Kochani, jestem, żyję! O Boże, ja żyję… Poznajcie historię Pawła zasypanego w kopalni ZG Rudna

Automatycznie zapisany szkic 746
1

Paweł Gębalski to 40-letni górnik, kochający ojciec oraz prezes stowarzyszenia Strażacy Wspólnie Przeciw Białaczce. Od ponad dwóch tygodni przebywa w klinice okulistycznej we Wrocławiu, gdzie trafił śmigłowcem po wypadku w kopalni.

Dramat rozegrał się w czwartek (29 sierpnia) na oddziale G-2 w Rudnej Głównej. Dla pana Pawła była to kolejna już w tym tygodniu nocna zmiana. Był podział obowiązków, wskazanie rejonu prac, krótka rozmowa z kolegami ze zmiany, odbiór niezbędnego sprzętu, który w awaryjnych sytuacjach ratuje życie i oczywiście górnicze przywitanie „Szczęść Boże!”. Zjazd szybem na wyznaczony oddział. Na zmianie blisko 120 osób na trzech piętrach. Zwykła zmiana? Tak się wtedy wszystkim wydawało.

Paweł w swojej rodzinie jest już trzecim pokoleniem górników. W kopalni pracuje od 1996 roku czyli blisko 22 lata. Ma ogromną wiedzę, ale przewidzieć takich sytuacji się nie da. – Bycie operatorem maszyny górniczej to wielka odpowiedzialność. Cały czas trzeba mieć oczy szeroko otwarte, tak samo jak uszy, które mimo ogromnego hałasu są w stanie wychwycić coś bardzo niepokojącego…

Do wstrząsu doszło o godz. 2:50 na głębokości tysiąca metrów. – Dopiero o godzinie 3:07 byłem w stanie spojrzeć na zegarek, blisko po 17 minutach przejrzałem na oczy, wcześniej byłem cały we krwi, zacząłem sobie zdawać sprawę, co się stało. Zrozumiałem też, że żyję. Dopóki nie dotarli po mnie ratownicy, byłem zdany tylko na siebie… Miałem ze sobą kilka opatrunków – opowiada górnik. – Żyje tylko dlatego, że byłem w maszynie. Prawdopodobnie dzięki klatce kabiny – opowiada. – Z resztą muszę żyć! Mam dla kogo! – dodaje. Rzucało mną po kabinie w każdą stronę, w momencie pierwszego uderzenia w maszynę spadł mi z głowy kask, byłem uwięziony w pułapce. Z lewej strony wybita szyba od kabiny cięła moją rękę i twarz, próbowałem się odsunąć w prawo, ale niestety z prawej strony byłem rażony prądem z silnika wycieraczek. – Może dlatego nie straciłem przytomności nawet na moment? – zastanawia się.

Nie mógł jednak w pierwszej chwili pojąć, co się stało i to on, który widział już wielu przysypanych. –– Byłem cały czas przytomny. Pamiętam każdy moment wstrząsu – opowiada. Wierzę, że w swojej opiece miała mnie św. Barbara oraz św. Florian, że o mnie nie zapomnieli i mnie nie opuścili. Górnik wierzy, że św. Barbara powstrzymała w porę szał natury, a święty Florian dał mu siłę, żeby opanować strach i samemu opatrzyć licznie rany.

– Czułem krew, ale wziąłem się w garść i zacząłem… zakładać opatrunki, które bardzo mi pomogły. Bo dopiero w szpitalu okazało się, jak poważnie ranny miałem. Miedzy innymi z oka wyjęto mi blisko 100 mikroskopijnych kawałków szkła i założono 50 szwów – wspomina. Paweł jest strażakiem ochotnikiem i nigdy nie przypuszczał, że będzie sam siebie opatrywać. – Zawsze to ja pomagam ludziom, a teraz to ja tej pomocy potrzebowałem – tłumaczy

