Dzieje się

Zamknij

Niezwykły weterynarz z Głogowa. Marcin Wandycz na pełnych obrotach

Dorota Nyk Dorota Nyk 17:55, 28.06.2026 Aktualizacja: 15:01, 26.06.2026
Skomentuj Niezwykły weterynarz z Głogowa. Marcin Wandycz na pełnych obrotach Marcin Wandycz jest przykładem tego, jak pozostać radosnym i szczęśliwym jednocześnie będąc weterynarzem.

Na co dzień ratuje zwierzęta, a po pracy... ratuje własną głowę. Marcin Wandycz, lekarz weterynarii z Głogowa, nie chodzi na żadne terapie, ale w góry. Trenuje i biega. Twierdzi, że właśnie dzięki temu potrafi radzić sobie z ogromnym stresem swojego zawodu.

Może mało kto się tego domyśla, ale zawód weterynarza jest bardzo obciążony stresem. Nie zawsze jest tak, że ratuje się zwierzęta i przynosi to wielką radość, bo niestety – natury się nie oszuka, a lekarz nie jest cudotwórcą.

Czasami właściciele zwierząt myślą, że skoro płacą, to lekarz musi dokonać cudu. Ale z chorobą zwierzęcia nie jest jak z naprawą samochodu. Nie wszystko się da naprawić. Gdzieś jest kres życia. Nie na wszystko mamy wpływ. Takie sytuacje zostają z człowiekiem

– przyznaje Marcin Wandycz, że to są bardzo przykre, przygnębiające sytuacje, o których trudno zapomnieć i z których trudno się otrząsnąć. Badania pokazują, że wielu lekarzy weterynarii dotyka stres, a nawet depresja. Wśród nich jest bardzo duży odsetek samobójstw.

Jestem zwykłym góromaniakiem

Marcin Wandycz jest przykładem tego, jak pozostać radosnym i szczęśliwym jednocześnie będąc weterynarzem. Nauczył się jak produkować w sobie hormony szczęścia. Ma na to kilka sposobów. Po pierwsze od lat chodzi po górach. Można powiedzieć, że jest zapaleńcem spędzania czasu na wspinaczkach i górskich spacerach.

Sam o sobie mówi, że jest "góromaniakiem". Sudety zna niemal na pamięć, regularnie wraca też w Tatry, a to są przecież wymagające góry. Zdobywał najwyższe szczyty Dolomitów. Tu w pobliżu mamy Góry Kaczawskie, Rudawy i Janowickie, które także nie mają przed nim tajemnic. A jak nie ma za wiele czasu, to mu sprawia przyjemność zwykły spacer tu blisko: po Wzgórzach Dalkowskich.

Nawet jak pogoda nie sprzyja, to dzwonię do znajomych i namawiam: Jedziemy w góry. Jak nikt nie może, jadę sam. Człowiek się przecież od deszczu nie rozpuści

– śmieje się, że na szczęście wciąż ma z kim chodzić po górach, a także uprawiać sport, ale jak trzeba wyruszyć samemu, to także jest dobrze. Najczęściej jednak wyjeżdżają całą grupą znajomych, z dziećmi. To właśnie tam, wysoko, w grupie przyjaciół – jak mówi – najlepiej ładuje baterie przed kolejnymi dniami pełnymi odpowiedzialnych decyzji i trudnych rozmów z właścicielami zwierząt.

Przebywanie wśród przyrody zrzuca z człowieka cały codzienny ciężar. Dzięki temu następnego dnia znowu mogę robić to, co lubię najbardziej – pomagać zwierzętom

– mówi.

Zaraziłem się sportem

Sam przyznaje, że wielbicielem wycieczek i wspinaczek górskich jest od lat, ale jakiś czas temu włączył do tego kolejną pasję: sport – i zmienił swoje życie, a także przeszedł metamorfozę.

Zaraził go tym i przekonał kolega i zapalony sportowiec Łukasz Zieliński, który mu towarzyszy w treningach, na zawodach i wycieczkach.

Uzupełniamy się. Ja go zaraziłem górami, a on mnie sportem

– mówi. Od jakiegoś czasu po pracy idzie na siłownię, poćwiczyć: robi trening, biega. Może się pochwalić, że w tym roku przebiegł dwa półmaratony: w Gdyni i we Wrocławiu.

I nie chodzi mi o medal

– podkreśla. Przekonuje, że sport, aktywny tryb życia i chodzenie po górach daje znacznie więcej niż tylko dobrą kondycję.

Aktywność fizyczna całkowicie zmienia życie i oczyszcza głowę

- zapewnia.

Lekarz na kilku etatach

Marcin Wandycz ma gabinet weterynaryjny i leczy zwierzęta w pawilonach przy ul. Saturna w Głogowie, ale ma także praktykę w Przemkowie, gdzie osobiście bywa regularnie, kilka razy w tygodniu.

Nie tylko leczy zwierzęta – także uczy ludzi jak je leczyć: jest również nauczycielem praktycznej nauki zawodu w technikum weterynaryjnym w Zespole Szkół Przyrodniczych w Głogowie.

Do tego w Nowej Soli jest urzędowym lekarzem weterynarii. Co to znaczy? Odpowiada m.in. za bezpieczeństwo żywności – od gospodarstwa rolnego aż po produkt trafiający na nasze stoły.

Wielu osobom weterynaria kojarzy się tylko z leczeniem zwierząt. Tymczasem stoimy także na straży zdrowia ludzi, dbając o bezpieczeństwo żywności i zapobiegając chorobom przenoszonym ze zwierząt

– podkreśla.

::addons{"type":"facebook-encouragement"}

 
 
 
 
 
 
 
 
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%