Coraz więcej miejscowości w regionie znika z handlowej mapy. Tam, gdzie jeszcze niedawno działał lokalny sklep, dziś często zostaje pusty budynek i konieczność dojazdu po podstawowe zakupy. Dla zmotoryzowanych to niedogodność, dla starszych mieszkańców - realny problem. Czy to już definitywny koniec małego handlu?
Kiedy w Skidniowie zamknięto jedyny sklep, mieszkańcy musieli przestawić się na zakupy w oddalonej o kilka kilometrów Chociemyśli. Jednak i tam nie widać było większego ruchu. Klienci coraz częściej wybierają większe markety - w Kotli czy nawet w Głogowie. Ci, którzy nie mają samochodów, zdani są na handel obwoźny.
- My do takiego handlu jesteśmy przyzwyczajeni od lat. Do naszej wioski sklep na kółkach przyjeżdża dwa razy w tygodniu. Jeden dowozi chleb, drugi ma nieco większy asortyment. Nie mamy wyjścia, musimy się do takiego handlu przyzwyczaić – opowiada Grażyna Prychacz, sołtys Witanowic.
Małe sklepy od lat zmagają się z trudnościami. W Głogowie i okolicach stale przybywa dyskontów, szczególnie jednej z popularnych sieci, która inwestuje już nie tylko w miastach, ale też w mniejszych miejscowościach. Nowe markety powstają m. in. w Buczynie, Nielubi czy Jaczowie. Każdy taki punkt oznacza poważną konkurencję dla lokalnych sklepów w promieniu kilku kilometrów.
Jednak jak podkreślają sami sprzedawcy - to nie tylko ekspansja dużych sieci jest problemem. Coraz częściej brakuje chętnych do przejęcia rodzinnych biznesów. Starsze pokolenie odchodzi na emeryturę, a młodsi nie widzą przyszłości w handlu.
W Jerzmanowej wciąż działa niewielki sklep prowadzony przez Adama Zagajewskiego. Dla części mieszkańców to coś więcej niż tylko punkt zakupów.
- Jestem w sklepie u pana Adama codziennie. To jest wpisane w mój rozkład dnia, nie wyobrażam sobie dnia bez wstąpienia do tego sklepu. Mam nadzieję, że będę to mógł robić jak najdłużej. Wiem, że takie sklepy się zamykają, dlatego należy wspierać lokalnych sprzedawców - mówi Zbigniew Marcinkowski, który jest stałym klientem sklepu w Jerzmanowej.

Sam właściciel nie ma złudzeń co do realiów prowadzenia takiego biznesu.
– Jak się prowadzi taki biznes jak mały sklep. Tu musiałbym użyć niecenzuralnego słowa. Sytuacja jest tragiczna. Ja sobie jakoś radzę bo wypracowałem emeryturę, to jest mój dodatkowy a nie podstawowy dochód. Przychodzą do mnie osoby z najbliższej okolicy. To są stali klienci i na nich bazuję. I niestety muszę powiedzieć, że to już nie jest biznes dla młodych osób, które by chciały w handlu rywalizować z marketami. Przyszłość małego handlu widzę w czarnych kolorach, sklepy się wykruszają i to niestety idzie właśnie w taką stronę – mówi Adam Zagajewski, właściciel sklepu na niewielkim osiedlu bloków w Jerzmanowej.
Podobne obserwacje płyną z Wierzchowic, gdzie sklep „Markecik” działa od ponad dwóch dekad. Zmiany są widoczne gołym okiem.
– Ja pracuje w tym sklepie od 23 lat. Przez ten czas wszystko się zmieniło. Dawniej mieliśmy tu również bar, w sklepie dużo większy ruch, dużo więcej się działo. Dziś staramy się, aby mieć rozbudowany asortyment, ale ponieważ niezależnych sklepów jest coraz mniej to nawet trudniej o dobrze zaopatrzone hurtownie. Problem są oczywiście konkurujące z nami markety, ale to nie wszystko. Jak tak sobie pomyślę, to nie widzę woków dzieci młodszych niż dwa lata. Tu w ogóle nie ma młodych, więc w sposób naturalny tracimy klientów. Do tego doszła jeszcze tegoroczna zima, która spowodowała, ze wiele osób rzadziej wychodziło z domu a to przekłada się na nasze obroty. No cóż walczymy o każdego klienta, trzeba mieć nadzieję, że kolejne miesiące będą lepsze – mówi Małgorzata Ciesielska ze sklepu Markecik w Wierzchowicach.

W Dalkowie właściciel sklepu próbuje jeszcze walczyć o klientów, licząc na sezonowe ożywienie.
– Jak miałem 18 lat to pierwszy raz zostałem wciągnięty do handlu przez ojca. Jeździłem po hurtowniach, targach. Przez te lata nauczyłem się jak dostarczać klientom najlepsze warzywa, najlepsze produkty. Taką jakość mogę zapewnić w swoim sklepie, ale to nie zawsze wystarczy. Mały handel wykańczają markety, ale nie ma się co poddawać. Przyznam, że ostanie miesiące były dla nas bardzo złe. Trudno było o klienta, ale wraz z wiosną wraca nadzieja. Przywiozłem bratki a jak jest bratek to jest życie. Ludzie do nas wracają, w Dalkowie będzie sporo imprez, liczę, że to oznacza dla mojego sklepu więcej klientów – mówi Bogdan Łoś, właściciel sklepu w Dalkowie.

Choć obraz małego handlu w regionie jest dziś raczej ponury, wciąż są miejsca, gdzie sklepy trwają dzięki lojalności klientów i determinacji właścicieli. Pytanie tylko, jak długo jeszcze.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Wzywają policję, piszą petycję
BYŁ SPOKÓJ W KRAJU JAKI TAKI KIEDY TEN MILIONER ZYD KWASNIEWSKI DORADZAL PUTINOWI CZY LUKASZENCE ALE PO SOJUSZU Z TUSKIEM SWIAT STANAL NA GLOWIE TA JEGO ZYDOWSKA KONSTYTUCJA WYCHODZI NAM BOKIEM WALESA Z DJAL GACIE Z NAPISEM KONSTYTUCJA I DALEJ ROBI NA ZEBRAKA W USA A TERAZ KIEDY GO W ; . KOLCHOZIE ODZNACZYLI ZA TO ZE SAM UKRADL SWOJE PAPIERY DONOSICIELA ZDRAJCY I MIAL DLUGOPIS TAKI METROWY PODPISYWAL WSZYSTKO CO MU KAZAL GEREMEK . DZIS TA ROLE SPELNIA TUSK PODWLADNY ZYDA KWASNIEWSKIEGO
JOJO
10:18, 2026-05-20
Wzywają policję, piszą petycję
mamy pozorny spokój bo polowa przebierańców pojechała do WARSZAWY ale pogonia SOLIDARNOSC I WROCA no to zobaczymy jak zawala ci do drzwi bo jakis niby w czerwonoczarnych gaciach zadzwoni ze ci ZIOBRO z ameryki przyslal patriota i trzymasz w piwnicy
119
10:04, 2026-05-20
Wzywają policję, piszą petycję
to tylko sypialnia miejska maja pieniadze co prawda nie wszyscy ale maja i sie bawia a obok sesja u lalkarza z policja drugi dla odmiany stroi dziure tercetu egzotycznego za nasze pieniadze co bedzie dalej ten sojusz tuska z kwasniewskim dla kraju zle sie skonczy
zbir
09:40, 2026-05-20
Wzywają policję, piszą petycję
te barany na starowce kupujac mieszkanie nie wiedzieli ze beda mieli byrdelik pod spodem i to cos jest chronione przez przebierancow w mundurkach takie czasy kolorowe nas dopadly
nina
09:35, 2026-05-20
4 0
Taki przykład z życia kiedys spotkałem w Głogowie była sasiadke ze wsi od słowa do słowa wyszło, że przyjechała do Głogowa na zakupy mimo, ze ma sklep na miejscu jak sie okazało to co kupiła w Głogowie i z dojazdem tam i spowrotem wyszło taniej niz co miała zrobic zakupy w miejcu zamieszkania. Wniosek taki ze drozyzna w tych sklepach doprowadza iz ludzie rezygnuja tam z zakupów jak juz kupuja jak cos braknie.
2 0
Ten pan z Dalkowa bardzo gburowaty ;l
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz