Marcin Wandycz jest przykładem tego, jak pozostać radosnym i szczęśliwym jednocześnie będąc weterynarzem.
Na co dzień ratuje zwierzęta, a po pracy... ratuje własną głowę. Marcin Wandycz, lekarz weterynarii z Głogowa, nie chodzi na żadne terapie, ale w góry. Trenuje i biega. Twierdzi, że właśnie dzięki temu potrafi radzić sobie z ogromnym stresem swojego zawodu.
Może mało kto się tego domyśla, ale zawód weterynarza jest bardzo obciążony stresem. Nie zawsze jest tak, że ratuje się zwierzęta i przynosi to wielką radość, bo niestety – natury się nie oszuka, a lekarz nie jest cudotwórcą.
Czasami właściciele zwierząt myślą, że skoro płacą, to lekarz musi dokonać cudu. Ale z chorobą zwierzęcia nie jest jak z naprawą samochodu. Nie wszystko się da naprawić. Gdzieś jest kres życia. Nie na wszystko mamy wpływ. Takie sytuacje zostają z człowiekiem
– przyznaje Marcin Wandycz, że to są bardzo przykre, przygnębiające sytuacje, o których trudno zapomnieć i z których trudno się otrząsnąć. Badania pokazują, że wielu lekarzy weterynarii dotyka stres, a nawet depresja. Wśród nich jest bardzo duży odsetek samobójstw.
Marcin Wandycz jest przykładem tego, jak pozostać radosnym i szczęśliwym jednocześnie będąc weterynarzem. Nauczył się jak produkować w sobie hormony szczęścia. Ma na to kilka sposobów. Po pierwsze od lat chodzi po górach. Można powiedzieć, że jest zapaleńcem spędzania czasu na wspinaczkach i górskich spacerach.
Sam o sobie mówi, że jest "góromaniakiem". Sudety zna niemal na pamięć, regularnie wraca też w Tatry, a to są przecież wymagające góry. Zdobywał najwyższe szczyty Dolomitów. Tu w pobliżu mamy Góry Kaczawskie, Rudawy i Janowickie, które także nie mają przed nim tajemnic. A jak nie ma za wiele czasu, to mu sprawia przyjemność zwykły spacer tu blisko: po Wzgórzach Dalkowskich.
Nawet jak pogoda nie sprzyja, to dzwonię do znajomych i namawiam: Jedziemy w góry. Jak nikt nie może, jadę sam. Człowiek się przecież od deszczu nie rozpuści
– śmieje się, że na szczęście wciąż ma z kim chodzić po górach, a także uprawiać sport, ale jak trzeba wyruszyć samemu, to także jest dobrze. Najczęściej jednak wyjeżdżają całą grupą znajomych, z dziećmi. To właśnie tam, wysoko, w grupie przyjaciół – jak mówi – najlepiej ładuje baterie przed kolejnymi dniami pełnymi odpowiedzialnych decyzji i trudnych rozmów z właścicielami zwierząt.
Przebywanie wśród przyrody zrzuca z człowieka cały codzienny ciężar. Dzięki temu następnego dnia znowu mogę robić to, co lubię najbardziej – pomagać zwierzętom
– mówi.
Sam przyznaje, że wielbicielem wycieczek i wspinaczek górskich jest od lat, ale jakiś czas temu włączył do tego kolejną pasję: sport – i zmienił swoje życie, a także przeszedł metamorfozę.
Zaraził go tym i przekonał kolega i zapalony sportowiec Łukasz Zieliński, który mu towarzyszy w treningach, na zawodach i wycieczkach.
Uzupełniamy się. Ja go zaraziłem górami, a on mnie sportem
– mówi. Od jakiegoś czasu po pracy idzie na siłownię, poćwiczyć: robi trening, biega. Może się pochwalić, że w tym roku przebiegł dwa półmaratony: w Gdyni i we Wrocławiu.
I nie chodzi mi o medal
– podkreśla. Przekonuje, że sport, aktywny tryb życia i chodzenie po górach daje znacznie więcej niż tylko dobrą kondycję.
Aktywność fizyczna całkowicie zmienia życie i oczyszcza głowę
- zapewnia.
Marcin Wandycz ma gabinet weterynaryjny i leczy zwierzęta w pawilonach przy ul. Saturna w Głogowie, ale ma także praktykę w Przemkowie, gdzie osobiście bywa regularnie, kilka razy w tygodniu.
Nie tylko leczy zwierzęta – także uczy ludzi jak je leczyć: jest również nauczycielem praktycznej nauki zawodu w technikum weterynaryjnym w Zespole Szkół Przyrodniczych w Głogowie.
Do tego w Nowej Soli jest urzędowym lekarzem weterynarii. Co to znaczy? Odpowiada m.in. za bezpieczeństwo żywności – od gospodarstwa rolnego aż po produkt trafiający na nasze stoły.
Wielu osobom weterynaria kojarzy się tylko z leczeniem zwierząt. Tymczasem stoimy także na straży zdrowia ludzi, dbając o bezpieczeństwo żywności i zapobiegając chorobom przenoszonym ze zwierząt
– podkreśla.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
[FOTO] 30 najlepszych grafficiarzy zmienia przejście
gdyby policzyc ile miasto wydaje na te pseudofundacje to jak nic byloby na kolejne hospicjum nasze glogowskie bez zebrania
nikt
14:27, 2026-06-28
[FOTO] 30 najlepszych grafficiarzy zmienia przejście
o jezusku kolejna fundacja nam sie objawila a ile prezydent temu tworowi placi
nu
14:25, 2026-06-28
[FOTO] 30 najlepszych grafficiarzy zmienia przejście
rozumiem ze zyjecie z reklam ale do diabla nie przymusowych pogody nie zobaczysz a i malunku swiatowych artystow tez pogoda przeminie ale tworstwo tych najlepszych swiatowych zniknie i ja nawet nie zobacze zdjecia bo mi sie wciska jakies cholerstwo
do portalu
14:13, 2026-06-28
Mnóstwo wody i piękna przyroda dla ochłody
Wiecej trcinowisk wycinajcie pod prywate to bedziecie na bank mieć więcej ptactwa
Szop bober
14:07, 2026-06-28
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz