Scena jest dla niego całym światem. Jest znany w Europie, ale mniej w Głogowie

Scena jest dla niego całym światem. Jest znany w Europie, ale mniej w Głogowie
1

Mariusz Ogór (43 l.) jest znany w Czechach, występuje w telewizji i robi karierę w Europie Zachodniej, a mało kto jeszcze pamięta, że to… głogowianin. – To prawda. Promuję się bardziej za granicą – śmieje się Mariusz Ogór, który od lat mieszka w Czechach, pod Pragą i jest jednym z najbardziej znanych tamtejszych artystów akrobatów. Występuje w parze z żoną, prezentując tzw. adagio w Duo Ogor. W czeskiej Talent Manii dostali się do finału i zajęli trzecie miejsce.

– Po Mariuszu Ogórze nikt się nie spodziewał, że zrobi taką karierę w akrobatyce artystycznej. Chociaż jeszcze jako nastolatek opowiadał, że chciałby pracować w cyrku, ale w tamtych czasach mało kto wierzył, że mu się to uda. – Ciągle o tym mówił – wspomina Grzegorz Aryż, który chodził z nim do klasy w technikum gastronomicznym w ekonomiku. – Szacun dla niego, że spełnił marzenia – przyznaje z podziwem.

Certus 1

Ogór przyjechał do Głogowa jako czterolatek i początkowo planował, że może by został kucharzem, bo lubił gotować. Uprawiał też karate, trenował lekkoatletykę. I z kolegami – jak wspomina – bawili się na budowie os. Kopernik, które wtedy powstawało. Lecz jednocześnie cały czas myślał, żeby pracować w cyrku. Zresztą miał cyrkowca w rodzinie, dalekiego wujka z Warszawy, do którego jeździł i uczył się od niego żonglować.

To sprawiło, że po skończeniu technikum dostał się do działającego wtedy państwowego studium cyrkowego, w którym uzyskał tytuł aktora cyrkowego o specjalizacji ekwilibrystyczno-akrobatycznej. Po czym wrócił do Głogowa, ale na krótko, bo pochłonęła go scena.

Bardzo szybko otrzymał propozycję wyjazdu do Niemiec. Tak rozpoczęła się jego kariera i tak poznał swoją czeską żonę Milanę, z którą dziś występują w duecie. – Na początku robiłem akrobacje na drabinie wolnostojącej, a z żoną występowaliśmy na szczudłach. Teraz wspólnie wykonujemy przedstawienia, show akrobatyczne w parze. Razem ćwiczymy, trenujemy, jeździmy po świecie i występujemy – opowiada.

Bywa, że co kilka dni jest w innym zakątku świata. – Teraz w weekendy występujemy w Austrii, ale jedziemy, gdzie nas zaproszą – opowiada, że ta praca daje mu wielką wolność. – Czuję się wolny jak ptak – zapewnia. Najdalej byli w Chinach na festiwalu cyrkowym, ale zjeździli prawie całą Europę. Czasem występują dla kilkutysięcznej publiczności, a czasem dla kilku osób, np. gdy dają ekskluzywne występy dla rosyjskich milionerów. – Kocham występować i dawać ludziom radość. Nie kręcimy z żoną nosami, gdy nas zapraszają – mówi.

W Głogowie ma mamę, ale sam przyznaje, że dawno go tu nie było. – Z chęcią bym do was przyjechał – zapewnia. Choć… właściwie nigdy nie dostał zaproszenia.
DON

Podziel się informacją ...
  • 74
  •  
  •  
  •  
  •  
  •