W tej wsi tragedia wisi na włosku. Ponownie jedzie tam TVN, ale o sprawie pisaliśmy jako pierwsi

Automatycznie zapisany szkic 772
1

O sprawie nasz portal pisał jako pierwszy w piątek (20.09.). Chodziło o sytuację, kiedy w Ciosańcu (gm. Sława) mężczyzna oblał kobiecie twarz substancją chemiczną niewiadomego pochodzenia. Do zdarzenia doszło w środę (18.09.). 44-letni mężczyzna podszedł do kobiety i ze strzykawki wycisnął na jej twarz cuchnącą substancję. Kobieta zdążyła się lekko obrócić i zasłonić częściowo swoją twarz dłońmi, ale i tak ucierpiała. – Mąż myślał, że to kwas. Wezwaliśmy pogotowie. Przyleciał helikopter, który zabrał mnie na oparzeniówkę do szpitala w Nowej Soli – opowiadała nam wtedy Pani Sylwia (29 l.) z Ciosańca.

Ze szpitala wyszła w czwartek (19.09.). Lekarze stwierdzili u pani Sylwii poparzenie pierwszego stopnia substancją chemiczną niewiadomego pochodzenia. Mężczyzna został zatrzymany, ale następnego dnia wyszedł na wolność. Dostał dozór policyjny. Usłyszał zarzut kierowania pod adresem kobiety gróźb karalnych i spowodowania uszczerbku na zdrowiu. Kilka dni później dziennikarze „Głosu Głogowa” byli we wsi i pisali o sprawie, a jeszcze pod koniec września do wsi przyjechała telewizja TVN i na żywo realizowała tam program Uwaga! W poniedziałek (21.10.) dziennikarze Uwagi mają tam być ponownie. Poinformowała nas o tym pani Sylwia. A co ustalili dziennikarze Głosu, naszej lokalnej gazety?  Dotychczas tylko naszym dziennikarzom udało się z 44-letnim mężczyzną porozmawiać i opublikować jego słowa. 

– Nic jej zrobiłem. Może czymś oblał ją mąż. Na pewno nie ja – mówił dziennikarzom mężczyzna. Ona jest pewna. – Przecież sama się nie oblałam. To terrorysta. Wiele osób we wsi się go boi. A poza tym to manipulator, który mnie bezpodstawnie oskarża, żeby się bronić – opowiadała poszkodowana kobieta.. – Strasznie pali mnie twarz. Mam zaczerwienienie i bliznę – opowiadała, że jak tylko lekko przyświeci słońce, twarz zaczyna ją mocno piec. Ma zawroty głowy i nie może jeść. Nie wie, czy nie zgłosi się ponownie do szpitala. – Byłam wtedy koło sklepu. Wszystko widziałam. On jej nic nie zrobił. Wyzywali się, ale mój syn nic na nią nie wylał – 44-letniego syna broniła matka.

Fragment tekstu prasowego:

(…) Pani Sylwia nie ma wątpliwości, że wszystkie przykrości, jakie ją w życiu spotkały, są sprawką tego człowieka. – Mści się na mnie i mojej rodzinie. On taki jest, że jak upatrzy sobie jakąś ofiarę, to nie odpuszcza. Mój mąż jest kłębkiem nerwów. Ten człowiek oskarżył go to, że molestuje nasze córki. Smaruje mi okna śmierdzącym Huniokolem, straszy, wyzywa. Wcześniej dokuczał mojemu wujkowi myśliwemu. Wycinał mu ambony myśliwskie. Ile myśmy się nacierpieli przez tego człowiek – załamuje ręce ciocia pani Sylwi, żona świętej pamięci myśliwego, z którym podejrzany miał mieć zatargi. Zaczęło się od tego, że 44-latek zaczął hodować gęsi, które pływają po gminnym stawku, a to podobno nie podobało się bliskim pani Sylwi. Dochodziło więc do kłótni. – On nawet samochód posmarował mi pianką, która powoduje, że schodzi lakier. Wyzywa mnie i moje dzieci. Na mojego męża rozwiesił we wsi plakaty, że jest pedofilem. Jesteśmy przez niego nękani. Obraz jak z horroru, ale pani Sylwia nie ma dowodów. Nie wiadomo, czy za to wszystko odpowiedzialny jest ten człowiek. Ona jest przekonana, że tak.

Tak samo on. Uważa, że kobieta konfabuluje. – Ona się na mnie uwzięła. Chce mnie oczernić w oczach organów ścigania, bo zeznaję przeciwko jej mężowi o pedofilię. Kiedy ta sprawa nabrała tempa, ona dostała szału i jest zdesperowana, żeby mi zaszkodzić. Zaszkodziła wielu osobom we wsi.  Dodaje, że doniosła na niego, że ma nielegalny tytoń i papierosy, że handluje narkotykami. – A to jej mąż handluje – dorzuca 44-latek. Dużo tego, ale to też tylko domysły, bo… na nic dowodu nie ma. Ma jedno nagranie, jak pani Sylwia dzwoni do mieszkańca Ciosańca i przestrzega go przed nim. Przedstawia jako przestępcę. Ona z kolei ma filmik jak go nagrywa – bo – jak tłumaczy – policja kazała jej zbierać dowody – a on mówi, że sobie tego nie życzy i zapowiada, że jej „przypier…”. – To nie są groźby karalne. Zdenerwowałem się po prostu, bo jestem prywatną osobą, a ona mnie nagrywa i później wrzuca to wszystko do internetu – tłumaczy się. Pani Sylwia odpowiada tylko, że wszystkie zarzuty pod jej adresem są bezpodstawne i wyssane z palca. A jej mąż to porządny człowiek, który pracuje dorywczo i jest nawet kierowcą w ochotniczej straży pożarnej (…) RED

Automatycznie zapisany szkic 772
Na zdjęciu pani Sylwia pokazuje, jak substancja, którą została oblana, spowodowała, że schodzi jej skóra za uszami, a cała twarz ją piecze, jak tylko lekko przygrzeje słońce.
Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •