Zamknij

Mieszkańcy nadal mówią "nie" zbiornikowi KGHM w gminie Jerzmanowa. Nic nie dało urealnienie planu inwestycji przez KGHM

Łukasz Kaźmierczak Łukasz Kaźmierczak 20:31, 20.01.2026 Aktualizacja: 21:55, 20.01.2026
Skomentuj

W Stodole Kultury w Jerzmanowej dzisiaj (20.01.) odbyło się spotkanie przedstawicieli KGHM Polska Miedź z mieszkańcami gminy. Tematem były ponownie plany spółki związane z gospodarką wodną i możliwość budowy zbiornika retencyjnego na terenie gminy Jerzmanowa. Chodziło o wniosek KGHM do planu ogólnego zagospodarowania przestrzennego gminy, w którym miedziowa spółka określiła maksymalne parametry dla zbiornika i tym samym przestraszyła mieszkańców, którzy od miesięcy są całkowicie przeciwni tym planom i o zbiorniku nie chcą nawet słyszeć.

Popełniliśmy błąd z tym wnioskiem

- powiedział w pewnym momencie spotkania Wojciech Sygnatowicz, dyrektor Departamentu Badań i Rozwoju KGHM.

Bo na spotkaniu Wojciech Sygnatowicz przekonywał, że dopiero teraz KGHM urealnił swoje plany i tak naprawdę spółce chodzi o stosunkowo niewielki zbiornik na obszarze maksymalnie 30 ha, a nie 170 ha i skarp wokół niego do wysokości maksymalnie 17 metrów, a nie 60 metrów.

Technicznie rzecz biorąc to robi różnicę, ale mieszkańcy obecni na spotkaniu nie dali się przekonać. Ciągle sugerowali, że taki zbiornik to będzie dopiero początek, a w przyszłości będzie się rozrastał i stanie się w końcu drugim Żelaznym Mostem. Tutaj merytoryczne argumenty nikogo nie przekonały. Mieszkańcy tego zbiornika nie chcą. Pod żadną postacią, ani w żadnym rozmiarze. 

 

- To w takim razie, gdzie? - dopytywał Wojciech Sygnatowicz, sugerując, że wszędzie inwestycje KGHM wywołują sprzeciw mieszkańców, a firma musi inwestować i często jest do tego zobligowana coraz to nowymi przepisami. Plan budowy zbiornika retencyjnego, jak zaznaczał dyrektor, to efekt katastrofy ekologicznej, która zdarzyła się kilka lat temu na Odrze i choć KGHM się do nie nie przyczynił, to jak każda firma górnicza w Polsce został zobligowany do inwestycji, które Odrę będą chronić.

Ale od mieszkańców usłyszał, że zbiornik KGHM może budować na terenach wokół Huty Miedzi Głogów, które nie są zamieszkałe. W gminie Żukowice.

 

Sylwia Stańczyszyn, główny specjalista w Departamencie Współpracy z Samorządem Terytorialnym KGHM, przyznała, że gmina złożyła również wniosek do planu ogólnego gminy Żukowice, ale tam priorytetem był szyb i KGHM musiał wybrać - albo szyb GG-2 Odra, albo zbiornik. KGHM wygrał szyb. A najlepsza najbliższa lokalizacja pod zbiornik to właśnie gmina Jerzmanowa. Stąd ten wniosek KGHM. 

 

Ale po kolei. 

Spotkanie otworzyła wójt gminy Jerzmanowa Anna Obolewicz, która zapowiedziała rzeczową dyskusję i oddała głos przedstawicielom spółki. Stanowisko KGHM prezentował Wojciech Sygnatowicz, dyrektor Departamentu Badań i Rozwoju. Już na wstępie zaznaczył, że spółka nie podjęła decyzji o realizacji inwestycji. – To nie jest inwestycja, do której już zapadła decyzja. Jesteśmy na etapie analiz i planowania. Wniosek do planu ogólnego miał charakter zabezpieczający przyszłe potrzeby infrastrukturalne spółki – mówił.

Sygnatowicz tłumaczył, że wskazany w dokumentach obszar 170 hektarów nie oznacza planowanej wielkości zbiornika.

Ten obszar nie był przewidziany pod jeden zbiornik. To była przestrzeń, w której potencjalnie można było rozważać różne rozwiązania. Dziś pokazujemy wariant o powierzchni około 29–30 hektarów

– wyjaśniał.

Jak podkreślał, wpisanie „maksymalnych parametrów” w planie ogólnym jest standardową praktyką planistyczną. – Plan ogólny ma charakter ramowy. Dopiero miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego oraz decyzje środowiskowe decydują o tym, czy i jak coś może powstać – dodawał.

 

Te wyjaśnienia nie uspokoiły mieszkańców. Z sali wielokrotnie padały głosy, że zmniejszenie skali inwestycji jest jedynie deklaracją ustną. – Najpierw mówicie o 30 hektarach, a za kilka czy kilkanaście lat będzie to 80 albo 160. Dokładnie tak było z Żelaznym Mostem – mówił jeden z mieszkańców.

Inny dopytywał wprost o przyszłość składowiska odpadów poflotacyjnych. – Na ile lat wystarczy Żelazny Most? Gdzie trafią odpady za 10–15 lat? Przecież logiczne jest, że musi powstać kolejny obiekt – argumentował.

Na to Sygnatowicz odpowiadał ostrożnie: – Żelazny Most funkcjonuje w oparciu o konkretne decyzje i pozwolenia. Jego dalsze losy zależą od wielu zmiennych – poziomu produkcji, technologii, decyzji administracyjnych. Nie mogę dziś podać jednej liczby lat - mówił.

