Artykuł Informacyjny

Wystarczy kochać6 min na czytanie

Wystarczy kochać

– Być rodziną zastępczą to tak samo, jak być rodziną dla własnych dzieci. Wszystkie potrzebują bezpiecznego kochającego domu – mówi pani Zofia, która od 20 lat tworzy zastępczy dom. I gorąco namawia innych, by spróbowali pomóc dzieciom. – Nie trzeba się bać – zachęca.

Obecnie wychowuje trójkę dzieci (13, 8 i 4 l.). Przez 20 lat do swojego domu przyjęła ich 22. – Są chwile, kiedy czuję się bardzo szczęśliwa i doceniona przez dzieci. To słowa „babciu, kocham cię, kocham bardzo mocno”. Dzieci, którym zapewnimy bezpieczeństwo, spokój i miłość po pewnym czasie nam zaufają wiedząc, że tu są bezpieczne, że nie spotka ich żadna krzywda – mówi pani Zofia. Od 4 lat rodziną zastępczą są pani Agata i jej mąż. – Na początku przyjęliśmy do rodziny czwórkę dzieci w wieku od 2 do 10 lat. Te dzieci są częścią naszej rodziny do dzisiaj – mówi pani Agata. Dziś wychowują czwórkę dzieci. Właśnie przyjęli kolejnego malucha.

Pani Zofia z mężem 20 lat temu chcieli dać dom jednemu dziecku. Choć wychowała trzech synów, którzy już się usamodzielnili i założyli rodziny, były obawy. – Przed podjęciem decyzji pytałam synów i synowe, co o tym myślą. Podzielili nasze zdanie, że będą służyć pomocą i tak jest to do tej pory. Synowe i synowie zostali nawet chrzestnymi naszych dzieci. Tworzymy rodzinę, a wnuki dorastały razem z naszymi dziećmi i są bardzo zżyci, jak prawdziwe rodzeństwo.

Opiekują się i bawią z młodszymi dziećmi – opowiada. Przez te 20 lat jej rodzina, jak każda, miała ciężkie chwile, kłopoty z dorastającymi dziećmi, z nowo przyjętymi do rodziny. – Były nieprzespane noce, ciężkie rozstania, łzy, tęsknota, ale jesteśmy też szczęśliwi, że będą mieć kochanych rodziców i będą kochani – mówi pani Zofia. Do adopcji trafiła piątka jej podopiecznych, pięcioro się usamodzielniło. Szóstka wróciła do rodzin biologicznych, a radość dzieci i ich rodziców jest dla niej wielkim szczęściem. – Jestem dumna i szczęśliwa widząc, jak dzieci osiągają sukcesy, kończą szkoły podejmują pracę, są przygotowane do samodzielnego życia – dodaje.

Najpierw potrzebują spokojnego domu. – Największą radością jest obserwowanie jak dzieci „rozkwitają” – pani Agata tłumaczy, że zmiana miejsca zamieszkania to ogromny stres szczególnie dla dziecka, które nie zaznało wcześniej poczucia bezpieczeństwa. – Nie powiem, że nie zaznało miłości, bo wierzę, że rodzice biologiczni kochają swoje dzieci. Po prostu wybory, jakich dokonują nie zawsze idą w parze z dobrem dzieci – opowiada, jak po okresie aklimatyzacji, kiedy już wzajemnie się poznają, dziecko zaczyna czuć się w domu swobodnie.

Wtedy przychodzi pora na nadrabianie zaległości szkolnych, na rozwijanie lub dopiero rozbudzanie zainteresowań. – Trudno opisać naszą radość, kiedy dzieci odnoszą pierwsze sukcesy – przyznaje. Obie rodziny podkreślają, że każde jest inne i wymaga innego podejścia. – Przychodzi dziecko 3-letnie, nie umie mówić, nie umie się śmiać, jest pampersowane, jak się je posadzi, tak siedzi bez żadnych reakcji. Po roku to samo dziecko mówi pełnymi zdaniami, śpiewa piosenki, mówi wierszyki, jest wesołe, wyraża swoje myśli i to jest największe szczęście, gdy widzimy jak się rozwija i jest szczęśliwe – mówi pani Zofia. I podkreśla – dzieci potrafią okazać wdzięczność, miłość i przywiązanie, ale my też musimy dać im poczucie wartości, zapewnić bezpieczeństwo, muszą wiedzieć, że są kochane.

Pani Zofia wie, co przeżywają dzieci. – Zawsze wracałam do swojego dzieciństwa, jak to jest żyć bez matki i ojca, to mi pomagało podejmować właściwą decyzję – opowiada o swoim kolejnym podopiecznym (4 l.). – Zadaje mi pytanie : „babciu, dlaczego ja nie mam mamy, wszystkie dzieci mają a ja nie”. Jak wytłumaczyć, dlaczego nie ma mamy? Serce pęka widząc, jak dzieci przeżywają brak rodziców. Każde dziecko kocha rodziców, często się zdarza, że to dzieci walczą o rodziców, o powrót do domu, aby mieć tę jedną jedyną matkę i ojca, bo słowo matka jest dla dziecka bardzo ważne – tłumaczy pani Zofia. Wspomina też rodzeństwo, już usamodzielnione.

Gdy do nich trafili chłopiec miał 6 lat, a jego siostra 3 lata. – Zawsze uważałam ich za własne wnuki, ale nie wiedziałam, że są tak z nami związani uczuciowo – opowiada, że gdy zmarł jej mąż, w pandemii oboje przyjechali na pogrzeb z bardzo daleka. – Powiedzieli „to jest nasz ojciec, on nas wychował, ważniejszy od naszego biologicznego ojca”. Czy może być coś bardziej wzruszającego? – dla niej to najlepsze podziękowanie. Apeluje do rodziców – macie największy skarb – dziecko – dbajcie o nie i kochajcie.

Miłość mogą dać też rodzice zastępczy. – Czuliśmy potrzebę opieki nad dziećmi, których ścieżka życiowa jest dosyć kręta. Z uwagi na wykonywane przez nas zawody, na co dzień stykamy się z ludźmi, którzy potrzebują pomocy i wsparcia instytucji, nie radzą sobie z problemami, są niezaradni życiowo czy nieudolni wychowawczo. Po kilku rozmowach z psychologiem w PCPZ zdecydowaliśmy się na przejście procesu kwalifikacyjnego. Dodatkowo od wielu lat przyjaźnimy się z bardzo doświadczoną rodziną zastępczą z naszego powiatu. Obserwowaliśmy ich radości i troski – mówi pani Agata. Wątpliwości szybko się rozwiały. – Dotyczyły one przede wszystkim rodzin biologicznych.

Obawialiśmy się, że będą mieli do nas pretensje, że nie będzie między nami porozumienia – obawy się nie potwierdziły, a współpraca z rodzicami biologicznymi układa im się dobrze. Zapewnia, że sama procedura kwalifikacyjna jest prosta. Trzeba zebrać niezbędne dokumenty, m.in. o niekaralności i stanie zdrowia. Następnie kandydaci przechodzą test psychologiczny. – Sprawdza się tam naszą osobowość, motywację, predyspozycje do pełnienia tej funkcji. To moment, kiedy my, rodzice, możemy się wiele o sobie dowiedzieć – wyjaśnia. Po pomyślnym przejściu badania kandydaci są kwalifikowani na kurs. – To kilkanaście spotkań, w trakcie których poznaje się dogłębnie strukturę funkcjonowania placówek pomocowych, ale również analizuje różne sytuacje, które mogą przytrafić się w rodzinie zastępczej. To taki trening, przed prawdziwym życiem – pani Agata dodaje, że bardzo przydatny.

Rodziny zastępcze najlepiej wiedzą, jak bardzo są potrzebne. Obie panie zachęcają wszystkich do rozważenia możliwości podjęcia się opieki nad dziećmi. – Często się zdarza, że ludzie patrząc na naszą liczną rodzinę, podziwiają, rozczulają się. Myślę, że wielu ludzi ma w sobie wrażliwość na krzywdę dzieci. Nie mają jednak odwagi na to, aby zdecydować się na to „na stałe”. Rozumiem ich obawy, choć zawsze namawiam chociaż do niezobowiązującego kontaktu z instytucją – mówi pani Agata, która właśnie odebrała telefon z pytaniem o przyjęcie dziecka. – Chociaż nasz dom nie jest z gumy, to zdecydowanie w naszych sercach jest jeszcze mnóstwo miejsca. Zapadła decyzja-zgadzamy się na niespełna roczne dziecko – zapowiada.

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne