Dzieje sięGłogówKoronawirusWideo

Wróciłem z Francji i nie wiem czy jestem zarażony koronawirusem, bo na granicy nikt nie pytał mnie o zdrowie3 min na czytanie

Wróciłem z Francji i nie wiem czy jestem zarażony koronawirusem, bo na granicy nikt nie pytał mnie o zdrowie

– To jakiś absurd – nie ukrywa pan Piotr (46 l.), który przed godziną przyjechał do Głogowa prosto z Francji. Jeszcze kilka godzin temu był na przejściu granicznym w Jędrzychowicach. – Ale tam był duży korek. Żona zadzwoniła, abym pojechał na Zgorzelec. Bo tam podobno około godz. 8-9 mieli otworzyć granice – opowiada.

Spodziewał się kontroli. I tak też było. Jakie były procedury? – Dla mnie śmieszne. Na karcie pacjenta wpisywało się imię i nazwisko, PESEL. Nie wpisałem adresu zamieszkania, bo nie wiedziałem jaki wpisać, gdzie będę. Nikt tego nie poprawił, nie zwrócił mi uwagi. Zbadano temperaturę. Nikt nie pytał się o kaszel, katar, ani skąd wracam. Straż graniczna nie interesowała się tym, jak się czuję – dodaje głogowianin.

Głogowianin wrócił z Francji. Na granicy nikt nie wskazał mu miejsca kwarantanny

– Wróciłem z Francji i nie wiem czy jestem zarażony koronawirusem, bo na granicy nikt nie pytał mnie o zdrowie – mówi pan Piotr (46 l.), który wczoraj (18.03.) pod blokiem w Głogowie, po 30 godzinach jazdy, czekał na decyzję, gdzie ma odbyć kwarantannę. Na granicy – mimo jego uwag – nikt mu takiego miejsca nie wskazał. Do domu nie mógł wejść, bo jego żona jest cięźko chora. Bał się, że jeżeli jest zakażony, to mogłoby się to dla niej źle skończyć. CZYTAJ WIĘCEJ:https://myglogow.pl/wrocilem-z-francji-i-nie-wiem-czy-jestem-zarazony-koronawirusem-bo-na-granicy-nikt-nie-pytal-mnie-o-zdrowie/

Opublikowany przez MyGlogow.pl Czwartek, 19 marca 2020

Już tam na miejscu, czyli na przejściu granicznym, zwracał uwagę, że jedzie do dziecka, do żony. Spodziewał się natychmiastowej kwarantanny. Problem w tym, że nikt o tym nie wspominał. A dwa dni temu, kiedy wiedział, że będzie wracał do Głogowa, szukał pomocy w sanepidzie i starostwie. Usłyszał, że w takiej sytuacji powinien zostać poddany kwarantannie w ośrodku znajdującym się jak najbliżej granicy. I wskazanym tam na miejscu. Ale tak nie było. Bał się. Nie wiedział, co ma robić. Czy wrócić do domu, gdzie jest żona? – A jeśli jestem zarażony koronawirusem? – zastanawiał się. – Moja małżonka jest bardzo chora. Gdyby okazało się, że jestem zarażony, to mógłbym być dla niej śmiertelnym zagrożeniem. Straż graniczna powiedziała mi, że jeżeli jestem chory, to mam się zgłosić do lekarza lub na oddział zakaźny. Nic ich nie interesowało. Przecież nie wiem czy jestem chory!Na razie nie mam żadnych objawów, ale we Francji przebywałem w rejonie bardzo dużego zagrożenia – drugim pod tym względem w całym kraju – denerwuje się.

Pojechał dalej, aż pod blok, w którym mieszka. A w międzyczasie urzędnicy starostwa interweniowali u wojewody. – Dopiero tutaj, po interwencji naszych urzędników, okazało się, że udało się znaleźć jakiś ośrodek – przyznaje.

Teraz musi cofnąć się do Cieplic koło Jeleniej Góry. To 140 km stąd. Po 30 godzinach jazdy z Francji. – To absurd. Moim zdaniem wszystkie osoby, chociażby z krajów szczególnego zagrożenia, jak m.in. Włochy, Hiszpania i Francja, powinny już na granicy mieć robione testy na koronawirusa – twierdzi pan Piotr.

Okazuje się, że także uczniowie Zespołu Szkół im. Jana Wyżykowskiego w Głogowie, którzy dziś nad ranem wrócili z praktyk zawodowych w Irlandii, nie zostali im poddani. – Najdziwniejsze jest to, że osoby, które na granicy nie mają temperatury, mogą być już zarażeni, a choroba może się dopiero rozwijać. Rozumiem, że była to duża grupa osób, ale powinna być poddana badaniom. Oczywiście później też kwarantannie – sugeruje starosta Jarosław Dudkowiak.

Wszyscy uczniowie wraz z rodzinami w takiej kwarantannie domowej się znajdują. Potrwa ona dwa tygodnie. W sumie w powiecie głogowskim przebywa w niej 98 osób.
RED

Podziel się informacją ...
  • 1.8K
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się