Sport

Mateusz Król był na skoczni w Wiśle, gdy inni kibicowali sprzed telewizorów4 min na czytanie

Mateusz Król był na skoczni w Wiśle, gdy inni kibicowali sprzed telewizorów

Wisła taka pusta, taka smutna. I wtedy odbył się Puchar Świata w skokach narciarskich? Dobry żart. A jednak – wcale nie w atmosferze wielkiego sportowego święta inaugurowano w ostatni weekend (21/22.11.) nowy sezon. Bez kibiców i całej ten biało-czerwonej fety. Ale z kilkunastoma dziennikarzami na trybunach. W tym gronie był głogowianin Mateusz Król, twórca portali Sportsinwinter.pl, który miał nawet okazje robić zdjęcia z żoną Kamila Stocha – Ewą.

Po raz czwarty rozegrano właśnie tam zawody tej rangi, gdzie o punkty walczyli najlepsi na świecie skoczkowie. Na skoczni im. Adama Małysza, legendy polskiego sportu, było jednak inaczej niż zwykle. – A zwykle to tak, że trybuny pękają w szwach, jest wspaniała atmosfera, jest aplauz, pełno flag, coś wspaniałego – wspomina Mateusz Król, któremu brakuje słów, aby opisać to, co zwykle dzieje się na skoczni. Bilety rozchodzą się w mgnieniu oka. Pod zeskokiem, w lesie, koczują ci, którzy mieli mniej szczęścia. Teraz też miało być podobnie, ale obostrzenia spowodowane epidemią koronawirusa spowodowały, że trybuny trzeba było zamknąć na cztery spusty. I ściskać kciuki za naszych przed ekranem telewizorów. Z taką sytuacją nie chciał się pogodzić 28-letni głogowianin – udało mu się zdobyć dziennikarską akredytację na te zawody, choć przecież łatwo nie było. Ich liczba było ograniczona.

Radoxim 5

– Na skoczni wprowadzono też nowe zasady. Mediom wydzielono strefy, wywiady przeprowadzaliśmy odgrodzeni od zawodników barierkami i z zachowaniem blisko dwumetrowego dystansu – opowiada to, co się tam działo. – Atmosfera? Ponura. DJ próbował puszczać z głośników jakieś dziwnie naśladowanie gwizdów czy braw, ale to nie to samo. Była grupa kibiców, która zdołała dostać się za ogrodzenie skoczni w lesie. Mieli ze sobą szale, flagi, skandowali. Nazwaliśmy ich żartobliwie grzybiarzami – przypomina sobie. Aby dostać się pod skocznie nie trzeba było stać w korku. Parkingi był niemal puste, więc obyło się też bez problemu ze znalezieniem wolnego miejsca. – Zazwyczaj cała ulica, okalająca skocznie, to dziesiątki stanowisk z pamiątkami. Teraz? Jedno – dodaje Król.

Miłość do skoków narciarskich narodziła się u niego lata temu, gdy największe sukcesy świętował mistrz z Wisły – Adam Małysz, zdobywca Kryształowej Kuli, mistrz świata, medalista olimpijski. – Chyba apogeum nastąpiło, kiedy Małysza zastąpił Kamil Stoch – obserwowałem jego karierę, rozwój i wtedy postanowiłem na poważnie zająć się dziennikarstwem sportowym. Sporty zimowe były mi bliskie – zwraca uwagę, że wtedy zaczęły się też wyjazdy i publikacje. Potem założył internetową stronę związaną ze sportami zimowymi. A, że przy okazji poznawał ciekawych ludzi, nawiązał z nimi współpracę. Zbudował się fajny, oparty na młodych ludziach, zespół. Doskonale pamięta mistrzostwa świata w Lahti w dalekiej Finlandii. – Ogromne przeżycia, pamiętam, że byłem tam dziesięć dni. Na pewno nie zapomnę o tym do końca życia – bije się w pierś, choć tych wyjazdów było znacznie więcej. Na tej liście jeszcze chociażby Planica w Słowenii. W tym sezonie też chciałby po podróżować, ale czy to w ogóle możliwe? Wszystko zależy od sytuacji związanej z koronawirusem. – Chcę jechać na mistrzostwa do niemieckiego Oberstdorfu a także na mistrzostwa w lotach do Planicy. Ponadto oczywiście do Zakopanego – wymienia.

Pasja do skoków to nie tylko relacjonowanie tego sportu. Przymierza się do tego, aby założyć narty, też skoczyć. Marzy o tym, aby latem wystartować w zawodach dla amatorów. Rozmiar skoczni? Jej punkt konstrukcyjny znajduje się na piątym metrze. – Trzeba trochę potrenować i pobawić się, ale bezpiecznie. Poczuć ten dreszczyk emocji. W Polsce skoki narciarskie są jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych. Coś w nich jest – mamy też reprezentację, która zawsze znajduje się w ścisłej światowej czołówce. Skoki mnie nie nudzą. Staram się też ciągle robić coś dla siebie. Miałem trochę kłopotów ze zdjęciami. Chwyciłem za aparat. Podczas ostatniego wyjazdu w Wiśle miałem przyjemność nawet robić zdjęcia wspólnie z żoną Kamila Stocha – zdradza nam Król. I oby wszystkie plany udało się zrealizować – tego życzmy.
RED

Zobacz inne

Więcej w Sport