Nie jestem kibolem, a kibicem. I szefem niepełnosprawnych kibiców Chrobrego Głogów

Automatycznie zapisany szkic 136
1

Arkadiusz Adamski (41 l.) marzył o wielkiej piłkarskiej karierze. Plany pokrzyżował wypadek podczas lekcji wuefu. Po latach jego życie ponownie nabrało sensu. – Nigdy o tym nie mówiłem, ale… – łzy w oku pojawiają się u szefa kibiców niepełnosprawnych.

Ktoś kiedyś krzyknął. – To kibol! – wspomina. I dorzuca, że jest po prostu wielkim fanem sportu, przede wszystkim piłki nożnej, a gdyby nie nieszczęśliwy wypadek w młodości, to pewnie nadal kopałby futbolówkę. O kibicach niepełnosprawnych ostatnimi czasy w mieście zrobiło się głośno. A to pojadą na jakiś mecz reprezentacji Polski, a to zorganizują ciekawą akcję w swoim lokalu.

Arkadiusz Adamski skupia wokół siebie nie tylko niepełnosprawnych kibiców.

Jednak niewielu zna ich historie. Kiedy ich życie stawało nad przepaścią, gdy musieli walczyć z czasem. Podobnie było z Arkadiuszem – prywatnie szczęśliwym ojcem 7-letniej Joanny, 18-letniej Eli i i 20-letniej Dominiki. – Córki co cały świat. Rodzina daje mi wiarę – mówi. W pamięci ma jednak wydarzenia z dzieciństwa. To działo się na początku lat 90-tych, kiedy był uczniem siódmej klasy szkoły podstawowej.

Była lekcja wychowania fizycznego. Nauczyciel przeprowadzał sprawdzian z przewrotu w przód i tył. Wszystko, jak zwykle, przebiegało zgodnie z planem. Aż w sali pojawił się znajomy nauczyciela. Jak się później okazało był pod wpływem alkoholu. Akurat wtedy swoją próbę przewrotu rozpoczynał Arkadiusz. Podszedł do materaca, a gdy ruszył, znajomy wuefisty przewrócił się na niego. Niestety upadł na kręgosłup ucznia. Ten nie mógł podnieść się z ziemi. Szybko wezwano na miejsce pogotowie ratunkowe. – Nie wiele pamiętam – przypomina sobie te tragiczne chwile. Trafił do szpitala, a pierwsze diagnozy były zatrważające. Z boiska na trybunę Lekarze wydali wyrok – to koniec.

Kibicuje pomarańczowo-czarnym, ale często bywa również na meczach reprezentacji Polski.

Dawali mu godziny, aby przygotowali się na najgorsze, bo uszkodzone miały być kręgi szyjne. – Podobno miały być złamane – mówi. Na szczęście medycy się pomylili. Przeżył. A po operacji w Piekarach Śląskich rokowania były już dużo lepsze. Okazało się, że złamania nie było, a skręcenie. Co i tak wiązało się z dużymi konsekwencjami. – Nie wylądowałem na wózku, bo byłem silny. Nie poddałem się, bo chciałem wrócić do normalnego życia. Pamiętam, że lekarz powiedział mi, że do dzięki tej determinacji, mogę liczyć na spełnienie swoich marzeń – wzrusza się. Stanął na nogi. Skończyło się porażeniu prawostronnym.

Został niepełnosprawnym i zaczął wszystko od nowa. Po kilku miesiącach wyszedł ze szpitala. Dokończył edukację. Przed nieszczęśliwym wypadkiem jego pasją była piłka nożna. Grał w młodzieżowych drużynach Chrobrego Głogów. – Trenerzy zapewniali mnie, że przede mną świetlana przyszłość. Ponoć miałem talent. Ze sportem w takim czynnym wydaniu musiałem skończyć. To był dla mnie wielki cios – uważa Arkadiusz.

W nagrodę za swoją pracę otrzymał chociażby pamiątkowoą koszulkę w barwach Chrobrego Głogów.

Nie przestał kibicować pomarańczowo-czarnym. Wokół siebie skupiał coraz więcej kibiców tych niepełnosprawnych. Pewnego dnia wpadł na pomysł, by założyć ich klub. Nie obyło się bez problemów. Opowiada, że zdarzały się też przykre sytuacje, kiedy ktoś na mieście rzucił obraźliwie w ich strony – kibole! Oni od tego się ucinają. – Szanujemy innych ludzi, więc oczekujemy tego samego od nich. Każdy z nas jest po przejściach o jakich pełnosprawni nic nie wiedzą. Nie chcemy być obrażani – żąda.

A działania niepełnosprawnych przyczyniły się do tego, że z ich zdaniem liczą się w piłkarskim klubie. Dzięki współpracy udało się dokonać wielu rozwiązać infrastrukturalnych na miejskim stadionie. I zapowiadają, że na tym nie koniec. A nowa pasja i cele łagodzą ból w sercu. – Wypadek był, zdarzył się, nie ma co rozpamiętywać – rzuca na odchodne szef kibiców.
MK

Podziel się informacją ...
  • 159
  •  
  •  
  •  
  •  
  •