Mieszkańcy kontra pub przy bulwarze. Spór się zaostrza. – Tutaj są imprezy, dochodzi do awantur – żalą się.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Na parterze budynku tuż przy Bulwarze Nadodrzańskim działa pub. Od kilku miesięcy. Nad nim mieszkają rodziny z dziećmi, które mówią wprost: weekendy wymknęły się spod kontroli. Sprawa trafiła już do urzędu miasta. Mieszkańcy w petycji alarmują o nocnym hałasie, krzykach pod oknami i – jak twierdzą – regularnym zakłócaniu ciszy nocnej przez klientów lokalu. Domagają się ograniczeń i zdecydowanej reakcji.
Pan Kuba mieszka w tym budynku od dziesięciu lat. Nazwiska podawać nie chce. Mówi, że kiedy lokal ruszał pod koniec stycznia, mieszkańcy liczyli na zwykłą restaurację. Jak te, które są obok. – Od początku było bardzo głośno – nie ukrywa, że mieszkańców, którzy żyją nad lokalem, zaczęło to po prostu denerwować. Akurat on mieszka na drugim piętrze. Razem z żoną wychowuje trójkę małych dzieci.
Najgorzej jest nocą. Dzieci się wybudzają, szczególnie najmłodsza córka. Od kiedy działa ten lokal, problemy ze snem tylko się nasiliły
– mówi. Mieszkańcy przekonują, że problemem nie sam biznes. W okolicy działają inne restauracje i bary, które – jak podkreślają – nie powodują podobnych konfliktów.
Rozumiemy i wiemy, gdzie mieszkamy. To starówka, są imprezy na bulwarze, koncerty czy wydarzenia miejskie. Ale co innego okazjonalny hałas do godziny 22, a co innego regularne weekendowe imprezy do rana
– dodaje.
Ludzie skarżą się na pijanych ludzi pod klatkami, wulgaryzmy. – Wielu z nich jest kompletnie pijanych. Nawet załatwiają się na parkingu, na bulwarze. Coś obrzydliwego – opowiadają, że to często klienci tego lokalu.
Wieczorami ludzie boją się wychodzić z psami. Pod klatką dzieją się sceny, których wcześniej tutaj nie było
– słyszymy.
Na nic się zdały sąsiedzkie mediacje, bo i do takich rozmów doszło – pomiędzy mieszkańcami a właścicielami lokalu. Okazało się, że dogadać po ludzku się nie można. – Napisaliśmy więc petycję – mówią mieszkańcy tej ulicy.
Puściły im nerwy. Pod pismem – skierowanym do miejskiego urzędu – podpisało się dziesięć osób. A w nim długa lista zarzutów. Także o ogródek gastronomiczny, który znajduje się przed lokalem. Na razie taki prowizoryczny, bo ze sztuczną trawą i kilkoma stołami. Jednak – jak twierdzą – i tam klienci wieczorami przesiadują. – I się dzieje... – martwią się.
Na pomoc wzywają też policję. Regularnie. Praktycznie nie ma dnia, nie ma nocy – kiedy działa lokal – by mundurowych tam nie było.
Właściciel tej resuscytacji – Rejonu 21 – Marcin Piotrowski, odpiera zarzuty. Nie chce być – w przeciwieństwie do autora petycji – anonimowy, ma swoje zdanie. Przekonuje, że lokal działa legalnie, a muzyka została mocno ściszona. Po interwencji mieszkańców, po ich mediacjach.
Policja wielokrotnie przyjeżdżała na miejsce i do tej pory nie dostaliśmy żadnego mandatu za zakłócanie ciszy nocnej
– informuje, że to nie jest dyskoteka.
Mamy kameralny lokal dla 30–50 osób
– tłumaczy.
Zaprasza nas na dół, bo właśnie tam puszczana jest muzyka. Faktycznie to niewielkie pomieszczenie. Jest bar, stanowisko dla DJ-a, no i pięć stołów. Parkiet mały, łącznie około 90 mkw.
Zdarza się kilka pojedynczych osób, które się tu pobawią
– zdradza, że akurat taką zabawą nie ma dużego zainteresowania.
