Extra

Pierza drzeć już nie trzeba, ale czyścić zawsze3 min na czytanie

Pierza drzeć już nie trzeba, ale czyścić zawsze

Pod głowę najlepsze z kaczki, do przykrycia z gęsi. Nie brakuje ludzi, którzy śpią otuleni pierzem nawet kilkudziesięcioletnim! A dzięki panu Zdzisławowi ich poduszki, pierzyny i kołdry są wciąż jak nowe!

Maleńki zakład przy ul. Elektrycznej, a w nim 83-letni Zdzisław Pokusiński. – Proszę wejść, opowiem pani o tym co robię – mężczyzna wita ciepło i uruchamia maszynę, aby pokazać, jak się czyści pierze. W dobie syntetycznych kołder po 30 zł ktoś jeszcze śpi w piórkach? Tak, bo naturalne pierze to wcale nie przeżytek, a dla wielu rodzinne skarby odziedziczone po babciach, a nawet i prababciach. Stare, ale nadal ogrzewające. Bo dobre pierze może służyć nawet sto lat. 

– Jest niezawodne, widziała pani kiedyś kaczkę albo gęś, żeby się trzęsła z zimna – pan Zdzisław nie czeka na odpowiedź, włącza ponad półwieczną maszynerię, zakłada maskę i nie wiadomo po raz który robi to, na czym najlepiej się zna. Naturalnie, broń Boże chemicznie.

Głogowianin spędził w tym miejscu ponad 40 lata, a pracuje już… blisko 70! – Trzeba pracować, trudno jest wyżyć z niewielkiej emerytury – panu Zdzisławowi rok temu zmarła żona. Byli razem pięćdziesiąt lat. – Jest bardzo ciężko, bardzo – mężczyzna nie ukrywa, że strata żony bardzo go przybiła. Na tyle, ile jeszcze może, zajmuje się więc czyszczeniem pierza i wciąż cieszy go to zajęcie. A że przyszła moda na sztuczne, to i tej roboty jest dużo mniej, bywa że po trzy, cztery dni nikt nie przyjdzie, to i czyścić nie ma czego. Swoich klientów pan Zdzisław zna doskonale, to głównie jego rówieśnicy, ludzie z okolicy, nauczeni spać pod pierzyną czy puchową kołdrą. 

Są tacy, co to pod czymś innym się nie wyśpią – pierze przekazywane z pokolenia na pokolenie wciąż wielu osobom jeszcze służy i pewnie służyć będzie do śmierci. – Mam takich klientów, którzy wyjechali z Głogowa, a jednak do mnie wracają, bo jak mówią tylko ja potrafię im najlepiej wyczyścić i to mnie bardzo cieszy. To znaczy, że jeszcze jestem komuś potrzebny – pan Zdzisław też śpi pod tym, co dostał od swojej mamy. Z dawnej pierzyny z czasem przerobił wsad na kołdrę i tłumaczy – na poduszki najlepsze jest pierze kacze, a do przykrycia z gęsi. 

Za wyczyszczenie kilograma pierza trzeba zapłacić 12 zł. I choć technologia wydaje się prosta, to jednak dla takiego specjalisty jak pan Zdzisław każde piórko jest ważne. Podobnie jak to, że nazywana przez nasze mamy i babcie tkanina, zazwyczaj czerwona lub różowa – wsyp – to fachowo inlet. Według życzenia, pan Zdzisław takie sam szyje i po renowacji oddaje kołdrę czy poduszkę jak nowe. – Tu wsypuje się pierze, ono wpada do komory i tam wentylacyjno-mechanicznie zostaje oczyszczone. Jest tylko powietrze i sito, na którym zatrzymuje się stare, przetarte pierze – mężczyzna pokazuje to, co już tylko można wyrzucić. Świeże, białe piórka lądują w czystej wsypie i kiedy trzeba wsad uzupełnia się nowym pierzem. 

– Tu wszystko samo idealnie się rozkłada, wystarczy strzepnąć i już – pan Zdzisław, co zrozumiałe, jest przeciwnikiem syntetyków, bo jak mówi – na sztucznym człowiek się dobrze nie wyśpi. W środku marketowej poduszki robią się szybko „warkocze”, czyli zbite wałki i nie ma co się później dziwić, że boli głowa albo kręgosłup. – Alergie na pierze? Może i tak, ale ludzie dziś na wszystko są uczuleni – Zdzisław Pokusiński nie wie, jak długo jeszcze poprowadzi ten pierzynowo-kołdrowo-poduszkowy interes. – Dokąd będę mógł, to będę czyścił. A później wrzuci się w internet i sprzeda – macha ręką, bo się będzie martwił na zapas.
DAB

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra