Pęcław

Stanisław Banaś ma już 100 lat. Wybrał Mileszyn, a nie Amerykę2 min na czytanie

Automatycznie zapisany szkic 180

Życia pana Stanisława nie zmienią setne urodziny. Bardziej go cieszy to, że jest wiosna. W końcu może wychodzić z domu. Bierze swoją prawnuczkę, balkonik i spaceruje po wsi. Ostatnio ma więcej tematów do rozmów.

W małym Mileszynie, który ma tylko dziesięć numerów, pan Stanisław – jak sam mówi – był pierwszy. We wsi tuż nad Odrą zamieszkał po wojnie w 1947 roku. – Padło na gospodarstwo, w którym jestem do dziś. Było wtedy w najlepszym stanie. Wszędzie dookoła byli Niemcy i Rosjanie. Jedni drugich przeganiali. Wybijali szyby, plądrowali. Jak my się pojawiliśmy, to nie dostaliśmy żadnych wielkich majątków, tylko gospodarki, które trzeba było postawić na nogi – opowiada.

Do gminy Pęcław trafił z rodzicami i żoną, którą poznał w czasie wojny. Pochodzi z Wielkopolski. – Któregoś dnia przyszli Niemcy i powiedzieli: ty i ty. Kazali mi jechać na Zachód do pracy. Tam nie miał kto robić na roli, bo wszyscy młodzi byli na wojnie. Pomagałem takiemu staruszkowi. Nie miałem źle, traktowali mnie jak swojego – opowiada. Kiedy wojna się skończyła, trafił do obozu Amerykanów. – Przestaliśmy pracowa, wzięli nas do koszar z walizkami, ze wszystkim. Stamtąd latały samoloty za ocean. Miałem wybór – zdradza stulatek. Ostatecznie wybrał drogę na Wschód i – jak zapewnia – nigdy nie żałował.

Dlatego, że byłem pierwszy, wszystko załatwiali ze mną – wspomina. Przez lata uprawiał rolę, był sołtysem, ławnikiem i zasiadał w kolegium. Tuż przed urodzinami miał okazję przeglądać swoje medale za zasługi. Jeden z nich jest za pomoc w czasie powodzi. – Odry doglądałem od zawsze. Kiedyś rzeka przyciągała sporo ludzi. Nad jeziora, które są dookoła, przyjeżdżało sporo turystów, nawet z Legnicy – mówi. Tak było aż do powodzi w 1997 roku. Cały Mileszyn i wszystkie wsie dookoła ewakuowano, ale dla pana Stanisława to nie był powód do przeprowadzki.

– Mimo bliskości Odry, ostatecznie tylko raz mieliśmy wodę w piwnicy – zapewnia. Bardziej ceni sobie, że zna wszystkich sąsiadów, nikt obcy się tu nie kręci. Żyje się tu spokojnie i tylko takie wydarzenia jak setne urodziny zakłócają spokój. – Jeszcze jestem zdrowy. Tylko nogi odmawiają mi posłuszeństwa – ocenia. Według rodziny dziadek trzyma się, bo ma wnuki i prawnuki. Razem z żoną, która zmarła 20 lat temu, doczekał się szóstki dzieci. Dziadkiem jest dla szesnaściorga wnuków, pradziadkiem dla siedemnaściorga dzieci. Ma również praprawnuczkę. – To te dzieci go trzymają. Dzięki nim jest z nami i dobrze się trzyma – opowiada córka pana Stanisława.
EW

Podziel się informacją ...
  • 213
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Pęcław