Extra

Kwarantanna. Jak się żyje w areszcie domowym?3 min na czytanie

Kwarantanna. Jak się żyje w areszcie domowym?

Strach, niepewność i bezradność. To uczucie odrzucenia i brudu, to piętno, które zostanie na całe życie, o ile to życie będzie. Tak właśnie zapamiętały ten czas dwie kobiety, które zgodziły się o tym opowiedzieć. Kwarantanna domowa? To dziś jedno z najczęściej słyszanych haseł. W powiecie głogowskim przechodzi ją, lub przeszło już kilkaset osób. Część z nakazu sanepidu, część z własnej inicjatywy – wiedząc, że mogą być w grupie ryzyka. 

Rozmowa z kobietą objętą kwarantanną nakazaną przez sanepid zaczyna się od ogromnego żalu. – Jak się czułam? Co za głupie pytanie – pani Dorota* na początku reaguje nerwowo. Jest zła na siebie, na tych, przez których musiała być izolowana, jest wściekła na cały świat. – W życiu bym się nie spodziewała, że przyjdzie mi przejść przez takie piekło. To największe upokorzenie. Dlaczego? Bo człowiek czuje się jak trędowaty! Byłam pewna, że nie jestem zakażona, ale nie miałam nic do powiedzenia. Poddałam się kwarantannie i dziś wiem, że była to jednak dobra decyzja. Pytanie, dlaczego jesteśmy tak okrutni dla siebie, dlaczego byłam prześladowana przez sąsiadów i znajomych? Dlaczego nasyłano na mnie różne służby, bo jakobym łamała zakaz wychodzenia? Do końca życia nie zapomnę telefonu kogoś z rodziny i zdania – nie zbliżaj się do nas, jesteś trefna i o nic nie proś. Powiem tylko tyle, że te kilkanaście dni było egzaminem dla mnie, mojej rodziny i znajomych. Nie mam już przyjaciół, bo jeśli nawet myślałam, że ich mam – teraz wiem, że nimi nie byli – kobieta pokasłuje i pyta: też pani odsunęła od ucha telefon? Pyta, bo kilka razy usłyszała, że tak właśnie reagowali jej bliscy. – Śmieszne, prawda? – pyta i sama odpowiada – ludzka głupota jest gorsza od tego wirusa. 

Ma prawo tak twierdzić także po tym, jak ktoś inny z rodziny zapytał ją, co będzie z jej mieszkaniem, gdyby umarła… Pani Dorota opowiada, że choć nie miała kłopotu z żywnością, to już dostarczenie jej książek i gazet było problemem. – Znajoma uznała to za fanaberie, powiedziała wprost, że nie będzie wydawała pieniędzy na takie rzeczy choć zapewniałam, że jej oddam. Może mi pani nie wierzyć, ale takie właśnie sytuacje miały miejsce. Ja liczyłam każdą godzinę do końca, a ci, którzy powinni mnie wspierać albo odsuwali się, albo żarty robili. Bardzo głupie wiadomości dostawałam. Na przykład – jak tam twoja korona, już ci spadła? Albo – włącz sobie serial Korona królów. I do tego roześmiane buźki. 

Wspomniałam, że nie obawiałam się wirusa, bardziej dotknęło mnie takie dosłowne napiętnowanie, z tym się nie mogę jak na razie pogodzić, zrozumieć. Widzę w telewizji, że ludzie się ujawniają, pokazują twarz, udzielają wywiadów. Mieszkam w zbyt małej miejscowości, aby zrobić to samo. Głupich ludzi nie brakuje, myślą, że wszystkich może to spotkać tylko nie ich, że z czyjegoś nieszczęścia można sobie kpiny robić, czy wręcz wyładować złość. Dlatego ukrywam swoje dane, nie chcę aby ktokolwiek jeszcze skojarzył, że byłam w grupie ewentualnych nosicieli. I już nigdy więcej nie chciałabym być sprawdzana przez policję, choć w moim przypadku wszystko odbywało się bardzo dyskretnie. Jakie są moje wnioski z tego, co przeżyłam? Wcale nie byłabym zdziwiona, gdyby doszło do linczu. Nie tylko wirtualnego i proszę mi wierzyć, że mam podstawy, aby tak podsumować swoją kwarantannę – pani Dorota apeluje o jedno – zachowajmy godność, nie bądźmy hienami, nie żerujmy na czyimś zagrożeniu. To może spotkać każdego.
RED

*imię na życzenie bohaterki zostało zmienione

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra