Dzieje sięGłogów

Klienci zamawiają i nie płacą. Najgorsze, że marnują jedzenie. Restauracja pokazuje zdjęcia2 min na czytanie

Klienci zamawiają i nie płacą. Najgorsze, że marnują jedzenie. Restauracja pokazuje zdjęcia

Głogowska restauracja Torino nie zamierza bagatelizować sprawy. Nie chodzi nawet o pieniądze, ale jak mówi szefowa lokalu, o brak szacunku do jedzenia i ludzkiej pracy. Na swojej stronie na Facebooku publikuje zdjęcia osób, które zamawiają dania, a następnie opuszczają restauracje.

To czwarty przypadek, kiedy restauracja postanowiła opublikować zdjęcia klientów. Para zamówiła jedzenie, po czym powiedziała kelnerowi, że za chwilę wróci i już więcej się nie pojawili. – To dla nas po prostu strata – mówi Karolina Osuch z restauracji Torino – Nie ma zgody w środowisku gastronomicznym, aby tak postępować. Spotykamy się z dwoma przypadkami. Pierwszy: ktoś zamówi, zje i wyjdzie, a drugi: ktoś zamówi i wychodzi, jedzenie zostaje. Ten drugi jest gorszy, bo jedzenie się marnuje. Mamy kryzys, a ludzie sobie lekceważą – przyznaje. Dla kucharzy i obsługi jest to też cios w samo serce, bo wkładają swój czas i wysiłek, aby jedzenie było dobre i smaczne. Zdjęcia jednak działają.

W jednym przypadku matka rozpoznała swoją córkę i uregulowała rachunek za niesforną pociechę, która przyszła z koleżankami do restauracji. Po zjedzeniu pizzy, towarzystwo po prostu wyszło. Często sugeruje się, aby za jedzenie zapłacić od razu po zamówieniu, ale takiemu rozwiązaniu jest przeciwna obsługa restauracji. – Darzymy klientów zaufaniem. Chcemy, aby przyjemnie spędzili czas u nas – wyjaśnia Karolina Osuch – Nie chcemy też za każdym wybiegać na ulicę i pytać, gdzie idzie. Tu chodzi o wzajemny szacunek.

Prawdziwą plagą w gastronomii jest zamawianie jedzenia na dowóz i nieodbieranie przywiezionych dań. Restauracja Torino złożyła dwie sprawy do sądu w związku z brakiem odbioru jedzenia. I wygrała! – Czasami ktoś zamówi za 50 złotych, ale czasami są też rachunki na kilkaset złotych. Ludzie robią sobie żarty i podają wymyślone adresy. Nas to nie śmieszy, bo to jest dla nas strata. Niektórzy się tłumaczą, że gdzieś wyszli lub poszli spać – opowiada szefowa Torino. Porusza jeszcze kwestię ochrony środowiska, bo jedzenie trzeba w czymś dowieźć do klienta, a później pudełka są po prostu wyrzucane mimo, że nikomu się nie przydały.

RED

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się