::addons{"type":"only-with-us","color":"white"}
Przez 39 lat leczył, operował, ratował ludzi. Przyjechał do Polski z drugiego końca świata. A Głogów stał się jego domem, szpital – drugim życiem.
Doktor Thao Khamphouy Phongsavath, ceniony ortopeda Głogowskiego Szpitala Powiatowego, zmarł pod koniec stycznia (27.01.). Miał 70 lat. Zostawił po sobie wdzięczność pacjentów, szacunek współpracowników i ogromną pustkę w sercach najbliższych.
Urodził się w Laosie, w kraju biednym, targanym politycznymi zawirowaniami. Jak wspomina jego córka, Martyna Phongsavath-Grobelna, już jako nastolatek wyróżniał się niezwykłą pracowitością i talentem.
Tata był jednym z najlepszych uczniów w kraju
– opowiada nam.
W latach 70-tych Laos był jeszcze królestwem. – Uczył się w liceum francuskim i osiągnął drugi najlepszy wynik z matury w całym państwie. Dzięki temu dostał królewskie stypendium na studia we Francji – pamięta, kiedy tata o tym wspominał. Wyjechał do Tuluzy. Był tam dwa lata, ale musiał nagle przerwać studia i wrócić do rodzinnego kraju. Monarchia upadła, a Laos znalazł się pod rządami komunistów. Przyszłość stała się niepewna.
Ten wyjazd na studia był dla niego bardzo ważny. Kraj inwestował w młodych i zdolnych ludzi, którzy mieli tam wrócić i go rozwijać. Szczęście w nieszczęściu, że stypendium mógł kontynuować. Był jednak jeden warunek musiał to być kraj komunistyczny. I tak trafił do Polski
– dodaje, że wtedy o Polsce nic nie wiedział.
Mówił, że nawet nie był pewien, gdzie ona leży
– nie ukrywa córka. Najpierw zamieszkał w Łodzi, gdzie przez rok uczył się języka polskiego.
Był bardzo zdolny językowo. Już na początku chodził do kiosku i kupował gazety, żeby szybciej nauczyć się czytać
– mówi pani Martyna. Studia medyczne ukończył we Wrocławiu, na ówczesnej Akademii Medycznej.
To właśnie we Wrocławiu poznał Halinę, przyszłą żonę. Ich związek zdecydował o wszystkim.
Bez ślubu groziła mu deportacja. Wiedzieli, że jeśli chcą być razem, muszą się pobrać. Nawet rozważali ucieczkę do Niemiec, byle tylko być ze sobą
– zaznacza córka.

Po ukończeniu nauki musiał jeszcze kilka miesięcy poczekać na pozwolenie na wykonywanie zawodu. Potem dostał propozycję pracy w Głogowie. Zamieszkali tu – 11 maja 1987 roku dr Thao Khamphouy Phongsavath rozpoczął przygodę – dosłownie – życia z głogowskim szpitalem. Został na zawsze.
Specjalizował się w ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Pracował na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej, przyjmował też pacjentów w przychodni przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie.
Szpital był dla niego bardzo ważny. Lubił ludzi, z którymi pracował. Do końca był aktywny zawodowo
– podkreśla córka.
Nawet gdy choroba coraz mocniej dawała o sobie znać, nie chciał rezygnować z pracy. – W listopadzie, kiedy wiedzieliśmy, że jest już bardzo słaby, powiedział: Z kroplówką posiedzę do środy, bo w czwartek muszę wrócić do szpitala – wspomina pani Martyna.
Pięć lat temu zdiagnozowano u niego nowotwór jelita grubego. – Walczył dzielnie. Chciał żyć. Nie poddał się ani na chwilę – mówi córka.
Jak powiedział mój brat: walki z jego chorobą nie przegraliśmy, ale poniekąd wygraliśmy - mimo to ponieśliśmy stratę
– nie ukrywa, że dla nich to były bardzo trudne chwile... dni, tygodnie, miesiące. Był ojcem dwójki dzieci i dziadkiem sześciorga wnucząt.
I fantastycznym tatą. Dużo pracował, bo chciał zapewnić nam jak najlepszy byt. A gdy tylko miał czas, gotował, majsterkował, szył. Był złotą rączką
– opowiada Martyna.
– W domu nigdy nie podniósł głosu. Był ciepły, cierpliwy, wiele rzeczy przemilczał, ale zawsze mogliśmy liczyć na jego pomoc – dodaje.
Wnuki były jego największą radością. – Powtarzał do końca, że chciałby zobaczyć, jak dorastają. Rozpuszczał je strasznie. Gdyby poprosiły o gwiazdkę z nieba, to przecież próbowałby ją im ściągnąć – łamie się jej głos.
Bo takiego dziadka i ojca można sobie wymarzyć. I on był taki wymarzony.
Choć Głogów stał się jego domem, Laos pozostał w sercu. Po 25 latach po raz pierwszy zobaczył rodzinę, która była przekonana, że nie żyje.
Te podróże do ojczystego kraju były dla niego bardzo ważne. W grudniu, tuż przed śmiercią, myślał jeszcze o tym, żeby polecieć tam raz ostatni, żeby się pożegnać
– przyznaje córka. Zmarł otoczony najbliższymi – żoną, córką i synem, dzień po spotkaniu ze wszystkimi wnukami.
Doktor Thao Khamphouy Phongsavath przepracował w Głogowie blisko 40 lat. Pomagał ludziom, nie zapominając, kim jest i skąd pochodzi. Odszedł za wcześnie – ale zostawił po sobie dobro, które będzie żyło dłużej niż pamięć o datach.
[FOTO] Biskup wśród chorych w Głogowie
a czy biskup dołożył się do hospicjum?
x
19:23, 2026-02-11
[WIDEO] Nie potrzebują słów, by zachwycić
co tam nasza RYBKA wczoraj pan RYMANOWSKI oslupial na widok metamorfozy minister od szkol ino cos to klonowanie nie wyszlo albo uszkodzily panie od TUSK te od wizerunku JEDNO PEWNE MOZE SMIALO CHODZIC PO ULICACH rozpoznawalnosc zero
mimi
19:20, 2026-02-11
[WIDEO] Nie potrzebują słów, by zachwycić
JAK NIE pisac o jejmosci RYBCE toc to pierwsza dama od starosty
NO
19:16, 2026-02-11
[FOTO] Biskup wśród chorych w Głogowie
A mial byc JURECZEK OWSIACZEK Z DARAMI A BYŁ BISKUP Z MODLITWA MOZNA I TAK
OJ
19:09, 2026-02-11
0 0
Znałem.Wspaniały człowiek.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz