Extra

Łukasz był na samym dnie. Teraz jest przykładem, że można się z tego podnieść4 min na czytanie

Łukasz był na samym dnie. Teraz jest przykładem, że można się z tego podnieść

Spał po krzakach. Zarośnięty, śmierdzący. Nie trzeźwiał. Przez pięć lat. – Tak było – przyznaje, choć dziś zmienił się nie do poznania. Jakby nie ten sam człowiek. Od grudnia ma nowy „stały” adres. Noclegownia przy ul. Legnickiej. – Przepiłem trzy mieszkania i dwa samochody. Skłóciłem się z rodziną, zawiodłem ją – opowiada o sobie. Ciężko mu wspominać te czasy, ale chciałby opowiedzieć o tym, jak walczy z alkoholizmem i wychodzi z bezdomności, bo ma nadzieję, że to komuś też pomoże.

– Łukasz Kolasiński ( 33 l.) był kiedyś taki jak każdy młody człowiek. Na dodatek z dobrego, bogatego domu. Dlatego w dorosłym życiu był dobrze wyposażony i miał co przepijać. Sam też dobrze zarabiał. Skończyło się tak, że nie ma już ani tych mieszkań, ani samochodów, a rodzina się od niego odwróciła. – Jeszcze w 2015 roku mieszkałem w TBS -ie na Piastowie – przyznaje, że to mieszkanie też przepił. Wszystko zmarnował. Ma długi, w które wpadł, gdy pił. Dziś je spłaca. – To może być ciekawy artykuł o zmianach w człowieku, o jego wartościach, o tym co w życiu zrobił. Chcę, żeby to był przykład nie tylko dla osób bezdomnych, uzależnionych, a nawet chorych. Mimo dna, w którym się jest, powoli można wszystko odbudować – uważa, bo sam nad tym pracuje. Od roku nie pije. Pracuje nad tym, aby wyjść z bezdomności.

– Czasem nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W jego przypadku tak było. Wypadek. Nieszczęście. Pomagał koledze na budowie. Cóż, nie był trzeźwy. Spadł z wysokości i złamał biodro. Jest niepełnosprawny, kuleje. – Otrzeźwienie przyszło po operacji. Mam w nodze trzy śruby i pręt. Trafiłem do ośrodka dla bezdomnych w Dobrucie, gdzie dochodziłem do siebie. Kiedy zacząłem chodzić o kulach, postanowiłem wrócić do Głogowa i odbudować swoje życie – opowiada.

Dach nad głową. W noclegowni, ale to już coś. – Cały czas się coś w moim życiu dzieje. Każdego dnia otwieram oczy i działam. Dla siebie albo dla innych. Wychodzę na prostą. Od roku nie piję. Jestem przykładem na to, że bezdomny człowiek nie musi być brudny i zarośnięty. Choć… ja też kiedyś taki byłem. Spałem po krzakach, po piwnicach i ławkach – przyznaje. Wziął się za siebie. Każdego dnia robi krok do przodu. – Radzę sobie. Mam co jeść. Zdobyłem stały zasiłek po złamaniu biodra, który na wyżywienie i środki higieny musi wystarczyć – tłumaczy, że pracować na razie nie może, bo czeka go jeszcze jedna operacja. – Odbudowuję relacje rodzinne, które zniszczyłem przez picie – wylicza, ale do rodziców nie chce wrócić. – Wolę być w noclegowni, na swoim. Codziennie sprawdzają, czy nie piłem alkoholu, więc to mnie też trzyma w pionie, bo wiem, że muszę być trzeźwy – uważa.

-Dla nas to jest tylko rok, a dla niego aż rok. Staram się walczyć o tego chłopaka – mówi terapeuta Bartosz Kubiak, który jest p.o. kierownika w izbie wytrzeźwień, przy której noclegownia przy ul. Legnickiej funkcjonuje. Niestety, do czasu pandemii Łukasz mógł tu przychodzić tylko na noclegi. Teraz zasady zostały trochę poluzowane, można tu także przebywać w dzień. A ponieważ Łukasz Kolasiński wyjątkowo nad sobą pracuje, to i wyjątkowo go traktują. – Wielu próbuje rzucić picie, lecz niewielu to wychodzi. Tylko nielicznym – przyznaje szefowa Miejskiego Centrum Wspierania Rodziny Arleta Zawadzka, gdzie Łukasz chodzi na terapię. – On się stara, i to bardzo, a my bardzo chcemy, żeby mu się udało wyjść i z alkoholizmu, i z bezdomności. To najdłuższy moment, gdy jest trzeźwy. Nie mieliśmy więc sumienia, aby po trzech miesiącach – zgodnie z regulaminem – wyrzucić go na bruk, bo to by było tak, jakby mu nalać kieliszek – uważa Bartosz Kubiak. Łukasz więc mieszka w noclegowni do czasu aż stanie na nogi.

Pomaga innym. Można go często spotkać w różnych miejscach, bo angażuje się w wiele akcji. Gdy dowiedział się, że w kościele na Koperniku przygotowują posiłki dla potrzebujących, starszych osób, zgłosił się jako wolontariusz, żeby je rozwozić. Jest honorowym dawcą krwi. – Każdy mój dzień jest aktywnością. Mimo tego, że bardzo boli mnie noga, praktycznie ból jest nie do wytrzymania, zaciskam zęby – opowiada, że działa jako żołnierz rezerwy, angażuje się charytatywnie, wkrótce idzie do szkoły średniej, a do urzędu miasta złożył wniosek na mieszkanie. – Przyjęli. Poczekam ile będzie trzeba – zapewnia.
RED

Podziel się informacją ...
  • 650
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra