Dzieje sięGłogów

Pojawiła się nadzieja! Liliana jedzie do kliniki we Frankfurcie2 min na czytanie

Pojawiła się nadzieja! Liliana jedzie do kliniki we Frankfurcie

Liliana ma trzy miesiące. I odkąd przyszła na świat, to ciągle leży w inkubatorze. Walczy o życie. Bo tuż po porodzie u tej małej głogowianki stwierdzono straszną chorobę – zwłóknienie płuc. – Jest to choroba wywołana wrodzoną bakterią Mycoplasma Pneumonia – opowiada Klaudia Dziura dodając, że dziewczynka od urodzenia jest podłączona do respiratora. – I leczona antybiotykoterapią, sterydoterapią oraz aerozoloterapią. Jednak jej stan nie uległ poprawie – martwi się. Wspomina, że w trakcie ciąży lekarze niczego złego się nie dopatrzyli. Mówili, że dziecko jest zdrowie, że nic złego mu nie grozi. – Ciąża była wzorowa – przypomina sobie. Dlatego te wszystkie problemy przy narodzinach Liliany były dla nich wielkim zaskoczeniem. – Nie oddychała, nie płakała. Od razu podłączyli ją do tlenu. Mijały kolejne dni, a my nie wiedzieliśmy co dzieje się z naszym dzieckiem. Twierdzili, że… będzie dobrze. Nie było. Po piętnastu dniach powiedzieli nam, że trzeba szukać pomocy. Chwilę później stwierdzili chorobę – mówi mama.

Nie ukrywa, że lekarze w Polsce są bezradni. Szukali pomocy wszędzie, gdzie tylko mogli. – Usłyszeliśmy, że za jakiś czas będziemy musieli się pożegnać z naszą córeczką, że nie ma dla niej ratunku – dorzuca. Ale się nie poddają. Po artykule opublikowanym na portalu MyGlogow coś w tej sprawie drgnęło. Opowiadają, że Liliana w piątek (17.12.) wyjeżdża do Frankfurtu w Niemczech. – Lekarze z tej kliniki twierdzą, że jest szansa na to, że obejdzie się bez przeszczepu. Jednak czeka nas szereg badań – mówi nam pani Klaudia.

Pomogło przede wszystkim Głogowskie Stowarzyszenie Otwarte Drzwi. Oni nigdy nie pozostają obojętni. Małgorzata Szychowska, wiceprezes tego stowarzyszenia, wie, że w takich sytuacjach szuka się ratunku gdzie tylko można. – Byłam w podobnej sytuacji. Hania miała wtedy trzy lata, walczyła o życie. Nowotwór? Brzmiało jak wyrok. Lekarze dawali nam pięć procent szans na przeżycie. Udało się znaleźć pomoc. Teraz córeczka ma dziesięć lat, chodzi do szkoły, jest zdrowa. Nie wierzmy statystykom. Ufajmy ludziom – radzi, bo wierzy, że finał historii Liliany będzie również szczęśliwy. W internecie ruszyły aukcje dla Liliany: TUTAJ.
RED

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się