Jak żyje i mieszka „głogowska śmietanka” na osiedlu Piastów Śląskich

Jak żyje i mieszka „głogowska śmietanka” na osiedlu Piastów Śląskich

Roje karaluchów, szczury, wszechobecny brud i smród. Dwa slamsy pośród czyściutkich i zadbanych budynków na os. Piastów Śląskich. Tu żyją ludzie zepchnięci na margines. Ludzie, o których najłatwiej powiedzieć – patologia.

ARRA

Mężczyzna w trudnym do określenia wieku, nie ma wątpliwości. – Tu mieszkają wspaniali i kulturalni ludzie – jest rano, siedzi z sąsiadką na schodach i rozmawiają o życiu. – Jakie awantury, jakie bijatyki – dziwią się i zapewniają, że u nich – na Sprawiedliwego 8 – spokój i cisza. Owszem, czasami zdarzy się jakiś krzyk, ale to sporadycznie.

1

Ryszard (65 l.) też tu mieszka, ale w bloku obok, pod 10. Właśnie pakuje owoc swojej, rozpoczętej skro świt, pracy. Na 2 kg wchodzi 120 pogniecionych puszek. 7 zł wystarczy na śniadanie i jeszcze mu coś zostanie. – Pani kochana – szybko nawiązuje kontakt i opowiada o swoim życiu. Na Sprawiedliwego trafił z Jagielońskiej, po eksmisji. Kawaler – jak mówi – od urodzenia, pracował kiedyś w Famabie. Był spawaczem-ślusarzem. Tak jednak jakoś to jego życie się pokomplikowało, że wylądował, gdzie wylądował. – Czekam na emeryturę, wtedy moje życie się zmieni – zakłada, że będzie go stać np. na opłaty. Dziś za nic nie płaci, bo nie ma z czego. Prąd mu odcięli i czeka go kolejna eksmisja. Gdzie? – A bo ja wiem – zastanawia się, ale nie przejmuje zbytnio. Nie wie, ile ma zadłużenia, bo i po co wiedzieć. Ważne, że głodny nie chodzi. Przyznaje, czasami ktoś piwo na ławce pije, to i policja się pojawia, ale żeby jakieś burdy czy coś, to nie.

– Tu sama „śmietanka” – uśmiecha się. Żeby przeżyć, wstaje przed 5. W godzinę obchodzi swój rewir, wraca do domu, je pierwsze śniadanie i chwilę odpoczywa. O 8 zaczyna drugą turę. Też godzinę. I znów chwila przerwy. Przed obiadem jakieś piwo, gazeta, książka. – Dużo czytam – wie, co się dzieje na świecie, bo słucha radia, takiego na baterie. Telewizor też ma, ale co z tego, skoro nie ma… prądu. – Zdrowie jest, nie ma co narzekać – pan Ryszard uśmiecha się i zabiera za dokończenie pakowania puszek. To jego chleb, szansa na przetrwanie do czasu, kiedy ZUS przyzna mu emeryturę.

Takich jak ona jest tu kilka. Wygląda dużo starzej niż w rzeczywistości ma lat. – Co się pani dziwi, życie mnie nie rozpieszczało – rzuca z pretensją, odgarnia niemyte od kilku dni blond włosy z odrostami i opowiada. Dziecko za dzieckiem od młodości, nieudane miłości, kilka związków, w tym jeden ślub. I wciąż pod górkę. – Jakoś sobie radzę, ale powiem pani szczerze – żyć mi się już nie chce. Na beznadziejność najlepsze jest piwo. – Czekam na znajomą, mieszka tu obok. Obiecała, że postawi coś, później jakąś zupę ugotujemy, a na wieczór ma przyjść znajomy z Krochmalnej. Dostał rentę, to i coś porządnego na kolację się zrobi – blondyna ma już plan na najbliższe godziny. Co będzie jutro? – A kogo to obchodzi, liczy się dziś – kobieta dostrzega koleżankę, nie chce już rozmawiać o swoim podłym życiu.

Kilka metrów dalej młody mężczyzna w jednej ręce trzyma puszkę, w drugiej telefon. Zdaje komuś relację z poprzedniego wieczoru. – Kur…, mówię ci, działo się – emocje, choć to już późny poranek, wciąż go trzymają. Tak samo jak i procenty, które musi utrwalić piwem. I choć o tej porze jest tu jeszcze sennie, nie brakuje ludzi, którzy jakoś organizują sobie nadchodzący dzień. Kobiety kombinują, co zrobić rodzinie do jedzenia, mężczyźni skąd wziąć na to pieniądze. – Ważne, żeby jakoś przeżyć. Coś włożyć do garnka – inna zniszczona życiem kobieta nie rozczula się nad losem. Jej przyjaciel rubasznym, zachrypniętym głosem dodaje – i żeby było co łyknąć.

Całkiem nieźle w tym koszmarnym świecie na Sprawiedliwego 10 radzą sobie Krzysztof (61 l.) i Adam (66 l.). Mężczyźni od 12 lat mieszkają razem. – Pani wejdzie – zapraszają do maleńkiego pokoiku. Skromnie, ale czyściutko. Kanapa, szafki, zlew, lodówka i stolik. W łazience wanna, zepsuta pralka i sedes. Pan Adam choruje na nowotwór płuc, miał już operację, teraz pojedzie na radioterapię. Ale z papierosów nie zrezygnował, kłęby dymu unoszą się po „mieszkaniu”. – Opłaty to my mamy nawet do przodu – mówią z dumą. I jeść też co mają. Pan Krzysztof otwiera lodówkę, zapełniona po brzegi jedzeniem. W zamrażalniku kurczak i coś jeszcze, a także chmara karaluchów. – Pani przyjdzie wieczorem, wtedy widać, ile ich jest, biegają jak oszalałe – obaj do robactwa już są przyzwyczajeni, ale walczą. – Raz w miesiącu płacę sto złotych za pryskanie i dalej są – pan Adam martwi się, bo sporo pieniędzy z emerytury idzie także na lekarstwa. A jeszcze komornik z 1 tys. 900 zł zabiera 600 zł. – A to za takiego jednego spłacam – nie może odżałować, że dał się kiedyś nabrać. Telewizor kupił za nadpłatę, jak czekał na przyznanie emerytury.

– Przydałoby się pomalować ściany, położyć nowy linoleum, ale na to już nie wystarcza – dołożyli się po 5 zł do odświeżenia klatki schodowej. Kiedy ZGM to zrobi, nie wiadomo. – Przed wyborami może się zlitują – mężczyźni nie skorzystali z zaproszenia prezydenta, który chciał się spotkać także z mieszkańcami Sprawiedliwego 10 i 8. – Eee.. tam – nie mają ochoty i czasu na gadanie. Brudnymi i śmierdzącymi korytarzami strach przejść. – Pani się nie boi, tu sami swoi – mówi napotkany mężczyzna. Też „puszkarz”. – A tu mieszka taka jedna, wie pani…– tłumaczy wskazując na głowę, dlaczego jedne z drzwi są całe w taśmie samoprzylepnej. Zakleja, odkleja. To jej jedyne zajęcie.
DAB

Podziel się informacją ...
  • 74
  •  
  •  
  •  
  •  
  •