Awantura na dzikim parkingu przy al. Wolności, z tyłu sklepu rolniczego. Interweniowała policja. - To nie jest żaden parking – mówi prezes Spółdzielni Pracy Handlowo-Produkcyjnej Dom Towarowy Józef Jaśkowiec.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Nie jest żaden parking, ale od lat na tym placu ludzie zostawiają samochody. I nie mają pojęcia, że jest to teren prywatny, do czegoś innego przeznaczony.
Serio? - dziwi się pan Paweł, który akurat zostawia tu samochód. - Dziura na dziurze, ktoś powinien tu zrobić porządek – krytykuje i przyznaje, że trzyma tu samochód, bo w trakcie budowy parkingu na tyłach dawnej Głogosi na całym osiedlu Śródmieście brakuje miejsc parkingowych. Tak jak on robi wiele innych osób. Codziennie stoi tutaj kilkadziesiąt samochodów.
Niedzielne popołudnie (19.04.) na nieformalnym parkingu przy al. Wolności zamieniło się w nerwową konfrontację. Tym razem parkowanie zakończyło się policyjną interwencją i sporą dawką stresu. Właśnie tam pani Beata zaparkowała swoje auto.
Jest to takie miejsce, gdzie zostawiamy samochody, my mieszkańcy osiedla Śródmieście, gdy popołudniami nie ma gdzie zaparkować. Tak się dzieje od wielu lat, praktycznie odkąd tu mieszkam
- opowiada pani Beata o tym, co się tu działo.
Podjechał taki pan, który krzyknął: Fajnie się chodzi po mojej działce?! On się do mnie przyczepił i na mnie krzyczał. Twierdził, że jest właścicielem tej działki i że ja bezprawnie na niej parkuję. Kazał mi zabierać samochód. Nie wiem dlaczego akurat mi, bo stało tu wiele samochodów
- opowiada pani Beata. Doszło do wymiany zdań, a właściwie do pyskówki. Pani Beata twierdzi, że to już nie pierwszy raz miała do czynienia z tym czlowiekiem. Zauważyła, że ten mężczyzna czasami przejeżdża przez ten plac i krzyczy na nią.
Kiedyś o mało nie rozjechał mojego psa, twierdząc, że idę po jego drodze. Nie było żadnego oznaczenia. Nie wiedziałam, że to teren prywatny i faktycznie przechodziłam z psem
- tłumaczy głogowianka. Wyjaśnia, że teren jest duży, stoi tu wiele samochodów, a ten mężczyzna twierdził, że jego działka jest na samym środku. Pokazywał od którego miejsca się zaczyna. Na miejsce awantury została wezwana policja.
W niedzielę około godz. 17.30 doszło do nieporozumienia o zaparkowany pojazd na terenie prywatnym, lecz nieogrodzonym. Strony zostały poinformowane o możliwościach prawnych
- potwierdza mł. asp. Natalia Szymańska, oficer prasowy KPP w Głogowie.
Pani Beata przyznaje, że teraz boi się tu stawiać auto – choć wiele osób z osiedla to robi. Większość nie ma pojęcia, że jest to teren prywatny i że komuś nie pasuje, że ludzie parkują tu samochody. W końcu jest tu wjazd - bramy nie ma. Nie ma żadnej tabliczki, informacji, żadnego ogrodzenia.
Słyszałam, jak policjanci pouczali tego pana, żeby oznaczył i ogrodził ten teren. Jeszcze powinny być kamery i stróż – i nie będzie problemu. Nam powiedziano, że teraz mamy świadomość, iż jest to teren prywatny i żebyśmy tu nie stawiali samochodów
- mówi pani Beata, która poprosiła o nagłośnienie tej sprawy.
Dotarliśmy do informacji, że dawniej plac należał do właściciela sklepu rolniczego: Spółdzielni Pracy Handlowo-Produkcyjnej Dom Towarowy. Ale w latach 90. spółdzielnia sprzedała plac.
Jest to teren prywatny. Stoi tak chyba od 1996 roku
- przyznaje prezes Józef Jaśkowiec. Jak wyjaśnia, znajduje się tam sześć lub siedem działek budowlano-mieszkalnych oraz droga dojazdowa.
Była tablica informująca, że to teren prywatny, ale ktoś ją usunął. Chyba mu przeszkadzała
- uważa. Jak twierdzi, właściciele tego terenu mogliby wzywać policję na parkujących, no ale tego nie robią. Chyba że wziąć pod uwagę ten ostatni przypadek.
Jeśli ktoś tu wjeżdża, to samowolnie
– uważa. Fakty są jednak takie, że większość sądzi, że plac jest bezpański, bo nikt o niego nie dba.
Dzierżawię tu lokal od 14 lat i nigdy nie widziałam żadnego właściciela placu. Nikt się nie zgłaszał, że to jego teren. Kiedyś nawet sami łataliśmy dziury. Sami też często robimy porządki, gdyż teren bywa zaśmiecany. Masa ludzi tu parkuje i tędy przechodzi, i jak dotychczas nikomu to nie przeszkadzało. Jeśli faktycznie tu jest jakiś właściciel, to niech wreszcie zrobi porządek
- mówi Jolanta Kolasińska, właścicielka pierogarni.
Trudno tu osądzać, kto ma rację. Z jednej strony trudno się dziwić mieszkańcom – przez lata nikt nie oznaczył terenu, nie ogrodził go, nie egzekwował prawa własności. Naturalne więc, że ludzie zaczęli traktować plac jak publiczny parking, zwłaszcza przy chronicznym braku miejsc w centrum. Ale można zrozumieć też właścicieli: nie muszą godzić się na to, by ktoś z niego korzystał. Problem w tym, że reagowanie krzykiem czy wybiórczym „wyganianiem” kierowców tylko zaostrza konflikt, zamiast go rozwiązać.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}

Awantura o parkowanie przy al. Wolności
Wbij się komuś na podwórko i narzekaj, że ma bajzel. No co za swołocz.
Marek
18:55, 2026-04-21
Awantura o parkowanie przy al. Wolności
Co oni *%#)!& To ja z wioski przyjeżdżając wiem ze to teren prywatny a oni zdziwieni ze to czyjas własność? Nawet na wjeździe jest miejsce po bramie.
Ktos
18:41, 2026-04-21
Kurnik w ogniu. Dym widać już za Głogowem
Nie było kur były konie i nie Lipiny a Lipinki
Onie
17:51, 2026-04-21
Różowo nie tylko na moście w Głogowie
Szkoda tylko, że fotografowie traktują to miejsce jak prywatne studio, przeszkadzając spacerowiczom. A to przecież publiczny park.
.
17:41, 2026-04-21
2 1
Co oni *%#)!& To ja z wioski przyjeżdżając wiem ze to teren prywatny a oni zdziwieni ze to czyjas własność? Nawet na wjeździe jest miejsce po bramie.
1 0
Wbij się komuś na podwórko i narzekaj, że ma bajzel. No co za swołocz.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz