BIZNESStarówkaSerceGłogowa

Panny młode już dzwonią jak szalone6 min na czytanie

Panny młode już dzwonią jak szalone

Kiedyś była miss Dolnego Śląska. Teraz koroną bawią się jej córki, a ona prowadzi dwa salony i robi biznes. Beata Osomańska (37 l.) wypuszcza na rynek swoją pierwszą autorską kolekcję sukien ślubnych.

Dramat ślubnej branży właśnie się kończy, bo rząd zapowiedział, że po 29 maja będzie można organizować niewielkie wesela. Beata Osomańska prowadzi salon sukien ślubnych – właściwie dwa salony: w Głogowie przy ul. Balwierskiej na Starym Mieście i we Wrocławiu przy ul. Kościuszki. Opowiada o tym, jak ostatnie miesiące były dla niej bardzo trudne.

Zastój, walka o każdy dzień. No cóż, pannom młodym niepotrzebne były sukienki. – Wiele klientek zrezygnowało z zamówionych sukien. Sporo przełożyło wesela, a my przecież musieliśmy te suknie odebrać i za nie zapłacić ich producentom. Obecnie mam… 60 takich zaległych klientek w obu salonach – opowiada pani Beata. Została z sukniami, no i z problemem. – Ciężko było, ale dziś mogę powiedzieć, że sobie poradziłam.

Na szczęście mam zaprzyjaźnione marki, które mnie wsparły i pomogły. Z innymi niestety musiałam się pożegnać – opowiada. Działalność swoich salonów opiera na współpracy z polską firmą Elizabeth Passion, a także z amerykańską marką znaną na całym świecie Justin Alexander. – Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, lecz suknię ślubną zamawia się 6 miesięcy wcześniej. Tu w salonie wiszą sukienki próbne, do przymiarki, natomiast taka suknia na ślub jest szyta właśnie około pół roku – tłumaczy.

Po 13 latach w tej branży mam takie doświadczenie w zawodzie, że gdy pani tylko przekroczy drzwi mojego salonu, to już widzę ją w sukni – Beata Osomańska twierdzi, że zazwyczaj jej pomysły są strzałem w dziesiątkę. Według niej każda kobieta w takiej sukni wygląda pięknie. W nadchodzącym sezonie na strojną suknię trzeba mieć od 3 do 6 tysięcy. Takie ceny są zazwyczaj w salonie w Głogowie.

We Wrocławiu są sukienki droższe – od 4 do 13 tysięcy. Bywają wyjątkowe modele, przepiękne ręcznie wyszywane koronkami. Niezapomniane, wyjątkowe. – Są chętne na takie niszowe sukienki – przyznaje pani Beata, że do jej salonu do Wrocławia przyjeżdżają panie z odległych zakątków. Na dodatek trendy zmieniła także pandemia. Wiele firm zaczęło szyć prostsze, skromniejsze i tańsze ubrania dla panien młodych – na przykład krótsze, wyglądające jak koktajlowe sukienki, a także kombinezony ze spodniami. To ubrania na skromniejsze śluby i mniejsze wesela, których zapewne będzie teraz więcej.

W 2000 r. została miss Głogowa, a potem Miss Dolnego Śląska. W wyborach Miss Polski dostała się do pierwszej dziesiątki najpiękniejszych, ale zaraz potem stwierdziła, że koniec z chodzeniem po wybiegach. – Nie czułam się dobrze w tym świecie. Tyle dobrego, że z tamtych wyborów zostały mi wspaniałe przyjaciółki, z którymi do dziś się spotykam – śmieje się, że potem chciała zostać pedagogiem, podjęła nawet pracę w przedszkolu. – Mam jeszcze koronę miss i szarfę. Moje córki się nimi bawią – śmieje się. –

Salon sukien ślubnych to moje marzenie z dzieciństwa. Jako mała dziewczynka stawałam zapatrzona w witryny z sukniami. Potem w dorosłym życiu sama takiej sukni szukałam i zobaczyłam, jakie są z tym problemy. Przeżyłam wiele trudności i rozczarowań, a przecież każda kobieta chce, aby wybór sukni ślubnej był piękną chwilą, momentem, który zapamięta na długo. Dlatego decyzja zapadła, razem z mężem postanowiłam otworzyć własny salon, w którym przyszłe panny młode znalazłyby to, czego oczekują – opowiada, że właśnie tak powstała sieć jej salonów Lauren – w Głogowie i we Wrocławiu.

Pierwszą kolekcję sukienek kupiłam za pieniądze zebrane na weselu. W rok po ślubie otworzyłam pierwszy salon, wtedy działał przy ul. Jedności Robotniczej. I tak to się zaczęło – wspomina. Salon Lauren to od imienia jej córki – 13 – letniej Laury. Od 7 – letniej Liwii z kolei nazywa się jej nowa własna kolekcja, którą wyda we wrześniu – La Liven. – Wreszcie się odważyłam – cieszy się i przyznaje, że zmotywowała ją do tego pandemia i przestój w branży. Postanowiła uszyć coś swojego i… tańszego. – Sama je zaprojektowałam, a produkcja sukien właśnie trwa w Głogowie.

Współpracują ze mną bardzo utalentowane krawcowe – mówi, że na początek powstanie 15 sukien jej marki. Zapowiada powrót gorsetów z głębokimi dekoltami o kroju bardotki i dekoltów karo. Jej kolekcja to długie suknie w stylu glamour, zabawa formą i dużo błyszczących ozdób. Ale są także modele spokojne, dla tych, które wolą ubrać się skromniej i bardziej klasycznie. Nowe suknie pani Beaty pojawią się w jej salonach we wrześniu. – Po przystępnych cenach – zapewnia, że pomyślała o tych paniach, które dotknął kryzys. W sumie cztery sukienki własnego pomysłu już uszyła, sprzedały się świetnie, więc ma nadzieję, że kolejne także trafią w gusta klientek.

Wesela rozpoczynają się już za dwa tygodnie. W biznesie rozpoczął się ruch. Dzwonią klientki, pytają. Tyle się nagromadziło zaległych ślubów, że będą teraz w każdy dzień tygodnia, a nie tylko w weekendy. – Dziś od 15 do 20 mam klientki w salonie we Wrocławiu – mówi pani Beata, że będą ostatnie przymiarki i przeróbki. – W salonie w Głogowie zaczynają się o 12 i potrwają pewnie do wieczora – zapewnia. Zapowiada, że za tydzień do jej salonów przyjdą zamówione suknie kolorowe, dla pań, które są zaproszone na wesela, bo trend jest taki, że goście ubierają się coraz bardziej strojnie. Na ślubne suknie „pracujące” w salonie jest teraz okazja, że można je kupić za połowę ceny.

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w BIZNES