Jednym z najczęściej powracających tematów był skład chemiczny wód, które miałyby trafiać do zbiornika, oraz ich wpływ na zdrowie mieszkańców.

– My już żyjemy w regionie przemysłowym. Mamy huty, szyby, hałdy. Nie chcemy kolejnego obiektu, którego skutków nikt nie potrafi nam dziś jasno opisać – mówiła jedna z mieszkanek. Padło też pytanie o konkretne badania: – Czy macie niezależne analizy, które pokazują, co dokładnie będzie w tej wodzie i w oparach?

 

Sygnatowicz odpowiadał, że wody są regularnie badane, ale szczegółowe parametry są elementem procedur środowiskowych i on na dziś nie może powiedzieć konkretnie, jaka woda będzie spływała do potencjalnego zbiornika. Zresztą zauważył, że ten zbiornik często będzie suchy, bo będzie tam trafiał tylko nadmiar wody, które nie będzie można spuścić do Odry. 

– Są prowadzone cykliczne, akredytowane badania. Natomiast pełny skład chemiczny i ocena oddziaływania na zdrowie ludzi zawsze są przedstawiane na etapie decyzji środowiskowej, a nie planu ogólnego – wyjaśniał.

 

Nie chcemy zgadzać się na coś niewiadomego. Najpierw zdrowie, potem inwestycje

– ripostowała mieszkanka.

 

My nie jesteśmy przeciwni rozwojowi KGHM. Rozumiemy szyby, rurociągi, infrastrukturę. Ale nie chcemy zbiornika retencyjnego pomiędzy miejscowościami, gdzie ludzie budują domy i powiedzieli sobie: tu chcemy żyć

– mówiła jedna z uczestniczek spotkania. – Są tereny przemysłowe, okolice Huty Głogów, obszary już wyłączone z zabudowy mieszkaniowej. Tam taki obiekt nie wzbudzałby takiego oporu – podkreślano.

 

W imieniu spółki głos zabrała również Sylwia Stańczyszyn z Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym. – Przyjechaliśmy tu po to, żeby rozmawiać. Słyszymy państwa sprzeciw, ale chcielibyśmy wspólnie zastanowić się, czy w ogóle istnieje jakakolwiek przestrzeń do rozmowy o rozwiązaniach – mówiła. Zaprosiła mieszkańców do wytypowania swoich przedstawicieli do dalszych rozmów z gminą i spółką. – Jeżeli uznacie Państwo, że nie ma zgody na jakikolwiek wariant, uszanujemy to. Ale prosimy o dialog – dodała.

Z sali padła jednak jednoznaczna odpowiedź: – Nie ma o czym rozmawiać. Nasze stanowisko jest jedno: nie chcemy zbiornika na terenie gminy Jerzmanowa.

 

Na zakończenie głos zabrała wójt Anna Obolewicz. – Od początku podkreślaliśmy, że najważniejszy będzie głos mieszkańców. Dzisiejsze spotkanie pokazało, jakie są państwa emocje i obawy. One będą brane pod uwagę w dalszych pracach nad planem ogólnym – powiedziała. Jednocześnie zaznaczyła, że gmina musi działać w ramach procedur i terminów. – Plan ogólny i strategia rozwoju muszą zostać uchwalone, ale to nie oznacza, że decyzje zapadną wbrew mieszkańcom – zapewniała.

Spotkanie w Jerzmanowej zakończyło się bez kompromisu. KGHM deklarował otwartość na rozmowy, mieszkańcy – kategoryczny sprzeciw. Dla wielu obecnych było to nie tylko spotkanie informacyjne, ale jasna deklaracja wobec władz gminy i spółki. Wybrzmiało również, że KGHM nie będzie mógł wybudować zbiornika wbrew mieszkańcom, gdyż nie ma żadnej specustawy, która mogłaby to miedziowej spółce umożliwić. Nie jest to budowa chociażby dróg, gdzie takie rzeczy się dzieją.

 

– Liczymy, że radni i wójt dotrzymają wcześniejszych deklaracji z września 2025 i zagłosują przeciwko wprowadzeniu takiego zbiornika do planu ogólnego – podsumowała jedna z mieszkanek. Wiadomo jednak, że w planie ogłnym znadzie się w ograniczonym zakresie strefa infrastrukturalna, która nie zatrzyma rozwoju KGHM, choć nie będzie tak duża, żeby można  było kiedykolwiek w ramach uchwalani planu miejscowego, który jest już o wiele bardziej szczegóły do ogólnego - wpisać budowę jakiegokolwiek zbiornika służącemu przemysłowi. 

KGHM przypomniał mieszkańcom, że jest największym pracodawcą w tym regionie i każdego roku do gmibny wpływaja od KGHM - różnej postaci - podatków, darowizny i dotacji - ogromne pieniądze, Dla przykładu do gminy Jerzmanowa 42 mln zł.

Ale w odpowiedzi usłyszał, żeby KGHM takie inwestycje prowadził chociażby w Pęcławiu czy gminie wiejskiej Głogów, które bardzo mało otrzymują od Polskiej Miedzi i z pewnością tam mieszkańcy przyjmą takie pomysły z otwartymi rękoma.

- My sobie poradzimy bez tych pieniędzy. Zapłacimy wyższe podatki i jakoś to sobie zrekompensujemy - powiedziała jedna z mieszkanek. Sala jej przytaknęła. 

 

[ZT]180049[/ZT]

 

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%