Extra

Na straganach taniej niż w galerii. Pan Eugeniusz handluje odzieżą na wsiach od 20 lat2 min na czytanie

1

Raz w miesiącu wyjazd pod Warszawę, gdzie znajduje się jeden z największych magazynów z chińską odzieżą. Później trzeba to sprzedać. Na ulicy, bo Eugeniusz Smoliński (68 l.) handluje jak za dawnych lat na wsiach. Dziś (26.05.) był w Kotli. Wkrótce będzie w Pęcławiu, potem w Szlichtyngowej. – I tak się kręci handel obwoźny od prawie dwudziestu lat! – wylicza.

Choć czasy się zmieniają, klientów coraz mniej. Nie tak jak jeszcze 20 lat temu, kiedy zaczynał. Wspomina, że był to dobry interes, by dorobić do renty. Handlował na starym stadionie miejskim, gdzie odbywał się targ. Konkurencja była duża. – I doszły problemy zdrowotne – wraca pamięcią w tamte czasy. – Nie wspominam miło tego okresu. Dostałem zawału serca, tam na targowisku. Dobrze, że byli ludzie. Wezwali pomoc. Uratowała mnie świętej pamięci doktor Seretna. Nigdy jej tego nie zapomnę – mówi.

Na wsiach bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Odzież dobrze się sprzedawała szczególnie w niedziele, kiedy ludzie wracali z kościoła. Brali wszystko. – Mieli czas, aby zatrzymać się, przymierzyć, coś utargować i kupić – opowiada pan Eugeniusz. Pamięta, gdy jeszcze kilka lat temu w Kotli – na tym niewielkim placu – rozstawiało się trzech-czterech handlarzy. – Można powiedzieć, że rywalizowaliśmy się o miejsce. Dziś zostałem sam – dodaje.

Klienci są, ale przede wszystkim stali. I starsi, których nie stać na zakupy w miejskich galeriach handlowych. Po co przychodzą? Jedna z kobiet kupiła skarpetki, koszulkę dla męża i laczki. Ktoś inny zapłacił za półbuty. Niedrogo. Dla przykładu trzy pary skarpetek tzw. stópek to wydatek 5 zł. Długich skarpet za sztukę 2 zł. Buty można dostać od 50 zł. Są też sukienki, bluzy, kurtki. – Na wsiach jest bieda. Tutaj uchowali się wielcy gospodarze, obecnie milionerzy. Ci co żyli z Państwowych Gospodarstw Rolnych zostali z niczym. I ciułają od miesiąca do miesiąca za parę złotych. Dlatego ceny muszą być zróżnicowane. Nie za drogie, bo nikt nic nie kupi – sugeruje.

Nie ukrywa, że to jego ostatni sezon. Wygląda na to, że gdy przejdzie na zasłużoną emeryturę taki handel, jak ten, po prostu na wsiach upadnie. – Mówi się, że kokosów z tego nie ma. Pracy jest dużo i trzeba mieć cierpliwość do ludzi. Komu się będzie chciało? – zastanawia się. A wtedy trzeba będzie wsiąść w autobus PKS i pojechać na shopping do miasta.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra