- To była największa przygoda w moim życiu- nie ukrywa 18-letnia Ola Szymankiewicz, która przez kilka tygodni płynęła po Atlantyku w czasie pandemii koronawirusa. Z tej podróży wróciła cała i zdrowa, a teraz bierze udział w akcji naprawy statku Fryderyka Chopina w Szczecinie. Jako wolontariuszka, bo pokochała żeglarstwo i marzy o zdobywaniu wielki wód całego świata.
Historia rozpoczęła się dwa lata temu na Pogorii. Był to pierwszy rejs po oceanie dla Oli, obecnie uczennicy II Liceum Ogólnokształcącego w Głogowie. Opowiada, że wcale nie było łatwo się tam dostać. Ale nie rezygnowała, bo chce spełniać swoje największe marzenia. - I się zaczęło - wspomina. Z tej podróży wróciła z pięknymi wspomnieniami i zapałem do kolejnych wyzwań. Choć czekało ją wiele pracy.
- Wymagań było sporo - od wielu godzin przepracowanych jako wolontariusz, po testy wiedzy. Zajęło mi to dwa lata - relacjonuje. Oczywiście ze wszystkim sobie poradziła. Na początku marca, kiedy w kraju nie było jeszcze ogłoszonej epidemii koronawirusa, wyruszyła. - Na lotnisku było niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę. Była z jednej strony ciekawość, z drugiej obawa przed chorobą morską, którą wcześniej przechodziłam raczej słabo - zdradza.
Zanim udało się jej dostać na Gwadelupę, gdzie rozpoczynał się rejs, musiała pokonać kawał drogi. - Kiedy zobaczyłam dwa wysokie maszty... jakie one były wysokie! Po trapie na pokład i w dół do kajuty, która nazywała się "karton". Legenda głosi, że najpierw był karton, potem Chopin - mówi nam.
Jak wyglądał rejs Atlantykiem, który trwał 54 dni? Przez większość tego czasu nie schodzili na ląd. - Pierwsza noc, właściwie raptem kilka godzin, to bardzo płytki sen. Który, jak się potem okazało, trzeba doceniać - przypomina sobie Ola. Trzeba było też poznać zasady panujące na statku. Przyszedł czas na naukę i zbieranie jakże cennego doświadczenia. Płynąc na północ zahaczyli kilka wysp. Będąc na Monserrat wysłała pocztówki do Polski. Do tej pory... nie dotarły do rodziny i przyjaciół.
- Ale większy sentyment mam do Mazingi. To wulkan, na który weszliśmy. Połowa grupy poddała się w połowie, było strasznie gorąco, ale to co zobaczyłam na górze... żadne zdjęcie nie odda tego pięknego widoku. Nasz Chopin z daleka był kropeczką w krajobrazie. Chmury wyglądały jak armia wielorybów. I ten cudny zapach egzotycznych roślin - wraca pamięcią z sentymentem. Trudno opisać wszystkie te wspomnienia. Bo przecież opowieści można byłoby spisać i wydać książkę.
- Bywało, że płynęły z nami delfin, wieloryby, orki - wymienia. Przepłynęła 6 tysięcy mil. I nie ukrywa, że gdyby mogła, to wybrałaby się w taki rejs raz jeszcze. Teraz bierze udział w remoncie żaglowca w szczecińskim porcie. Do Głogowa wróci pod koniec miesiąca. I już planuje, co dalej.
RED
Piękne nuty w pięknych wnętrzach
Poprawić imię i nazwisko Proboszcza.
Xxx
21:27, 2026-01-18
Ale akcja! Tłumy głogowian w schronisku
Tłumów tam nie widać
Oooo
19:17, 2026-01-18
Setki seniorów, ponad milion na pensje
a jak dlugo bedzie trwalo to ogladanie emerytow osobiscie jak kiedys ogierów na targowisku.z tego co powiada pani dyrektor to beda przenoszone wszelkie zwiazki tak jakby do tej pory mialy biuro pod chmurka ale trzeba cos poudawac.J a nigdy nie zrozumiem by kino w centrum miasta zdemolowac wystarczy policzyc gdyby te pieniadze co roztrwonili na ten pseudoremont i to co teraz wydadza to by bylo na darmowe bilety do kina dla wszystkich dzieciakow z calego miasta na kilkanascie lat ale osmiu etatow by nie bylo
no to
14:04, 2026-01-18
Setki seniorów, ponad milion na pensje
nie ma chyba drugiego takiego miasta gdzie prezydent tak dba o te pseudoemerytki jak u nas, EMERYTKA w wieku 56 lat ale emerytka baba silna i zdrowa a tu imprezka za imprezka i udawanie tylko kogo przerosnieta malolate w podkasanej spódnicy. żadnej żenady parcie na szkło.TAKIM SIE FUNDUJE JUBILAT te stare pomarszczone tam nie pasuja
ja
13:05, 2026-01-18
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz