szczurek owinął się w szal po śmierci przyjaciółki wiewiórki i ten stan omal go nie zgubił. Zawisza-Wilk ostrzega właśnie przed takimi efektami problemów z pogodzeniem się ze śmiercią bliskich.

Ewa Zawisza-Wilk podzieliła się również innymi doświadczeniami związanymi z pracą psychologa i terapeuty – Dzieci próbują oswoić się z faktem śmierci i pogrzebu. Kiedyś w przedszkolu trzy dziewczynki po doświadczeniu utraty bliskiej osoby zaczęły bawić się w pogrzeb. Jedna z nich się kładła, udawała, że nie żyje, a pozostałe składały kwiaty i żegnały ją, a potem zmiana. Przedszkolanka nie zrozumiała tego zachowania i dziewczynki zostały skarcone za taką zabawę. Tymczasem to znane psychologii zjawisko zapoznawana się ze smutkiem, zabawy, by to trudne doświadczenie nie było aż tak obce i przerażające. By dało się po nim wrócić do swojego życia – autorka poparła też to, by zabierać dziecko na pogrzeb, ale tylko jeśli ono chce iść. Mówiła, że nie można uderzyć dziecka prawdą, ale nie można też mu jej zabraniać – Każde dziecko jest inne, więc to od niego zależy, czy chce pożegnać kogoś bliskiego osobiście.

Książki „Plasterki na tęsknotę”, „Szalik ciotki Melancholii” i „Zosia i motyl Anatol” miały premierę nieco ponad miesiąc przed tym spotkaniem. Okazało się, że długo przeleżały w przysłowiowej szufladzie, by wreszcie pojawić się w sklepach i księgarniach – Szukałam książek, które mówiłyby o tym, co niewypowiedziane, ale jednocześnie robiły to w sposób przystępny dla dzieci. Nie znalazłam żadnej, która by temu sprostała, więc spróbowałam sama takie napisać – przyznała autorka. Złożyła swoje teksty do wydawnictwa już w marcu, ale dopiero w sierpniu zostały odkryte i padła decyzja: muszą trafić do rąk dzieci.

RED

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się