Extra

Jak się bankrutuje na… oszczędzaniu?5 min na czytanie

Jak się bankrutuje na... oszczędzaniu?

Pan Mieczysław w bloku na os. Kopernik mieszka 42 lata. W 2009 r. wykupił mieszkanie od urzędu miejskiego. – Nie miałem żadnego zadłużenia – opowiada, jak co roku dostawał zwroty za ogrzewanie do 120 zł, jak wszyscy. Aż powstała wspólnota mieszkaniowa, do której został automatycznie wciągnięty wbrew swojej woli. Blok ocieplono, założono zawory termostatyczne. – To jest niepotrzebne nabijanie ludziom kosztów – tłumaczy głogowianin, że decyzja zarządu wspólnoty o zmniejszeniu temperatury na węźle do 42 st. spowodowała większy pobór ciepłej wody zamiast zimnej. Choć zawory miał na stałe ustawione naminimalnym poziomie, po sezonie zimowym zamiast zwrotu naliczono mu dopłatę ok. 400 zł, którą udało mu się anulować jako pomyłkę. Ale po kolejnej zimie miał dopłacić 700 zł, a po następnej 1400 zł. Nie zgadzał się z wyliczeniami, a spłacać nie miał z czego. Mieszkanie warte 180 tys. zł komornik zlicytował dla odzyskania 41 tys. zł dla wspólnoty. 

Pan Mieczysław nie rozumie, skąd się wzięła ta pierwsza dopłata. – To było więcej niż moje jedyne źródło utrzymania – opowiada, że żył wtedy z renty ok. 300 zł. Dopłaty za kolejne sezony były już kosmiczne. Jedyną pociechą, jaką usłyszał w ZGM, że może odpracuje jak będą prace interwencyjne. Czekał, a zadłużenie rosło. Do sądu trafiła sprawa o zapłatę zaległości w czynszu. – Odwołałem się, bo czynsz płaciłem – pan Mieczysław opowiada o zdziwieniu, że jego wpłaty były automatycznie przelewane na ogrzewanie. Jego zdaniem można wykazać, że zadłużenie wynika tylko z niesłusznie naliczonych opłat za ogrzewanie. Nie zgodził się z sądem, że musi płacić. Zadłużenie rosło, a spraw sądowych przybywało. Wydruk stanu zadłużenia na 2011 r. konsultował w ZGM-ach w innych miastach.

Księgowi łapali się za głowę mówiąc, „co oni tam z wami wyprawiają?” – usłyszał, że wszystkie ZGM-y w Polsce pracują na tym samym programie komputerowym, że w innych miastach nikomu nie naliczają odsetek, tylko rozkładają na raty, by spłacali, ile mogą. – Jak człowiek jest w trudnej sytuacji, jak tonie, nie rzuca mu się worka kamieni tylko koło ratunkowe – głogowianin liczył na ludzkie podejście ZGM i wspólnoty mieszkaniowej. Wystąpił o rozłożenie zaległości na raty, umorzenie odsetek i korektę zadłużenia za wodę i c.o. W ZGM usłyszał, że nie ma możliwości, bo jego mieszkanie jest we wspólnocie, a wspólnota odmówiła, choć zebrał zgody 60 proc. sąsiadów na raty i odpracowanie. Od komornika wie, że jest winny 41 tys. zł, w ubiegłym roku to było 20 tys. zł. Renty ma 669 zł.

– Żyję w warunkach podłych i nieludzkich, mam odłączony gaz, prąd, wodę, bo nie jestem w stanie płacić – pan Mieczysław opowiada, że jego wodomierz od 4 lat pokazuje ten sam stan: 32 m.sześc. Nie używa wody, a i tak ma naliczane opłaty, ryczałtowo po 8 m.sześc. wody i ścieków. Do sądu trafiło zadłużenie na 8 tys. zł. ZGM stwierdził, że korekta licznika jest niemożliwa. Przyznaje, że jest bezradny, nie wie, jak się bronić. Choć jest schorowany i ma niski dochód, sąd odmówił mu adwokata z urzędu. Wspólnota mieszkaniowa ma kancelarię prawną. Korzystał z bezpłatnej pomocy prawnej, ale prawnicy w starostwie się zmieniają. – Nie byłem na sprawie, bo nie wiedziałem – opowiada, że o licytacji swojego mieszkaniadowiedział się po 2 tygodniach, ludzie widzieli informację w internecie. Wycenione tylko na 125 tys. zł, miało być wystawione za ok. 90 tys. zł.

Od pierwszej licytacji się odwołał, nie wie z jakim skutkiem. Trudno mu pojąć, jak to możliwe, by można było odebrać mu własność za dług obiektywnie nieduży w porównaniu z wartością mieszkania. MOPS odmówił mu pomocy, bo minimalnie przekroczył średnią, urząd miasta – bo o 4 m. przekraczał metraż. Sprzedaż lub zamianę zablokował mu wpis wspólnoty i komornika w księdze wieczystej. Ma jeszcze nadzieję, że uda mu się oddłużyć i uratować mieszkanie. –Oddam je w dobre ręce, to kawał mojego życia, mam 67 lat, do grobu nie wezmę – przyznaje, że myślał o przekazaniu mieszkania miastu na odwróconą hipotekę, dożywotnią służebność i dług. Rodzina nie jest zainteresowana. Może znajdą się inni dobrzy chętni. Albo mądrzy, którzy pomogą radą.

– Licytacja zawsze jest efektem kilkuletniego procesu. Nie znam przypadku, by wspólnota podejmowała decyzję w sposób pochopny. Robi to w absolutnej ostateczności. Najczęściej przystępuje do procedury w wyniku kilkuletnich rozmów i prób zawarcia ugody z dłużnikiem. Wspólnota podejmuje decyzję o skierowaniu egzekucji z mieszkania, gdy dług narasta, a nie ma możliwości porozumienia z dłużnikiem. Na pewno takie licytacje mają miejsce. Zdarzają się średnio dwa-trzy razy rocznie. To konkretne mieszkanie jest własnościowe, licytacja była przeprowadzona na wolnym rynku, wspólnota nie jest zobowiązana do zapewnienia lokalu zastępczego – mówi Anna Keep, dyrektor Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Głogowie
RED

fot. Pixabay

Podziel się informacją ...
  • 161
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra