Dzieje sięFotoGłogów

Właściciel cukrowni znów nie przyjechał. Czy uda się uratować zabytek?6 min na czytanie

Właściciel Cukrowni znów nie przyjechał. "Ratujmy zabytek" 1

– Gdzie jest właściciel? – rozglądali się byli cukrownicy, pracownicy Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Głogowie i przedstawiciele miasta. Dziś (21.09.) o godz. 10.30 wszyscy zebrali się pod zabytkowym budynkiem cukrowni, bo właściciel miał przyjechać, aby porozmawiać z nimi o losach budowli . Obawiają się, że za chwilę nie będzie czego ratować. Ich zdaniem cukrownia z tygodnia na tydzień popada w ruinę.

Niestety, właściciel nie przyjechał. Jak dowiedzieliśmy się, zatrzymały go pilne sprawy w… Koninie. Na miejsce dotarła za to Weronika Żmuda, głogowianka, studentka wydziału architektury Politechniki Gdańskiej. Opowiadała, że jest w stałym kontakcie z właścicielem budynku. Napisała pracę magisterską o koncepcji zagospodarowania tego obiektu.

– Na nowe centrum kultury z funkcjami muzealno-biurowo-edukacyjnymi. Zainteresował mnie trend rewitalizacji terenów poprzemysłowych. Dużo się dzieje, w różnych miejscach, a z tym jestem związana sentymentalnie. Szkoda, gdyby to ulegało degradacji. Ten pomysł pozwoli tknąć w ten obiekt nowe życie – mówiła Żmuda.

Wspominała, że znalazłoby się w nim miejsce na część muzealną, pracownie, ale także na restaurację czy pomieszczenia biurowe pod wynajem. Nie ukrywała, że właściciel wolałby odsprzedać budynek miastu. Na razie jednak do żadnych rozmów nie doszło. – Chciałby, aby to gmina zainteresowała się tym miejscem – nie ukrywała. Ile kosztowałaby rewitalizacja cukrowni? Trudno oszacować, ale co najmniej kilkanaście milionów złotych.

Doktor Sławomira Lisewska z PWSZ-tu, która w ubiegłym roku realizowała ze studentami reportaż na temat tego zabytku, zaznaczała, że głogowianie nie pozwolą na kolejne dewastacje. – Właściciel umawiał się z nami kilka miesięcy. Mieliśmy spotkać się dziś. Niestety nie pojawił się. Fantastycznie, że młodzi ludzie mają jakiś pomysł na zagospodarowanie budynku. Pytanie, czy właściciel zamierza z tej pracy skorzystać, czy nie? Właściciel nie bardzo chce rozmawiać – zdradzała. Mówiła też o tym, że w rozmowie telefonicznej właściciel zapewniał, że zabezpiecza budynek w prawidłowy sposób. – Mieliście jakieś problemy z wejściem tutaj? Nie. Budynek jest tak zabezpieczony jak widać, czyli są powybijane szyby, wszystko wyniesione, a właściciel powtarza ciągle, że jemu to rozkradają. Ale gdy zostawimy otwarty dom, to też rozkradną. 500 zł kary to nic – sugerowała.

Głos w tej sprawie zabrali też cukrownicy. Wśród nich pani Urszula, której na sercu leży to, co będzie się działo z zabytkiem, bo pracowała w tym zakładzie w latach 1975-2002. – Często tędy przejeżdżam i widzę, że stan budynku – z tygodnia na tydzień – się pogarsza – martwiła się.

Radny miejski Dariusz Czaja zapowiadał, że póki nie dojdzie do rozmów z właścicielem, to nie ma nawet mowy o żadnych deklaracjach o przejęciu cukrowni. – To temat do rozważenia, ale to nie jest pierwszy taki sygnał. Po to tutaj się spotkaliśmy, bo była obietnica właściciela – ucinał podkreślając, że to ważne historycznie miejsce dla Głogowa.

Gdyby miasto przejęło budynek, to cukrownicy deklarują pomoc miastu w ratownictwu zabytku. Chcieliby powołać nawet fundację.
RED

Podziel się informacją ...
  • 207
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się