Dzieje sięGłogów

Pożar w pustostanie. Bezdomny Władysław: To musiało być podpalenie [ZDJĘCIA]5 min na czytanie

Pożar w pustostanie. Bezdomny Władysław: To musiało być podpalenie [ZDJĘCIA] 13

Gęsty dym było widać z daleka. W czwartek (9.12.) w przejściu podziemny pod torami przy ul. Nadbrzeżnej – na wysokości placu festynowego – doszło do pożaru. Jeszcze kilka lat temu przejście było czynne, lecz zdarzało się tam wiele aktów wandalizmu. Poza tym popadało w ruinę, pieniędzy na remont nie znaleziono, więc zdecydowano o jego zamknięciu. Od tego czasu pustostan zamieszkują bezdomni. I właśnie dlatego istniało duże zagrożenie, że ktoś był w środku.

Strażacy pędzili tam na sygnale. Najpierw próbowali wejść do środka od strony ul. Nadbrzeżnej, ale nie dali rady. Potem zjechali drogą w dół koło placu festynowego. Zabrali ze sobą aparaty tlenowe. Dokładnie sprawdzili wszystkie pomieszczenia, ale na szczęście nikogo tam nie znaleźli. Szybko uporali się z tym pożarem. – Słychać było wybuchy. Jakby strzelały jakieś puszki – relacjonowali ci, którzy akurat byli w pobliżu. Akcja ratunkowa był błyskawiczna, bo liczyła się każda minuta.

Pan Władysław ma 60 lat, jest bezdomnym. Pomieszkuje w tym pustostanie. Akurat w momencie pożaru był w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Głogowie. – Poszedłem po jakąś pościel. Wracałem, aby rozpakować te wszystkie rzeczy… patrzę, a nad pustostanem unosi się dym – opowiadał o tym, co się działo. Zadymienie zobaczyli też przechodnie i wezwali na pomoc strażaków. – Nie mam pojęcie co się stało – dodawał, że pomieszczenia nie ogrzewał żadnym piecykiem. – Były tam tylko materace, gruby styropian i kołdry – zaznaczał bezdomny. Uważał, że to mogło być celowe podpalenie. Zresztą już wcześniej się to zdarzyło. – Papierosy palę tam, ale nie w budynku u góry, a na dale w przejściu. Raczej to nie był niedopałek papierosa. Dwa lata temu też ktoś mi podpalił rzeczy – sugerował. Głogowianin nie chciał pomocy. Choć żyje w nędzy, to jest mu tak dobrze. Wspominał, że kilka lat temu wyjechał za granicę do pracy. I wtedy rozpadła mu się rodzina. Wylądował na bruku. – To było osiem lat temu. Moja piękna nie płaciła za mieszkanie. Musiałem opuścić lokal. I stałem się bezdomnym. Mam córkę, dorosłą – mówił, że w przytulisku nie szuka schronienia. – Nigdy w życiu – zarzekał się. Nie chce tam trafić. Jak tylko strażacy przewietrzyli pustostan, to znów tam wrócił.
RED

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się