Extra

Ranczo pod miastem. Ratownik górniczy i biegacz spełnił swoje marzenie [ZDJĘCIA]5 min na czytanie

Ranczo pod miastem. Ratownik górniczy i biegacz spełnił swoje marzenie [ZDJĘCIA] 3

Mariusz Laskowski (40 l.), ratownik górniczy i biegacz spełnił swoje marzenie, którym teraz dzieli się z innymi. – Cudowni ludzie i uroczy zwierzyniec – zachwycają się odwiedzający jego Ranczo Zaborek pod Głogowem.

– Zawsze intensywnie spędzałem czas, lubię sport i zwierzęta – mówi pan Mariusz, z zawodu sztygar zmianowy na oddziale elektrycznym w kopalni Rudna. Praca ratownika górniczego to jego kolejne spełnione marzenie. Dla swojej rodziny zbudował dom w Zaborni, a przy nim Ranczo Zaborek. To znana już w okolicy atrakcja z przyjaznymi zwierzętami, niespotykanymi nawet na wsi, kochana nie tylko przez dzieci. Pan Mariusz piecze też chleb we własnoręcznie postawionym piecu, chętnie zamawiany przez mieszkańców okolicy. Wkrótce zacznie wypiekać placki.

Radoxim 5

Na dużym terenie pod lasem skaczą kangury, są alpaki, baran, króliki, pawie i mnóstwo wszelkiego ptactwa. Zaczęło się 4 lata temu od dwóch kurek ozdobnych kupionych na targach. Rodzina mieszkała jeszcze na alei Wolności w Głogowie, a zagroda była dopiero w planach. – Dwa dni były na balkonie, ale jak kogucik zaczął piać, to trzeba było je przywieźć i szybko coś im zbudować – pan Mariusz wspomina, jak codziennie w ramach treningu, przybiegał na działkę do Zaborni i zajmował się kurkami. Później pojawiły się kolejne, zaczęła budowa domu. Pierwszego kangura walabia kupił z ogłoszenia. – Ze zwierzętami miałem dużo do czynienia, bo w dzieciństwie często jeździłem do dziadków do Wietszyc, więc z opieką byłem obyty, ale z kangurami to była moja pierwsza przygoda – opowiada. Wkrótce w zagrodzie skakały już dwa kangury, a trzy następne przywiózł niedawno z Niemiec. Na dużej działce przemyka między nimi bardziej płochliwy mundżak chiński. – Miał być bardziej przyjazny, ale to dzikie zwierzęta, potrzebują więcej czasu, żeby się oswoić – mówi gospodarz. Kangury już bez obaw podchodzą do niego, żony i ich dzieci (7 i 11 l.). – Najwięcej kangurami zajmuje się mój tato, żona chodzi z alpakami na spacer, a ja te grubsze roboty wykonuje i sprzątam – śmieje się pan Mariusz. Marzenie o ranczu zaczęło się od alpak. – Tak sobie zaplanowałem, że jeżeli będzie możliwość, to na pewno kupię i będę trzymał. To kochane zwierzęta, takie sympatyczne – mówi pan Mariusz. To widać, dwulatki Rudolf i Candy nie odstępują go na krok, przytulają się i „całują”. Planuje kupić jeszcze dwie samiczki.

Na ranczu w Zaborni rodzina zamieszkała, gdy zaczęła się pandemia. – Mieliśmy jeszcze wiele rzeczy do skończenia, ale przenieśliśmy się z Głogowa ze względu na dzieci, by tutaj na wiosce tego nie odczuły – mówi pan Mariusz. Na co dzień brama ładnej zagrody jest otwarta także dla miejscowych dzieci. Przyjeżdżają tu już wycieczki z przedszkoli z Głogowa i okolic. Łatwo się domyślić reakcji dzieci na widok tych wszystkich zwierząt. Pawie, indyki, gęsi, króliki, w wolierze kilka gatunków kolorowych papug, kanarki, zeberki, bażanty, przepiórki. A będzie jeszcze więcej. – Wszystko wymaga czasu, jak człowiek pracuje, oprócz tego biegam, to zajmuje czas – pan Mariusz planuje postawić wiatę, by dzieci mogły się schronić przed deszczem. – Organizujemy spacery, do dwóch dziennie, bo oboje pracujemy – tłumaczy, że pieniądze z biletów dokładają na karmę, witaminy i suplementy dla zwierząt. Opieka jest kosztowna, weterynarze przyjeżdżają aż z Warszawy. – Jak się coś lubi, to się kosztów nie liczy – dodaje. W soboty na ranczo ludzie przyjeżdżają po zamówiony gorący chleb pszenno-żytni na własnym zakwasie z pieca na drewno. – Na początku piekł tylko dla rodziny. Na ranczu organizowali aukcje charytatywne na rzecz dzieci i pojawił się pomysł, by wystawić też chleb. Chętnych było dużo. Postanowili z żoną spróbować. – Jeszcze planujemy sprzedawać tu placki podobne do podpłomyków, coś czego w okolicy nie ma – zapowiada.
RED

Zobacz inne

Więcej w Extra