Tuż po tąpnięciu nastał spokój. Górnicy wstrzymali prace, ruszyła akcja ratunkowa. Paweł ze wzruszeniem wspomina, że zastanawiał się, czy ratownicy zdążą, czy przyjdą po niego na czas. – Po ostatnim tąpnięciu wiem, że może to potrwać nawet kilka dni. Czułem zapach spalenizny. Za cel obrałem sobie przygotowanie aparatu ucieczkowego. Było ciężko, prawą stronę ciała miałem powykręcaną od rażenia prądem. Widziałem na jedno oko, a na dodatek lewa ręka bardzo bolała. – Ale udało się! Aparat ucieczkowy znalazł się w końcu przede mną – opowiada.

Jednak blisko trzy godziny oczekiwania na pomoc zrobiły swoje. Górnik zaczął wątpić, czy pomoc dotrze na czas. Opowiada, że w pewnym momencie wyciągnął kartkę i długopis myśląc, że to już koniec. – Zastanawiałem się, co napiszę tym wszystkim ważnym osobą – żonie Gosi, dzieciom, strażakom ze stowarzyszenia w całym kraju – mówi. Ale po godzinie piątej akcja nabrała tępa. – Wróciła do mnie nadzieja, usłyszałem – „Paweł żyjesz?” – to był mój sztygar. Krzyknąłem: „–Tak! Jestem! Żyję!” Poczułem ulgę, bo wiedziałem, że pomoc jest już blisko.

Ratownicy byli blisko, do kabiny zaczęły docierać odgłosy czołgających się górników po dachu maszyny. Nabrał pewności. Zaczął przekazywać informacje o swoim stanie zdrowia, dawać wskazówki, jak bezpiecznie i szybko do niego dotrzeć i uwolnić. – Udało się. – Koledzy górnicy przetransportowali mnie do góry, tam czekali już na mnie ratownicy, lekarze oraz załoga lotniczego pogotowia ratunkowego. Lekarz poinformował mnie, że trafiam do szpitala we Wrocławiu – tłumaczy.

W szpitalu na Pawła czekały zespoły lekarzy. Okazało się, że doznał złamania kręgosłupa w dwóch miejscach na szczęście bez przerwania rdzenia kręgowego. Został zabrany na blok operacyjny. Operacja oka trwała pięć godzin! Założono mu 50 szwów. Paweł powoli wraca do zdrowia, stawia pierwsze kroki, przechodzi kolejne badania. Prawdopodobnie przejdzie kolejną operację oka.

– Kochani przyjaciele, uważajcie na siebie, niech św. Barbara dba o was wszystkich każdego dnia i nocy. Św. Florian nich da nam siłę do ratowania życia nie tylko tych, do których jedziemy, żeby im pomóc, ale także niech pozwoli nam mieć otwarte umysły, żeby pomagać w razie potrzeby również sobie! Zło już minęło. Teraz będzie tylko lepiej, musi być dobrze. Szczęść Boże!–kończy Paweł Gębalski.
PM

Ochotnicza Straż Pożarna Grupa Ratownictwa Specjalistycznego Strażacy Wspólnie Przeciw Białaczce z Lubina. Jest to działające od od trzech lat stowarzyszenie (od niedawna zarejestrowane jako OSP), którego głównym celem jest wspieranie chorych na białaczkę. Podczas licznych imprez, w których uczestniczą członkowie stowarzyszenia promują donację szpiku kostnego, a także prowadzą rejestrację potencjalnych dawców szpiku oraz organizują pokazy pierwszej pomocy. Niewątpliwym sukcesem OSP GRS SWPB są organizowane już cyklicznie zbiórki paczek pod hasłem „Paczka dla Dzieciaka na Święta od Strażaka” oraz „Wielkanocna paczka dla Kresowiaka od Strażaka”. W 2018 roku przedstawiciele organizacji, na zaproszenie prezydenta RP Andrzeja Dudy, brali udział w gali rozdania nagród “Dla Dobra Wspólnego”

Podziel się informacją ...
  • 758
  •  
  •  
  •  
  •  
  •