Extra

Nasza Natalia załatwiła dla uchodźców tony pomocy z dalekiej Francji2 min na czytanie

Nasza Natalia załatwiła dla uchodźców tony pomocy z dalekiej Francji

Kiedy Natalia Rudnik po raz pierwszy rozmawiała z koleżanką z Francji o tym, jak mogą pomóc Ukraińskim uchodźcom, w życiu nie przewidziała takiego scenariusza. Nawet nie wyobrażała sobie, że do Głogowa sprowadzi dwa tiry wyładowane 31 tonami produktów.

– Zaczęło się od zwykłej rozmowy na temat możliwości zorganizowania zbiórki – mówi Natalia Rudnik (34 l.). Jest tłumaczką języka francuskiego i pracuje w turystyce. Gdy tylko zaczęła się wojna w Ukrainie, zgłosiła się do Miejskiego Ośrodka Kultury jako wolontariuszka.

Wszystko działo się bardzo szybko. – Skontaktowała się ze mną koleżanka z Francji i poprosiła o pomoc w zorganizowaniu transportu do Polski – opowiada Natalia Rudnik. Jej francuska koleżanka mieszka w Rethel w północno-wschodniej Francji. Chciała przekazać ubrania, które pozostały po jej zmarłym teściu. – Rozmawiałyśmy o tym, jak mogłaby je dostarczyć dla potrzebujących. Pierwsza myśl była taka, żeby tu wynająć busa, który pojedzie do Francji i wróci. To się udało, tyle tylko, że bus był za duży, miał pojemność ponad tonę – wspomina. Od słowa do słowa, francuska koleżanka wspólnie z dwoma stowarzyszeniami zorganizowała w swojej miejscowości zbiórkę potrzebnych produktów. Towary przynosili zwykli ludzie, cała lokalna społeczność się zaangażowała, a w końcu także firmy i organizacje społeczne. Tych zebranych rzeczy zaczęło się robić całkiem dużo.

Radoxim 5

– Do przyjęcia takiego transportu musieliśmy się dobrze przygotować, więc już wcześniej ustaliliśmy, że pomoga nam uczniowie z Zespołu Szkół Politechnicznych, zgłosili się także wolontariusze, a wolontariuszce Oli udało się zorganizować wózek widłowy. – Na początku sami wszystko nosiliśmy, nawet dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury pomagał nosić kartony, którymi był wypełniony jeden z tirów – Natalia mówi, że część towaru została w magazynie w MOK – u, a część powędrowała do magazynu w budynku straży pożarnej. – Cześć od razu pojechała na Ukrainę.

Chłopaki z Ukrainy przyjechały do Polski po auta terenowe i nie wracali na pusto. Byli szczęśliwi, że mogą coś zawieźć swoim rodakom. Dostaliśmy od nich zdjęcia, jak przywieźli dary na miejsce, jak wszyscy się cieszyli, jaka była radość – mówi Natalia, uradowana, że tak to się udało zorganizować, choć nikt nie podejrzewał, że taka akcja przybierze taką dużą skalę.
RED

Zobacz inne

Więcej w Extra