Dzieje sięGłogów

Rafał Zaborniak (37 l.) ze Szczepowa jest w kwarantannie, ale musiał wsiąść w auto i sam pojechać na testy do Bolesławca3 min na czytanie

Rafał Zabornika (37 l.) ze Szczepowa jest w kwarantannie, ale musiał wsiąść w auto i sam pojechać na testy do Bolesławca

– Czuje się pan na siłach? To niech pan wsiada w samochód i przyjedzie do nas na testy. Do Bolesławca – usłyszał przez telefon Rafał Zaborniak (37 l.) ze Szczepowa w gminie Żukowice. Od kilku dni źle się czuje. Ma wysoką temperaturę, bóle mięśni, kaszle. A w pracy miał kontakt z zakażonym koronawirusem. Mimo tego nie mógł doprosić się testów. Wraz z najbliższymi – żoną i dwójką dzieci – został objęty kwarantanną. Mimo to wsiadł w samochód i pojechał do Bolesławca, aby się przebadać. – Tak mi kazali – mówi.

Dramat pana Rafała rozpoczął się kilka dni temu. Jeszcze w połowie miesiąca jeździł normalnie do pracy – do Zakładu Wzbogacania Rud w Polkowicach. Tam właśnie miał kontakt z osobą, u której później potwierdzono koronawirusa. Sam gorzej się poczuł. Zgłosił się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Głogowie. Bał się o swoje zdrowie, ale też rodziny.

– Mąż we wtorek (24.03.) dostał decyzję o zakazie wychodzenia z domu. Dwa dni później dotarło kolejne pismo, które dotyczyło naszej całej trójki – opowiada żona Dominika Zaborniak (31 l.). Są zamknięci w swoim domu. – Dlaczego nas nie odizolowano od męża? – zastanawia się. Zwłaszcza, że ich dzieci znajdują się w grupie ryzyka. – To bliźniaki, wcześniaki. Miały problemy z płucami. Ale takie argumenty do nikogo nie trafiają – martwi się.

Od wtorku pan Rafał czekał na testy. – Miał przyjechać do mnie ktoś z Wrocławia i zrobić mi wymaz – przypomina sobie. Mijały kolejne dni, a jego objawy były coraz silniejsze. Kaszel, gorączka, bóle mięśni, ale do tego doszły kolejne problemy.

– Kiedy stracił węch i smak zaczął dzwonić od sanepidu do sanepidu. Od lekarza do lekarza. Nikt nie chciał pomóc. Nikt nie powiedział, co robić. W końcu w Bolesławcu usłyszeliśmy: Pan się łudzi, że ktoś do pana przyjedzie? Jak pan czuje się całkiem dobrze, to proszę wsiąść w samochód i do nas osobiście przyjechać – relacjonują.

Tak też zrobił, choć miał wiele obaw. Musiał złamać kwarantannę. Zadzwonił na policję, aby poinformować o tym, co zamierza zrobić. – To, co się u nas dzieje, jest strasznie nieodpowiedzialne. A gdyby po drodze zepsuł mu się samochód? Albo skończyło paliwo? Musiałby się zatrzymać, miałby kontakt z innymi ludźmi i mógł być dla nich po prostu zagrożeniem – zauważa pani Dominika.

Testy panu Rafałowi wykonano w piątek (27.03.). Na wyniki musi czekać minimum trzy dni. A dziś (29.03.) obudził się z temperaturą powyżej 39 stopni Celsjusza. Kontroluje ich policja. Jedzenie pod drzwi dostarcza najbliższa rodzina.

Nie ukrywają, że mają pretensje o to, że te wszystkie wytyczne są do niczego. Ich zdaniem walka z koronawirusem wygląda ładnie tylko w telewizji. A w rzeczywistości jest całkowicie inaczej. – U nas leczy się tylko tych, którzy sami nie dają już rady. Kiedy są w krytycznym stanie. Kiedy trzeba podłączyć ich do respiratorów. Mam nadzieję, że wynik testu będzie ujemny, to może wtedy zobaczy go w ogóle lekarz, bo do tej pory nawet nikt go nie przebadał. To co się dzieje, to jest dramat. Chcieliśmy, aby dotarło to ludzi, że mamy do czynienia z wielkim zagrożeniem. Ale nie możemy liczyć na pomoc. Nie wychodźcie z domów. To naprawdę dotyczy wszystkich, nie tylko starszych – apeluje pani Dominika.

Obojętni na ich trudną sytuację nie pozostali sołtys Agnieszka Sarna i wójt Krzysztof Wołoszyn, którzy zaoferowali swoje wsparcie.
RED

Podziel się informacją ...
  • 2.6K
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się