Zamknij

[WIDEO] Szaleństwo! Rozbili lód i wskoczyli do lodowatej Odry

Mateusz Komperda Mateusz Komperda 13:15, 06.01.2026 Aktualizacja: 13:17, 06.01.2026
Skomentuj Mateusz Komperda Mateusz Komperda

Nie było orszaku, nie było złota ani mirry. Był za to lód, słońce i lodowata woda 

W święto Trzech Króli (6.01.) przy głogowskiej marinie ponad 20 osób rozebrało się do strojów kąpielowych i weszło do lodowatej rzeki. Dla jednych to był debiut, dla innych – kolejny rozdział wieloletniej pasji. Wspólny mianownik? Przekraczanie granic i radość, której próżno szukać w ciepłym domu.

Lód do skucia, potem do wody

Zanim pierwsi pływacy zanurzyli się w Odrze, trzeba było skuć lód przy pomoście.

Najpierw rozbijamy lód, a potem się rozbieramy, zakładamy okulary i pływamy

– mówił Piotr Czyż, jeden z inicjatorów zimowych kąpieli. Jak podkreślał, warunki były niemal idealne.

Słońce, brak wiatru. Paradoksalnie w Odrze było cieplej niż na zewnątrz. Siedem stopni różnicy na plus

– uśmiechał się.

Dla postronnych widok mógł być szokujący: para unosząca się nad wodą, szybkie ruchy ramion i spokojne twarze ludzi, którzy jeszcze chwilę wcześniej stali na skutej lodem kładce.

„To kwestia głowy”

Ale Piotr Czyż nie ukrywa, że zimowe pływanie to przede wszystkim walka z własnymi ograniczeniami.

Wstajesz z ciepłego łóżka i wchodzisz do zerowej wody. To przesuwanie granic, wyjście ze strefy komfortu. Robimy to dla siebie i dla zdrowia

– tłumaczył.

Przygotowania?

Lekka rozgrzewka i otwarta głowa. Diet żadnych nie mamy. Każdy może spróbować, bo najczęściej blokuje nas tylko strach

– dodawał.

W Trzech Króli w Odrze pływali młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Część z nich spotyka się przy marinie regularnie – nawet codziennie, od początku grudnia.

Od internetu do mistrzostw świata

Wśród uczestników był Rafał Szklarzewski, jeden z najbardziej doświadczonych głogowskich pływaków lodowych. Swoją przygodę zaczął… w internecie.

Zobaczyłem zapowiedź zimowych zawodów sprzed lat i pomyślałem: pływam od dawna, może spróbuję. I tak się zaczęło

– wspominał.

Dziś pływa wyłącznie w podstawowym stroju: kąpielówki, czepek, okularki.

Bez neoprenów. Na początku było ciężko, ale z każdym rokiem jest lepiej

– mówił.

Jak podkreślał, kluczowe jest słuchanie własnego organizmu.

Jeśli ciało mówi „nie”, to odpuszczam. Nikt nikogo nie zmusza

– zauważał.

Rodzinna pasja i debiuty

Dla Mariusza Marszałka wejście do Odry było pierwszym takim doświadczeniem.

Nie pływałem tu wcześniej, zobaczymy

– mówił tuż przed zanurzeniem.

Na brzegu kibicowała mu żona Sylwia, doświadczona morska.

Ja morsuję trzeci sezon, mąż czwarty. Zachęcił mnie swoją postawą. Teraz zachęcam innych

– opowiadała.

Przyznawali, że zimne kąpiele stały się rodzinnym hobby.

Próbowały też dzieci. Liczymy, że się wkręcą

– dodawała Sylwia.

Po wyjściu z wody na uczestników czekała sauna, jedzenie i muzyka.

Endorfiny, serotonina, spotkanie z ludźmi. Dzień po takim pływaniu jest po prostu lepszy

– cieszyli się uczestnicy kąpieli.

I jak zgodnie mówili – wrócą. Bo tradycja zimowego pływania w Głogowie, choć lodowata, wciąż ma się bardzo dobrze.

 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%