Ludzie wolą posiedzieć, pogadać, coś zjeść
– dodaje. Problemów jest jednak więcej.
Podczas spotkań mieszkańcy zgłaszali nawet, że przeszkadza im odgłos otwierających się drzwi albo klienci wychodzący na papierosa. Wszystko, co dzieje się pod blokiem, jest przypisywane nam. Skończymy z tymi absurdami
– apeluje głogowski przedsiębiorca.
Podkreśla, że kupując lokal, opierał się na zapisach aktu notarialnego.
Każdy właściciel mieszkania wiedział, że w parterach będą lokale usługowe i gastronomiczne działające także w godzinach nocnych. Starówka musi żyć
– uważa.
Twierdzi, że jego klienci mieli zostać nawet obrzuceni jajkami. – Ktoś rzucał w nich z góry – kontynuuje. – Chcieliśmy się dogadać, ale mam wrażenie, że część mieszkańców nie chce żadnego kompromisu – załamuje ręce.
Spór wyszedł już poza sąsiedzkie przepychanki. Właściciel lokalu potwierdza, że zostało wszczęte postępowanie dotyczące cofnięcia zezwolenia na sprzedaż alkoholu. W lokalu mają pojawić się także kolejne kontrole.
Zainwestowaliśmy ogromne pieniądze. Część była pożyczona. Dopiero się otworzyliśmy, a już mamy takie problemy
– mówi właściciel. Jednocześnie zapewnia, że pub zatrudnia ochronę, która pilnuje porządku przed lokalem. W planach jest też zabudowany ogródek, który miałby ograniczyć hałas dochodzący do mieszkań.
Chcemy to zrobić tak, żeby dźwięk nie szedł do góry. Dwa projekty zostały odrzucone przez konserwatora zabytków, teraz składamy trzeci
– wyjaśnia.
Policja potwierdza interwencje
Interwencje policji rzeczywiście były. Potwierdza to Natalia Szymańska, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Głogowie.
Zgłoszenia dotyczyły zakłócania spokoju i ciszy nocnej. Obecnie prowadzone jest postępowanie w tej sprawie
– informuje.
Chodzi o art. 51 §1 Kodeksu wykroczeń. Przepis mówi o zakłócaniu spokoju, porządku publicznego lub ciszy nocnej poprzez hałas, krzyk albo inne wybryki. Na razie obie strony okopały się na swoich pozycjach. Mieszkańcy liczą na reakcję miasta. Właściciel pubu zapowiada walkę o utrzymanie biznesu.
Jeśli będzie trzeba pójdziemy do sądu
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
– zapowiada Piotrowski.
Wzywają policję, piszą petycję
Barany na starówce chcieli mieszkać i nie wiedzieli z czym się to wiąże? Jak chcą ciszy i spokoju to na wioskę wyprowadzić się
Mieszkaniec
09:14, 2026-05-20
Wzywają policję, piszą petycję
Właściciel kłamie, sam tam tańczyłem, normalne disco na dole jest.
Głogowianin
08:33, 2026-05-20
[WIDEO] Burza wokół Ostaszowa na Dolnym Śląsku
nagralam ten moment kiedy wsciekle babsko w mundurku policji z pogarda odpycha przewodniczacego SOLIDARNOSCI Dude a NASZ NOBLISTA U BOKU angeli odbiera odznaczenie jako zdrajca narodu
babcia
08:23, 2026-05-20
[WIDEO] Burza wokół Ostaszowa na Dolnym Śląsku
13 grudnia bylo podobnie pod komitetem stalo wojsko do ktorego podchodzilimy nosilismy im kawe i jedzenie ale kiedy pokazalo sie zomo generala uciekalismy w pospiechu i dzisiaj mamy to samo wojsko i policja to niebo i ziemia
BOBASEK
08:19, 2026-05-20
1 0
Właściciel kłamie, sam tam tańczyłem, normalne disco na dole jest.
0 1
Barany na starówce chcieli mieszkać i nie wiedzieli z czym się to wiąże? Jak chcą ciszy i spokoju to na wioskę wyprowadzić się
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz