Nie było orszaku, nie było złota ani mirry. Był za to lód, słońce i lodowata woda
W święto Trzech Króli (6.01.) przy głogowskiej marinie ponad 20 osób rozebrało się do strojów kąpielowych i weszło do lodowatej rzeki. Dla jednych to był debiut, dla innych – kolejny rozdział wieloletniej pasji. Wspólny mianownik? Przekraczanie granic i radość, której próżno szukać w ciepłym domu.
Zanim pierwsi pływacy zanurzyli się w Odrze, trzeba było skuć lód przy pomoście.
Najpierw rozbijamy lód, a potem się rozbieramy, zakładamy okulary i pływamy
– mówił Piotr Czyż, jeden z inicjatorów zimowych kąpieli. Jak podkreślał, warunki były niemal idealne.
Słońce, brak wiatru. Paradoksalnie w Odrze było cieplej niż na zewnątrz. Siedem stopni różnicy na plus
– uśmiechał się.
Dla postronnych widok mógł być szokujący: para unosząca się nad wodą, szybkie ruchy ramion i spokojne twarze ludzi, którzy jeszcze chwilę wcześniej stali na skutej lodem kładce.
Ale Piotr Czyż nie ukrywa, że zimowe pływanie to przede wszystkim walka z własnymi ograniczeniami.
Wstajesz z ciepłego łóżka i wchodzisz do zerowej wody. To przesuwanie granic, wyjście ze strefy komfortu. Robimy to dla siebie i dla zdrowia
– tłumaczył.
Przygotowania?
Lekka rozgrzewka i otwarta głowa. Diet żadnych nie mamy. Każdy może spróbować, bo najczęściej blokuje nas tylko strach
– dodawał.
W Trzech Króli w Odrze pływali młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Część z nich spotyka się przy marinie regularnie – nawet codziennie, od początku grudnia.
Wśród uczestników był Rafał Szklarzewski, jeden z najbardziej doświadczonych głogowskich pływaków lodowych. Swoją przygodę zaczął… w internecie.
Zobaczyłem zapowiedź zimowych zawodów sprzed lat i pomyślałem: pływam od dawna, może spróbuję. I tak się zaczęło
– wspominał.
Dziś pływa wyłącznie w podstawowym stroju: kąpielówki, czepek, okularki.
Bez neoprenów. Na początku było ciężko, ale z każdym rokiem jest lepiej
– mówił.
Jak podkreślał, kluczowe jest słuchanie własnego organizmu.
Jeśli ciało mówi „nie”, to odpuszczam. Nikt nikogo nie zmusza
– zauważał.
Dla Mariusza Marszałka wejście do Odry było pierwszym takim doświadczeniem.
Nie pływałem tu wcześniej, zobaczymy
– mówił tuż przed zanurzeniem.
Na brzegu kibicowała mu żona Sylwia, doświadczona morska.
Ja morsuję trzeci sezon, mąż czwarty. Zachęcił mnie swoją postawą. Teraz zachęcam innych
– opowiadała.
Przyznawali, że zimne kąpiele stały się rodzinnym hobby.
Próbowały też dzieci. Liczymy, że się wkręcą
– dodawała Sylwia.
Po wyjściu z wody na uczestników czekała sauna, jedzenie i muzyka.
Endorfiny, serotonina, spotkanie z ludźmi. Dzień po takim pływaniu jest po prostu lepszy
– cieszyli się uczestnicy kąpieli.
I jak zgodnie mówili – wrócą. Bo tradycja zimowego pływania w Głogowie, choć lodowata, wciąż ma się bardzo dobrze.
Trzeba dopłacić do utrzymania Neptuna
Każde wydarzenie jest okej ,ale kiedyś tam były wesela z pokojami do wynajęcia, i inne imprezy ,dancingi, zabawy może udostępnić bardziej bo na samych spotkaniach z autorem to długo nie pociągnie, i znowu zniszczeje a szkoda
Np tak
18:20, 2026-01-07
Trzeba dopłacić do utrzymania Neptuna
bajeczka o imprezkach bo 5 mam 10 dzieci i materialy do zabawy na 2 godziny i już wydarzenie tak bedzie z NEPTUNEM TAK Z JUBILATEM MOKIEM , TEATRZYKIEM ALE SA PIWNICE PO STARYM MIASTEM może teraz trzeba tam pogrzebac na kredyt
1111
16:50, 2026-01-07
O Głogowie w Wielkopolsce
Na pewno jest lepiej, ale dlaczego Koleje Wielkopolskie nie mogą uruchomić chociaż kilku połączeń bezpośrednio z Głogowa do Poznania?
JA
15:39, 2026-01-07
Rolnicy z Głogowa jadą na strajk do Warszawy
...... a ENDRIU NA LOKOMOTYWIE SZÓSTĄ KURĘ JE ,,,,, tak to lecialo tylko czyja ta kura
tak
14:47, 2026-01-07
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz