Dzieje się

Zamknij

Oni wciąż sprzedają. Lokalni sprzedawcy się nie poddają!

Krzysztof Dubrowski Krzysztof Dubrowski 08:25, 04.04.2026 Aktualizacja: 07:22, 04.04.2026
Skomentuj Oni wciąż sprzedają. Lokalni sprzedawcy się nie poddają!

Coraz więcej miejscowości w regionie znika z handlowej mapy. Tam, gdzie jeszcze niedawno działał lokalny sklep, dziś często zostaje pusty budynek i konieczność dojazdu po podstawowe zakupy. Dla zmotoryzowanych to niedogodność, dla starszych mieszkańców - realny problem. Czy to już definitywny koniec małego handlu?

Kiedy w Skidniowie zamknięto jedyny sklep, mieszkańcy musieli przestawić się na zakupy w oddalonej o kilka kilometrów Chociemyśli. Jednak i tam nie widać było większego ruchu. Klienci coraz częściej wybierają większe markety - w Kotli czy nawet w Głogowie. Ci, którzy nie mają samochodów, zdani są na handel obwoźny.

- My do takiego handlu jesteśmy przyzwyczajeni od lat. Do naszej wioski sklep na kółkach przyjeżdża dwa razy w tygodniu. Jeden dowozi chleb, drugi ma nieco większy asortyment. Nie mamy wyjścia, musimy się do takiego handlu przyzwyczaić – opowiada Grażyna Prychacz, sołtys Witanowic.

Małe sklepy od lat zmagają się z trudnościami. W Głogowie i okolicach stale przybywa dyskontów, szczególnie jednej z popularnych sieci, która inwestuje już nie tylko w miastach, ale też w mniejszych miejscowościach. Nowe markety powstają m. in. w Buczynie, Nielubi czy Jaczowie. Każdy taki punkt oznacza poważną konkurencję dla lokalnych sklepów w promieniu kilku kilometrów.

Jednak jak podkreślają sami sprzedawcy - to nie tylko ekspansja dużych sieci jest problemem. Coraz częściej brakuje chętnych do przejęcia rodzinnych biznesów. Starsze pokolenie odchodzi na emeryturę, a młodsi nie widzą przyszłości w handlu.

W Jerzmanowej wciąż działa niewielki sklep prowadzony przez Adama Zagajewskiego. Dla części mieszkańców to coś więcej niż tylko punkt zakupów.

- Jestem w sklepie u pana Adama codziennie. To jest wpisane w mój rozkład dnia, nie wyobrażam sobie dnia bez wstąpienia do tego sklepu. Mam nadzieję, że będę to mógł robić jak najdłużej. Wiem, że takie sklepy się zamykają, dlatego należy wspierać lokalnych sprzedawców - mówi Zbigniew Marcinkowski, który jest stałym klientem sklepu w Jerzmanowej.

Sam właściciel nie ma złudzeń co do realiów prowadzenia takiego biznesu.

– Jak się prowadzi taki biznes jak mały sklep. Tu musiałbym użyć niecenzuralnego słowa. Sytuacja jest tragiczna. Ja sobie jakoś radzę bo wypracowałem emeryturę, to jest mój dodatkowy a nie podstawowy dochód. Przychodzą do mnie osoby z najbliższej okolicy. To są stali klienci  i na nich bazuję. I niestety muszę powiedzieć, że to już nie jest biznes dla młodych osób, które by chciały w handlu rywalizować z marketami. Przyszłość małego handlu widzę w czarnych kolorach, sklepy się wykruszają i to niestety idzie właśnie w taką stronę – mówi Adam Zagajewski, właściciel sklepu na niewielkim osiedlu bloków w Jerzmanowej.

Podobne obserwacje płyną z Wierzchowic, gdzie sklep „Markecik” działa od ponad dwóch dekad. Zmiany są widoczne gołym okiem.

– Ja pracuje w tym sklepie od 23 lat. Przez ten czas wszystko się zmieniło. Dawniej mieliśmy tu również bar, w sklepie dużo większy ruch, dużo więcej się działo. Dziś staramy się, aby mieć rozbudowany asortyment, ale ponieważ niezależnych sklepów jest coraz mniej to nawet trudniej o dobrze zaopatrzone hurtownie. Problem są oczywiście konkurujące z nami markety, ale to nie wszystko. Jak tak sobie pomyślę, to nie widzę woków dzieci młodszych niż dwa lata. Tu w ogóle nie ma młodych, więc w sposób naturalny tracimy klientów. Do tego doszła  jeszcze tegoroczna zima, która spowodowała, ze wiele osób rzadziej wychodziło z domu a to przekłada się na nasze obroty. No cóż walczymy o każdego klienta, trzeba mieć nadzieję, że kolejne miesiące będą lepsze – mówi Małgorzata Ciesielska ze sklepu Markecik w Wierzchowicach.

W Dalkowie właściciel sklepu próbuje jeszcze walczyć o klientów, licząc na sezonowe ożywienie.

– Jak miałem 18 lat to pierwszy raz zostałem wciągnięty do handlu przez ojca. Jeździłem po hurtowniach, targach. Przez te lata nauczyłem się jak dostarczać klientom najlepsze warzywa, najlepsze produkty. Taką jakość mogę zapewnić w swoim sklepie, ale to nie zawsze wystarczy. Mały handel wykańczają markety, ale nie ma się co poddawać. Przyznam, że ostanie miesiące były dla nas bardzo złe. Trudno było o klienta, ale wraz z wiosną wraca nadzieja. Przywiozłem bratki a jak jest bratek to jest życie. Ludzie do nas wracają, w Dalkowie będzie sporo imprez, liczę, że to oznacza dla mojego sklepu więcej klientów – mówi Bogdan Łoś, właściciel sklepu w Dalkowie.

Choć obraz małego handlu w regionie jest dziś raczej ponury, wciąż są miejsca, gdzie sklepy trwają dzięki lojalności klientów i determinacji właścicieli. Pytanie tylko, jak długo jeszcze.

 

::addons{"type":"facebook-encouragement"}

 

 
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%