Dzieje się

Zamknij

[FOTO] Niezwykła historia głogowskiego piekarza. Skończył 90-tkę i wciąż pracuje

Dorota Nyk Dorota Nyk 19:20, 29.03.2026 Aktualizacja: 17:59, 29.03.2026
Skomentuj [FOTO] Niezwykła historia głogowskiego piekarza. Skończył 90-tkę i wciąż pracuje

Ma skończone 90 lat, 75 lat doświadczenia zawodowego i wciąż codziennie o świcie zagląda do piekarni. Głogowianin Jan Boruta świętował swój jubileusz w gronie bliskich, udowadniając, że pasja do zawodu nie zna wieku. Przypomnijmy, że w tym roku otrzymał Honorowy Medal Prezydenta Miasta Głogowa.

::photoreport{"type":"see-button","item":"9246"}

Nestor rodu piekarniczego Jan Boruta spotkał się z rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami w Pensjonacie Pod Kasztanami w ostatni piątek (27.03.). Skończył dziewięćdziesiątkę co prawda 6 grudnia w zeszłym roku, ale właśnie teraz zorganizował uroczystość urodzinową dla rodziny i przyjaciół. Chciał, aby na jego urodzinach było jasno i ciepło. Czyli w tym roku stuknie mu już 91 lat.

Nadal codziennie pracuję. Rano chodzę do piekarni i wszystkiego doglądam. Przeważnie idę spacerkiem z domu, bo mam blisko, jestem zawsze ok. 5 – 5.30 na miejscu i pilnuję, żeby chleb był dobry i żeby się nie obijali. Sam także robię kwas

- podkreśla, że jest bardzo aktywny i samodzielny. Sam sobie radzi w codziennych życiowych czynnościach, nadal prowadzi auto oraz potrafi sam opłacić rachunki przez internet.

Nie chodzę do banku, tylko robię przelewy. Nauczyłem się. Jeżdżę także Toyotą hybrydą, bardzo dobre auto i dobrze się w nim czuję. Co prawda nigdzie daleko: do syna na niedzielne obiady i co drugi dzień na cmentarz na Brzostowie, odwiedzam grób żony

– opowiada, że jest samowystarczalny.

Sam gotuję. Jestem dobrym kucharzem, nauczyłem się od żony. Czasem przygotowują specjalną potrawę – czerninę i zapraszam gości

– zapewnia.

Zaczął pracować w piekarni jako 16-latek.

Na początku bez kwalifikacji, lecz z czasem wyszkolił się na czeladnika i zdał egzamin mistrzowski. W Głogowie w niejednym piecu wypiekał chleby, gdyż pracował w kilku piekarniach.

W sumie zostałem piekarzem jakby niechcący. Mój wujek był kierownikiem piekarni, przyjechałem do niego w odwiedziny do Głogowa i okazało się, że nie było ludzi do pracy. Powiedział mi: Chcesz zarobić? To chodź do piekarni. I tak zacząłem zarabiać jako 16 – letni chłopak

– wspomina. Co prawda pochodzi z rodziny rolniczej i myślał, że zajmie się właśnie rolnictwem, lecz piekarnictwo tak go wciągnęło, że już w nim został na całe życie.

Żyć nie mogę bez niego

– podkreśla.

Wspomina, że tamten chleb sprzed laty był dużo lepszy niż ten, który dziś możemy zjeść.

Wszystko wtedy było naturalne

– wzdycha. Choć praca piekarza była i jest bardzo ciężka, to bardzo ją sobie ceni i lubi, nie może się z nią rozstać.

Trzeba wstawać bardzo wcześnie rano, żeby ludziom upiec świeży chleb na śniadanie

- przyznaje. Jak pamięta, pracował w różnych piekarniach i w pracy musiał być czasem o trzeciej nad ranem.

Gdy byłem kierownikiem piekarni w PSS Społem to właśnie trzeba było o trzeciej zaczynać pracę. O piątej godzinie przyjeżdżali po chleby i wszystko musiało być już przygotowane

– przyznaje, że takie to były czasy, ale nie narzekał.

Tradycję i także biznes piekarniczy przejął po nim syn, choć również z zaskoczenia. Gdy syn skończył studia w latach 90. nie było pracy dla inżynierów i budowlańców, więc założyli spółkę z kolegą Leszkiem Malanowskim i tak powstała firma piekarnicza „Boruta & Malanowski”, która istnieje i działa do dziś.

Na początku lat 90. pracowałem w piekarni. Wszystko się przekształcało na prywatne biznesy, więc ja im pomogłem przejąć tę piekarnię. Tak właśnie powstała nasza piekarnia, chyba w niej nawet pracowałem ze trzy lata, jako zwykły pracownik. Mój syn i jego kolega, chociaż byli inżynierami, to porobili papiery i zostali piekarzami. Potem już tylko im pomagałem i tak pomagam do dziś

– opowiada pan Jan. Kilka lat temu obaj jego następcy wymyślili nowy biznes – założyli firmę „Kanapki do łapki” – bistro do dziś działa u zbiegu ulic Mickiewicza i Elektrycznej i jest bardzo popularne wśród głogowian.

Pan Jan ma dwóch synów i córkę: piekarza Andrzeja Borutę, Sławomira Borutę oraz Dorotę Tomaszewską. Ośmioro wnuków i pięcioro prawnuków. Na uroczystości urodzinowej powiesili plakat z jego podobizną i napisem: Jan Boruta, piekarz stulecia. Pan Jan przyjął to naturalnie i z uśmiechem.

Jak zapewnia, szczęście i satysfakcję daje mu także to, że firma jego syna Andrzeja i Leszka Malanowskiego bardzo dobrze prosperuje.

Jestem zadowolony, bo nigdy się nie kłócą

– podkreśla Jan Boruta.

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%