RegionSława

Rolnikom płaci się coraz mniej, a w sklepach coraz drożej3 min na czytanie

Rolnikom płaci się coraz mniej, a w sklepach coraz drożej

– Cena żywca spada, a w sklepach cena mięsa rośnie! – mówi nam Tomasz Cichoński, rolnik z Wróblewa w gminie Sława. Gospodarzy na kilkuset hektarach. To rodzinne gospodarstwo. Hoduje świnie i bydło mięsne. Wylicza, że cena tucznika spadła na kilogramie od 50 do 60 groszy. A w przypadku bydła o 1,5 – 2 zł. – To manipulacja, bo w sklepach mięso kosztuje nawet 100 procent drożej – mówi. – To nie jest uczciwe! – dodaje. Nazywa to „zasadą handlarzy”. Ci negocjują ceny coraz niższe. W tym ceny bydła, ponieważ zamknął się przez koronawirusa rynek zbytu dla najlepszej jakościowo wołowiny, którą rolnik eksportował do Włoch i Libanu.

Poza tym rolników od kilku lat nęka susza. Od listopada również Afrykański Pomór Świń i znowu mówi się o ptasiej grypie. Nie wiadomo, co to będzie. Nie wiadomo, jakie to będzie miało wszystko konsekwencje. – Sami nie wiem. Musimy i tę przeciwność przetrwać. Musimy żyć nadzieją, że wszystko wróci do normy – mówi Cichoński.

Rolnik dodaje, że niezależnie od tego, że susza powoduje mniejsze plony nawet o połowę, ziemię trzeba nawozić tak samo, bo wówczas nie byłoby już nic. I co ważne – gospodarstwo rolne to nie fabryka. Nawet w czasach koronawirusa nie można działalności po prostu zawiesić. Zwierzęta chcą jeść. Rolnik musi być zdrowy, jego rodzina i pracownicy również, bo inaczej dobytek przepadnie. A to straty nie do odrobienia. Stąd kto nie kupił nawozów wcześniej teraz może mieć problem, bo większość dostawców po prostu nie działa. Firmy boją się o pracowników, a rolnicy o siebie, bo taki dostawca mógłby „coś przywieść” do gospodarstwa, a chory rolnik to tragedia.

– Gospodarstwo to nie jest organizm, który da się zamrozić i poczekamy te pół roku i będziemy robić dalej – twierdzi Bartek Rimke, rolnik z Przybyszowa, również w gminie Sława. – Codziennie potrzeba pieniędzy, żeby to funkcjonowało. Utrzymanie stada bydła to są ogromne koszty. Do spłaty są kredyty. Dużo się mówi na temat pomocy dla rolnictwa, ale do nas trafia ona za późno i w okrojonych ilościach. Tak jak jest z tą suszą, wiele większych gospodarstw do dziś nie dostały złotówki pomocy. To powinno się dziać szybciej. Funkcjonujemy dzięki temu, że ktoś nam wierzy, że mu w końcu za towar zapłacimy – opowiada Bartek Rimke.

Jego żona Dominika Rimke dodaje, że trzeba wierzyć, że będzie dobrze. Energię dają im zwierzęta – przede wszystkim konie, ale również świnie czy bydło… – Na gospodarce zawsze jest co robić i nie ma czasu na narzekanie na nudę.

Tomasz Cichoński dodaje, że gospodarze ledwo wrócili do siebie po ASF, który w jego ocenie był zaskoczeniem dla wszystkich, w tym służb weterynaryjnych. – A chyba dla nich nie powinien. W Polsce ASF jest od kilku lat. – Dobrze zrobili, że ogrodzili te tereny, które były zakażone. Ale nie było pomocy dla hodowców trzody chlewnej. Moje świnie musiały jechać na Podlasie. Na wschód Polski, do ubojni, bo tu na miejscu żadna nie miała prawa zabijać zdrowych świń, ale z czerwonej strefy. 700 kilometrów musiał świnie jechać. A to strata czasu i pieniędzy – denerwuje się.

Teraz wielu gospodarzy ma dużo mniej świń, co ciągle boi się ASF. W przypadku wykrycia zarazy wybicie o połowę mniejszego stada, to o połowę mniejsze straty. Rolnik mówi, że trzeba to spisać na straty, ponieważ uzyskanie odszkodowania to droga przez mękę. – Zawsze można coś rolnikom wytknąć i odszkodowanie przepadnie – załamuje ręce. Przyszłości nie widzi w jasnych barwach. Raczej ciemnych. Ale dziś nie ma chyba nikogo, kto wiedziałby, jak to będzie.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Region