::addons{"type":"only-with-us","color":"white"}
Zespół lekarzy ortopedów ze szpitala w Głogowie podjął się wielkiego wyzwania. Przeprowadził operację na poziomie kliniki i uratował zdrowie pacjenta. - To coś niesamowitego – cieszy się Jerzy Pilecki, pacjent, któremu uratowali nogę.
Czuję wdzięczność, do wszystkich
– podkreśla Jerzy Pilecki. Do lekarzy, którzy praktycznie wywalczyli dla niego i przeprowadzili taki skomplikowany zabieg, do pielęgniarek, opiekunek i całego personelu, który dbał o niego w szpitalu.
Mógłbym wymieniać. Ludzie do mnie dzwonili, przychodzili, ściskali. Dawni sąsiedzi, jeszcze sprzed 70 lat we Wróblinie Głogowskim, obecni sąsiedzi, rodzina, wnuki nawet. To coś niesamowitego. To także postawiło mnie na nogi
– mówi pan Jerzy. Bo to doktor Sebastian Phongsavath wywalczył przeprowadzenie zabiegu na miejscu, w Głogowie. Dzięki niemu dziś chodzi na własnych nogach.
O wypadku Jerzego Pileckiego pisaliśmy: uległ wypadkowi na oblodzonym parkingu 5 lutego, gdy na ulicach Głogowa zrobiło się lodowisko po obfitych, zaskakujących opadach marznącego deszczu. Głogowianin nie spodziewając się tak trudnych warunków wyszedł rano do pracy i w trakcie oczyszczania samochodu z lodu na parkingu, nieszczęśliwie się poślizgnął. Złamał biodro, pechowo w miejscu, gdzie miał założoną endoprotezę.
Na szczęście trafił w ręce świetnych specjalistów i dobrych ludzi.
Ten pan doznał ciężkiego urazu, który polegał na złamaniu kości udowej i jednoczesnym uszkodzeniu endoprotezy, którą miał wszczepioną
- tłumaczy zastępca ordynatora oddziału chirurgii urazowo-ortopedycznej w Głogowskim Szpitalu Powiatowym, doktor Sebastian Phongsavath, który go przyjął do szpitala i się nim zajmował. To było o tyle nieszczęśliwe złamanie, że pękła kość, w której była endoproteza – ona także została uszkodzona. Doktor nam tłumaczy, że aby to „naprawić” trzeba było przeprowadzić taki zabieg, jakiego zazwyczaj nie przeprowadza się w szpitalach powiatowych. One są nie tylko trudne, skomplikowane, wymagają specjalistycznego sprzętu i lekarskich umiejętności, ale to też zabiegi wysokiego ryzyka i kosztowne. Dlatego w praktyce wykonują je tylko ośrodki kliniczne.
Próbowaliśmy temu panu zorganizować zabieg w klinice, lecz przez dwa tygodnie to się nie udało. Uznaliśmy, że pacjenta nie możemy tak zostawić, unieruchomionego na wyciągu
– opowiada lekarz. W takiej sytuacji zdecydował się sam operować. Wystarał się o zgodę dyrektora ds. medycznych oraz prezes szpitala, bo taka jest potrzebna na przeprowadzenie takiego skomplikowanego, ale też kosztownego zabiegu i na ściągniecie do Głogowa specjalistycznego sprzętu.
Sama operacja trwała trzy godziny i była bardzo ciężka.
Było to bardzo skomplikowane złamanie, które oprócz zespolenia kości wymagało także wymiany tkwiącej w niej endoprotezy, co było największym wyzwaniem. Musieliśmy ściągnąć dla niego cały specjalny zestaw do zespolenia złamania oraz zamówić nową endoprotezę, tzw. endoprotezę rewizyjną, czyli znacznie bardziej zaawansowaną niż miał. W efekcie wykonaliśmy zabieg kliniczny, którego zazwyczaj nie przeprowadza się w szpitalach powiatowych
- lekarz opowiada, że kiedyś już taki zabieg wykonywał. No ale istniał bardzo duży element ryzyka. Jednak doktor się zdecydował, nie chciał narażać pacjenta na wiele miesięcy na wyciągu, bo to mu groziło.
Doktor przeprowadził zabieg osobiście, z towarzyszeniem dwóch asystentów – lekarzy rezydentów. Zabieg był nie tylko skomplikowany, ale także trudny dla lekarza technicznie i ciężki fizycznie, wymagający użycia wielkiej siły.
Trzeba było wytrzymać te trzy godziny. Ciężko było, bo to praca z wiertłem i młotkiem
- tłumaczy doktor. Jak mówi, rewizje endoprotezy są jednymi z najcięższych zabiegów w ortopedii.
To było wyzwanie, w trudnych warunkach trzeba wszystko wykonać jak należy. Ale ja się nie boję podejmowania wyzwań
- zapewnia lekarz.
Pan Jerzy miał szczęście w nieszczęściu. Uległ wypadkowi, tak nieszczęśliwie złamał udo, ale trafił na dobrego i nie bojącego się ryzyka lekarza, który postawił go na nogi. Mogło się skończyć źle, ale skończyło dobrze. Pacjent wyszedł w piątek (27.02.) do domu. Jego stan uległ znacznej poprawie i już chodzi.
O wypadku pana Jerzego pisaliśmy tutaj:
[ZT]181043[/ZT]
Więcej niż dzielnicowi
a my w miescie nie musimy wybierac sami sie wybrali pod pomnikiem dzieci glogowskich
zosia
11:59, 2026-03-07
Trwa kwalifikacja wojskowa w Głogowie
TEN UKRAINSKI BANK NA KOLKACH COS NAM PRZYPOMINA INO NASI PRZED WOJNA ZE ZLOTEM MIELI INNA TRASE PRAWDA
JA
11:24, 2026-03-07
Trwa kwalifikacja wojskowa w Głogowie
zbir z tok mek prowadza polemike ile jest bogow i ktory lepszy a tu juz mamy trzech i zaraz bedzie czwarty z meczetem na cmentarzysku w parku.
o rety
10:58, 2026-03-07
Pan Jerzy: To cud. Lekarze z Głogowa uratowali mu nogę
dla lekarza to tylko pacjent dla pracownikow pgr to cwaniak ktoremu zylo sie wygodnie czasem lepiej nie pchac sie na widok bo ludzie pamietaja a STASIU pewno obraca sie w grobie.
kinia
10:37, 2026-03-07
2 0
pan PILECKI tak dlugo bylo o nich cicho ten to ma szczescie podobnie jak ci co to mieszkali za friko w budynku pgrowskim jako dzialacze gdzies tam przy stacji WROBLIN
2 0
dla lekarza to tylko pacjent dla pracownikow pgr to cwaniak ktoremu zylo sie wygodnie czasem lepiej nie pchac sie na widok bo ludzie pamietaja a STASIU pewno obraca sie w grobie.
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz