Extra

Lekarz Mykola Korchynsky z Ukrainy znalazł pracę w głogowskim szpitalu2 min na czytanie

Lekarz Mykola Korchynsky z Ukrainy znalazł pracę w głogowskim szpitalu

Mykola Korchynsky na Ukrainie był neurologiem. Od 1 marca pracuje w głogowskim szpitalu i jest stażystą na pediatrii.

– Po polsku moje imię brzmi Mikołaj. Wszyscy tu tak do mnie mówią – śmieje się i opowiada, że na szczęście nie musiał uciekać z wojennej pożogi. Pochodzi z miasteczka w zachodniej Ukrainie, obwód Iwano – Frankiwski. – Z Polską byłem powiązany od dziecka. Mój dziadek był Polakiem. Przyjeżdżałem tu do rodziny – do wujka, poznałem język, dostałem Kartę Polaka (przyp. red. czyli dokument potwierdzający przynależność do Narodu Polskiego, ale nie oznaczający posiadania obywatelstwa).

Radoxim 5

– W końcu zdecydowaliśmy się tu z żoną zostać – mówi, że pięć lat temu najpierw przyjechał tu pracować on, a potem jego żona. Dziś jest lekarką rodzinną w głogowskiej przychodni. – Dobrze nam się tu żyje i tu zamierzamy zostać. Choć jako lekarze mamy tutaj bardzo dużo pracy, ale jednak dobre warunki i możliwości rozwoju – uważa.

Pięć lat temu założył własną działalność gospodarczą, zamieszkał na wsi pod Głogowem. W całej okolicy zyskał rozgłos jako wyśmienity masażysta specjalizujący się w masażu leczniczym. Są do niego takie kolejki, że już od dawna nikogo nie zapisuje. – Zająłem się masażem, lecz od początku chciałem być lekarzem w Polsce i moje starania zmierzały w tym kierunku, lecz nie jest to prosta sprawa. Już trzy lata temu rozmawiałem z prezesem szpitala w Głogowie. Zaproponował mi pracę. Tyle czasu trwały skomplikowane formalności, procedury, którym musiałem się poddać, żeby dostać staż w szpitalu – opowiada.

W jego rodzinie leczenie jest tradycją. Ojciec był wertebrologiem, czyli specjalistą leczącym różne choroby związane z kręgosłupem. U nas takich lekarzy nie ma, ale na Ukrainie to popularna specjalizacja. Mykola pracował z ojcem, wiele się od niego nauczył.

U rodziny był ostatni raz w listopadzie zeszłego roku. – Nie było jeszcze strachu przed wojną, choć oczywiście z tym ryzykiem żyjemy na Ukrainie od ośmiu lat. Ale wszyscy sądzili, że jeśli już, to zagrożony jest Donbas, a nie że cały kraj – przyznaje.
RED

Zobacz inne

Więcej w Extra