Extra

Prawda o policji według byłego policjanta? Kiedyś był człowiek, dziś są wskaźniki3 min na czytanie

Prawda o policji według byłego policjanta? Kiedyś był człowiek, dziś są wskaźniki

Czas przejścia z milicji na policję (1990 r.) nie wywrócił do góry nogami naszej komendy. Pierwszym komendantem został nieżyjący już dziś podinsp. Czesław Cześniuk. To on organizował struktury policyjne na Ziemi Głogowskiej. – Stawiał na służbę kryminalną, bo z niej się wywodził – wspomina Grzegorz Płatek, któremu zawsze była najbliższa prewencja. To właśnie jego zapytaliśmy o komendantów głogowskiej policji. Grzegorz Płatek to były naczelnik, nadinspektor, a dziś emeryt i cywil wciąż żyjący ludzkimi problemami. – Czesław Cześniuk miał na pewno trudne zadanie, ale efektem zmian społeczno-politycznych bardziej musiał się mierzyć wcześniejszy komendant Jan Kosarzycki. – To byli ludzie, plus później Eugeniusz Łukijańczuk, dwóch epok. Bardzo wyraźne osobowości, którym przyszło kierować jednostką w trudnym czasie transformacji ustrojowej – dodaje Płatek.

Jedno jest pewne, to były czasy, kiedy komendantów nie zmieniano jak rękawiczki. Nie było też zwyczaju powoływania ludzi na kierownicze stanowiska spoza komendy. Szef musiał znać zarówno podległych mu policjantów od podszewki, jak i środowisko, w którym przyszło mu pracować. – To byli jedni z nas, wiedzieliśmy o sobie wszystko, znaliśmy swoje mocne i słabe strony – podkreśla Grzegorz Płatek i charakteryzuje swojego pierwszego szefa, czyli Kosarzyckiego. Silny – nazywano go „Księciem głogowskim”. – Szanował ludzi, był dostępny, surowy, ale wrażliwy. Był otwarty na zmiany, stawiał na ludzi z pomysłami, nie bał się lepszych od siebie – Płatek nie ma wątpliwości, że Kosarzycki miał wszystkie cechy, aby dobrze kierować komendą w czasach transformacji ustrojowej.

Jego następcą był Eugeniusz Łukijańczuk. – Absolutny reformator. Można powiedzieć, że zastał komendę drewnianą, a zostawił murowaną. Miał dobre relacje z ludźmi, potrafił ich zachęcić do zmian, motywował i sam chętnie podejmował decyzje niepopularne w tamtych czasach. Budował struktury i procedury, tworzył klimat sprzyjający otwarciu się policji na problemy zwykłych ludzi. Stawiał na prewencję. Rozumiał, że kontakt ze społeczeństwem, z konkretnym człowiekiem, jest najważniejszy. Wzorował się na burmistrzu Nowego Jorku Giulianim. Dziś jest inaczej. Liczą się wskaźniki, policjanci nie mają czasu na rozmowę. Wtedy każdy znał swojego dzielnicowego, byli rozpoznawalni, dziś jest ich zdecydowanie za mało. Odizolowanie się od mieszkańców nie wyszło policji na dobre – były naczelnik nie ma wątpliwości, że mundurowych powinno być więcej. Za porażkę uznaje również to, że wciąż jest zbyt mało pieniędzy na policję. – Jeśli w gablocie na klatce schodowej widzę ksero zdjęcia mojego dzielnicowego, to chyba coś tu jest nie tak – podaje przykład finansowych braków.

Po Łukijańczuku przyszła pora na młode pokolenie (2007 r.). I nie mogło być inaczej – kolejnym komendantem został jego „uczeń” Jacek Kaczmarek. – Można powiedzieć, że przyszedł na gotowe. Ale co ważne, nie zmarnował sukcesów swojego poprzednika i awansował później do Wrocławia. To wtedy zaczął się czas wskaźników, statystyk i papierologii. Zabrano ludzi z ulicy i posadzono za biurkami. A szkoda, bo po latach służby wiem, że nic nie zastąpi pracy w terenie, wśród ludzi. I taką policję chciałbym widzieć, nowoczesną ale i zaangażowaną w małe, zwykłe ludzkie sprawy – Grzegorz Płatek rozumie, że dziś wszystkim na wszystko brakuje czasu, ale jak ocenia – struktura policji mocno skostniała i jest sformalizowana do granic możliwości. Kolejny komendant to Krzysztof Sidorowicz (awansował do Gorzowa Wielkopolskiego) i obecny dziś Mariusz Bużdygan (pierwszy spoza Głogowa). – Muszą się wykazywać, takie im się czasy trafiły na szefowanie – Grzegorz Płatek przyznaje, że dziś praca w policji byłaby dla niego dużym wyzwaniem.
DAB

Podziel się informacją ...
  • 37
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra