Extra

Zanim powie się „tak”, trzeba się pouczyć4 min na czytanie

Zanim powie się „tak”, trzeba się pouczyć

Jedni idą na nie z obowiązku, inni z przekonania. Kursy przedmałżeńskie to zło konieczne, przeżytek, czy jednak przydatne nauki, aby wiedzieć, na co się człowiek decyduje?

Komu zależy na wzięciu ślubu kościelnego lub konkordatowego musi kurs przedmałżeński „zaliczyć”. No właśnie – zaliczyć, czy skorzystać z możliwości uświadomienia sobie, że formalny związek to nie tylko chwile przyjemności, ale i liczne obowiązki, troski, kryzysy, a nawet ostre zakręty. Że ślub to nie tylko piękna biała suknia z welonem i wesele do rana. – Planujemy się pobrać za dwa lata, kursu jeszcze nie mamy, ale już się orientujemy, gdzie w najbliższym czasie będzie organizowany – Anna i Damian deklarują, że oboje są osobami praktykującymi i kursu nie traktują jako obowiązku. – Ślub to poważna sprawa, decyzja na całe życie, może dowiemy się czegoś, co spowoduje, że się wycofamy – uśmiechają się, ale i zapewniają o wielkiej miłości.

Są już po trzydziestce, chodzą ze sobą od pięciu lat, niedawno się zaręczyli. – Teoretycznie jesteśmy pewni, że chcemy ze sobą spędzić resztę życia. Ale widzimy też, jak dużo małżeństw się rozpada. Wśród naszych znajomych co drugie małżeństwo jest w trakcie rozwodu. Nie chcielibyśmy tak skończyć – Anna wierzy, że kurs to nie tylko formalność, że dowie się czegoś, co pozwoli jej uniknąć popełnienia błędów. Zupełnie inaczej do sprawy podchodzi o dziesięć lat młodsza Aneta. Dziewczyna jest w ciąży, ślub to konieczność. Nie dla niej i jej o pięć lat starszego chłopaka. Dali już na zapowiedzi i szukają ekspresowego kursu dla… rodziców. – To im zależy na ślubie, nie nam – nie ukrywają, że do kościoła nie chodzą. Teraz będą musieli, tak samo jak później ochrzcić dziecko, które przyjdzie na świat krótko po ślubie. A kurs to około 10 spotkań, które odbywają się przez dwa miesiące. 

W zależności od parafii czas ich trwania i ilość mogą być jednak różne. Dla zabieganych, a także par w sytuacjach „podbramkowych” jak właśnie pani Aneta, są kursy przyspieszone lub weekendowe. Dla tych, co lubią planować wybór kursu to nie tylko termin, ale i miejsce, co jak się okazuje jest ważne, gdyż kurs wybrany przypadkowo, w ostatniej chwili, może faktycznie okazać się nudnym obowiązkiem, który trzeba odbębnić.Nauki przedmałżeńskie ważne są bezterminowo, a po ich zakończeniu otrzymuje się zaświadczenie. I jeśli się zdarzy, że do ślubu nie dojdzie z różnych powodów, kurs może się przydać przy kolejnym podejściu do ołtarza. 

Czego młodzi ludzie dowiadują się na takich kursach? To m.in. poznanie praw i obowiązków w małżeństwie, nauka planowania rodziny, sztuka rozmawiania, rozwiązywania konfliktów i radzenia sobie z problemami, szanowanie poglądów, plany i pomysły na dalsze wspólne życie. Jak mówi ks. proboszcz Rafał Zendran z parafii kolegiackiej kurs to nie tylko refleksja teologiczna, ale i prawna. – To możliwość uświadomienia sobie, że przyjmując sakrament małżeństwa w pełni dojrzale przyjmujemy też istotę małżeństwa z całą wartością, jaką ono jest – ks. Zendran wierzy, że w tym czasie narzeczeni mają możliwość odpowiedzenia sobie na wiele pytań – w tym, czy mają świadomość, czym jest przysięga małżeńska? 

– Nie da się zmierzyć, ile osób traktuje te nauki poważnie, a ile przychodzi na nie, bo są obowiązkowe. Dojrzałość, to długi proces i zdarza się, że trzeba w małżeństwie wiele przejść, aby zrozumieć, jak ważna jest ta druga osoba, jak ważne jest to co z siebie dajemy, aby to małżeństwo było radością i wsparciem w każdej sytuacji jaka nas w życiu spotka – kapłan daleki jest od opinii, że dla wielu par kurs jest koniecznością. A nawet jeśli tak się zdarza, po jego ukończeniu przyznają, że było warto.

RED

fot. Pixabay

Podziel się informacją ...
  • 106
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w Extra