Extra

Ten sex shop ma swoją historię i wiernych klientów5 min na czytanie

Ten sex shop ma swoją historię i wiernych klientów

Sex shop działa w Głogowie od lat 90. Nie zniszczyła go żadna partia, władza czy społeczne i gospodarcze zawieruchy. Fakt, że były momenty, gdy nie działał, ale potem powracał, gdyż w naszym mieście jest bardzo duże zapotrzebowanie na tego typu artykuły. Ludzie nie wstydzą się przyjść, zapytać i kupić jakiś gadżet, który tylko w łóżku może się przydać. – Mam sklepy tam, gdzie są klienci – przyznaje właściciel firmy JES Piotr Jankowski. Na początku prowadził sex shop w pawilonie przy ul. 1 Maja, potem na dworcu PKP, ale gdy zaczęto go remontować, musiał się wyprowadzić. Krótko działał na dworcu PKS, lecz tam go nie chciano ze względu na asortyment. W końcu znalazł stałą wygodną siedzibę – w centrum, ale trochę na uboczu.

Nikt nie podpatrzy, można śmiało zajrzeć, wejść, zapytać. – Mamy dziś 16 sklepów, w tym 3 są samoobsługowe, czyli w maszynach. Niektóre są na stacjach paliw. W Głogowie od lat działamy w lokalu przy pl. Tysiąclecia, koło dworca, obok komisariatu policji – mówi, dodając, że moda na zamawianie towarów przez internet nie wyparła tego typu sklepów i raczej nie wyprze. Po prostu są takie towary, które lepiej zobaczyć na żywo, a nie na zdjęciu. No i przede wszystkim dotknąć. W sklepie w Głogowie sprzedaje pani Lidka, bardzo miła, dyskretna, potrafi fachowo poradzić, podpowiedzieć co kupić. Czasem musi wykorzystać swoje psychologiczne zdolności, bo zdarza się, że ktoś mówi, że przyszedł z jakiegoś powodu, a faktycznie szuka czegoś całkiem innego – ale wstydzi się zdradzić. Trzeba pogadać i to z niego wyciągnąć. – Potrzebuję coś dla kolegi, który jest starym kawalerem – tłumaczy klient, który się długo zastanawia, ogląda różne towary, a w końcu kupuje przedłużkę na penisa, raczej dla siebie…

Pani Lidka się tu bardzo dobrze odnajduje. Każdemu spokojnie i kulturalnie tłumaczy, co jest do czego. Tak, jakby pracowała w aptece i szukała lekarstwa na czyjąś chorobę. Mówi, że od lat pracowała w handlu. W różnych sklepach, no ale oczywiście nie w takim. Dwa lata temu akurat szukała zatrudnienia i zobaczyła w urzędzie pracy ogłoszenie. Zadzwoniła i usłyszała, że to praca w sklepie, ale z artykułami erotycznymi. Tak zwanym sex shopie. – To mnie wcale nie przeraziło ani nie zgorszyło. Nie jestem taką osobą – śmieje się. Wtedy postanowiła sprawdzić, czy w ogóle się do tego nadaje, bo trzeba przyznać, że nie każdy może sprzedawać w takim sklepie. – Ja się akurat sprawdziłam – mówi, że na początku musiała się trochę poduczyć co jest do czego, co jak używać czy włączyć. Gdzie włożyć baterie, a gdzie kabelek do ładowania.

Latem najbardziej chodliwy towar to bielizna, której w sklepie jest duży wybór. Przy czym te wszystkie haleczki czy koszulki albo pończochy wcale nie są wulgarne. Niektóre co prawda są z lateksu albo ledwie co zakrywają, lecz nie wszystkie. Praktycznie każda pani by w takim stroju ładnie wyglądała, wcale nie gorsząco. – Jak tu pracuję, postarałam się o to, abyśmy mieli także bieliznę w dużych rozmiarach. Nawet bardzo dużych. Praktycznie mamy największy wybór w Głogowie. Rozeszło się już po mieście i mamy tu stałe klientki panie Plus Size, które także mogą i chcą wyglądać seksownie – zapewnia pani Lidka. Jest tutaj także bielizna dla panów, więc jak któryś chce kupić seksowne majteczki albo koszulkę, to coś wybierze. Największy popyt na bieliznę jest oczywiście przed walentynkami. No i przed wszelkiego rodzaju świętami, w tym przed Bożym Narodzeniem.

– Nie da się powiedzieć, czego ludzie najwięcej kupują i co się cieszy największym powodzeniem. Ten seks to jest taka intymna sprawa, że coś lubimy, a czegoś nie – mówi pani Lidka. Bo każdy w łóżku pisze swoją historię i jak jeden potrzebuje czegoś innego. – Proszę spojrzeć – mówi i prowadzi do półki, gdzie wiszą wielkie sztuczne wibrujące penisy, jak żywe, ale znacznie przekraczające przeciętne ludzkie gabaryty. – I na to są klientki lub klienci. Właśnie mi nowy towar dowieziono, bo się skończyły – mówi. Ale na drugiej półce leżą całkiem inne, takie nowoczesne wibratory o dziwnych kształtach, ładowane przez kabelek jak komórka. O, ten malutki ma 30 różnych rodzajów wibracji, można sobie codziennie inny włączać. Lecz to co ostatnio ludzi kręci, to różne urządzenia… pod prądem. Tak, jest wibrator, który oprócz tego że wibruje, to jeszcze kopie. Albo są jeszcze nasutniki rażące prądem. – Każdy szuka czegoś innego. Wiadomo, że to nie piekarnia i po pieczywo tutaj nie przychodzą – przyznaje pani Lidia, której takie urządzenia kopiące prądem nie dziwią. – Jeśli to się dzieje za zgodą obu osób, bez poniżania, obrażania i bólu, pod kołderką… To wszystko kwestia podejścia – uważa.

– Są oczywiście stali klienci, którzy najczęściej przychodzą po żele intymne czy prezerwatywy, bo szybko się kończą. – Uwielbiam wszystkich moich klientów – zapewnia. Właśnie przyszedł nowy towar – pokazuje pejcze, kajdanki, wibrujące jajeczka. Przyszła też nowa bielizna i wibratory oraz nakładki wibrujące na palce i penisy. Z nowości to taka zabawka z sylikonu medycznego albo tzw. cyberskóry, dziwnie wygląda, jest giętka i rozciągliwa – praktycznie służy do wszystkiego, można ją włożyć do każdej dziurki, zależy co kto lubi. Dla jednej osoby lub do użytku we dwójkę. – U mnie w sklepie nie ma nic strasznego czy brzydkiego. Wszystko jest przyjemne i milutkie. Zapewniam – mówi pani Lidia.
RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra