Prosiła i błagała o pomoc, ale efektów nie było. Musiał interweniować sam prezes PiS-u

Prosiła i błagała o pomoc, ale efektów nie było. Musiał interweniować sam prezes PiS-u
1

Elżbieta Pawlak (53 l.) przyznaje, że to była chwila załamania. Gdy już nie wiedziała, gdzie pójść, gdzie pukać, gdzie napisać, bo wszędzie napotykała ścianę. Właśnie wtedy napisała do prezesa Kaczyńskiego. I do ministerstwa, i do prezydenta Rafaela Rokaszewicza na Facebooku. Trzeba przyznać, że od razu podziałało. Pieniądze z opieki społecznej bardzo szybko się znalazły na jej koncie.

Człowiekowi, który nigdy nie miał takich problemów, trudno je zrozumieć. Trudno sobie wyobrazić, jak żyją i co przeżywają rodzice niepełnosprawnych dzieci. A już szczególnie dwóch. Elżbieta Pawlak jest mamą 16-letniego Krystiana i 18-letniego Sebastiana. Obaj mają dziecięce porażenie mózgowe i związany z tym zespół wad wrodzonych. Mnóstwo rożnych ciężkich przypadłości. – Niech ktoś się ze mną zamieni na jeden dzień. Trzeba karmić, robić lewatywy, przebierać pieluchy. Chłopcy mają ataki padaczkowe. Ciężko jest fizycznie, a i psychika wysiada. Każdy dodatkowy problem po prostu człowieka rozwala – przyznaje Elżbieta Pawlak. Ponad rok temu z młodszym synem sprowadziła się do Głogowa z miejscowości pod Sławą.

Starszym synem po rozwodzie opiekuje się ojciec, który został w dawnym miejscu ich zamieszkania, jednak do mamy i do brata bardzo często przyjeżdża. Oboje rodzice dzielą się obowiązkami. – Zrobiliśmy tak dla dobra dzieci – mówi pani Elżbieta i dodaje: Jestem głogowianką z urodzenia, mam tu rodzinę i znajomych, więc wybór padł właśnie na Głogów. Wróciłam tu, wynajęłam mieszkanie i od ponad roku mieszkam z synem – wyjaśnia. Jednak okazało się, że w Głogowie nie ma takich usług specjalistycznych dla niepełnosprawnych, jakie są w Sławie. Na przykład od ponad roku Krystian nie jest rehabilitowany, gdyż w Głogowie nie są realizowane specjalistyczne usługi rehabilitacji w domu. Które – jak wyczytała pani Elżbieta – są jej synowi ustawowo gwarantowane.

Kilka tygodni temu została bez środków do życia, całkowicie się załamała. Przez miesiąc musiała sobie poradzić bez pieniędzy. – Mąż po rozwodzie otrzymał wszystkie świadczenia, a ja… żadnych – tłumaczy, że w grę weszły różne kwestie formalne. Przyznano jej świadczenie pielęgnacyjne na syna, ale pieniądze nie przyszły. Świadczenia rodzinnego nie przyznano ze względu na zły zapis w orzeczeniu rozwodowym. Wyprostowanie tego trwało. – Mówiłam w MOPS-ie, że tylko z tych pieniędzy z synem żyjemy. Że wynajmuję mieszkanie, że mam rachunki za wodę, gaz, prąd, a oprócz tego trzeba żyć. Dziecku nie mogę dać chleba z wodą i z cukrem, jak sama jadłam. Jemu miksuję dietetyczne zupki, do których produkty są drogie – opowiada, że Sebastian w swoim życiu był 58 razy w szpitalu. To wręcz niewyobrażalne.

W Głogowie z MOPS-u panią Elżbietę skierowano do Miejskiego Ośrodka Rehabilitacji i Usług Specjalistycznych, który jednak… takich zabiegów, jak potrzebuje jej syn, nie świadczy.

– Każde miasto układa usługi pod swoje zapotrzebowanie. U nas jeszcze takiego nie było – tłumaczy powody braku rehabilitacji w domu dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej Karina Taudul, wymieniając usługi, które w Głogowie są, a w innych miastach rzekomo nie – np. opiekunki w domach, na które miasto płaci 2,5 mln zł. Wyjaśnia także, że w Głogowie są inne możliwości – jest szpital, Dom Uzdrowienie Chorych, są prywatni lekarze – nie tylko MOPS.

– Mamy podpisany kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia na rehabilitację domową, tylko że jest bardzo niski i są bardzo długie terminy oczekiwania. Do następnego roku – mówi rzeczniczka Głogowskiego Szpitala Powiatowego Ewa Todorov.

MOPS musiał złożyć wyjaśnienia prezydentowi Rafaelowi Rokaszewiczowi, ministrowi polityki społecznej i posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wysłał w tej sprawie dwa pisma. Elżbieta Pawlak twierdzi, że na przykład prezydent zadziałał w jeden dzień. Napisała do niego – i jeszcze tego samego dnia były pieniądze.

– Jestem wdzięczna różnym ludziom i różnym organizacjom – mówi pani Elżbieta i wymienia Fundację Eudajmonia, z której przychodzi do niej asystentka funkcjonalna Magdalena Wojtun w ramach programu Subregionalne Centrum Asystentury, opiekować się synem, żeby ona mogła wyjść i pozałatwiać swoje sprawy. Asystentka wspomaga ją także dobrym słowem i radą, bo zwyczajnie po ludzku inaczej nie może – na przykład dzięki niej Fundacja Owoc Głogu dowiedziała się o problemach tej rodziny i organizuje zbiórkę żywności na rzecz Krystiana i Sebastiana. – Mam 2 tys. zł na syna i oboje z tego żyjemy. Da się? Musi – pani Elżbieta wylicza, że ma opłat 1 tys. 300 zł i jakoś sobie musi z tym poradzić. Ma nadzieję, że jej sytuacja się poprawi.
DON

Podziel się informacją ...
  • 128
  •  
  •  
  •  
  •  
  •