Siatkarki UMKS Volley Głogów zapewniły kibicom prawdziwy rollercoaster emocji!
W meczu 3. ligi z Sobieskim Oława gospodynie stoczyły dramatyczny bój, przegrywając dwa pierwsze sety, by w ostatnich trzech odwrócić losy spotkania i wygrać 3:2. MVP spotkania okrzyknięto Lenę Berlik, najmłodszą zawodniczkę na parkiecie. UMKS umocnił się na 2. miejscu w tabeli.
[FOTORELACJANOWA]8542[/FOTORELACJANOWA]
W hali Szkoły Podstawowej nr 3 w Głogowie było głośno i gwarnie (30.11.). Na trybunach pojawiło się wielu kibiców, którzy przyszli dopingować siatkarki UMKS, ale nie brakowało również fanów przyjezdnej drużyny. W pierwszym secie obie ekipy grały w rytm bębnów – równo, punkt za punkt. Można powiedzieć, że mecz był bardzo wyrównany.
Po kilku akcjach głogowianki jednak zgubiły ten rytm. Zacięły się, stanęły, a ten przestój kosztował je naprawdę dużo. Ekipa z Oławy świetnie spisywała się w obronie. W pewnym momencie zrobiło się 11:18 i straty było już bardzo trudno odrobić.
Mimo to podopieczne trenera Grzegorza Kokocińskiego znalazły w sobie jeszcze trochę sił i energii, podniosły głowy i walka pod siatką trwała do samego końca. Ostatecznie jednak set zakończył się porażką 18:25.
Przyjezdne siatkarki były napędzone wygranym pierwszym setem i zamierzały iść po swoje. Szybko zbudowały skromną, ale wyraźną przewagę. Nadzieje głogowianek jednak odżyły, gdy strata stopniała do dwóch punktów – 9:11. Wtedy każdy zdobyty punkt wywoływał wielką radość w szeregach UMKS. Kibice spontanicznie bili brawo, a dziewczynom ręce same unosiły się w górę w geście triumfu.
Kiedy zrobiło się 11:12, gra była ofiarna w przyjęciu i ambitna w ataku – naprawdę dużo się działo. Głogowianki poczuły wiatr w żaglach i że mogą jeszcze odmienić losy tego pojedynku. I rzeczywiście, dopięły swego: doprowadziły do wyrównania 13:13. To był moment, w którym set wchodził w decydującą fazę, a margines błędów został ograniczony do minimum.
Gospodynie wyszły nawet na prowadzenie 17:15, ale wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie. Po kilku świetnych akcjach siatkarek z Oławy zrobiło się nagle 17:19. Trener Grzegorz Kokociński poprosił o czas – chciał pobudzić swój zespół i przekazać na gorąco cenne wskazówki. Niestety, tym razem nie przyniosło to efektu. Głogowianki przegrały tę partię 20:25 i w całym meczu przegrywały już 0:2.
Siatkarskie przysłowie mówi, że jeśli nie wygrywasz meczu 3:0, to możesz go przegrać… po tie-breaku. Sytuacja głogowianek nie była wesoła, ale przegrane dwa sety nie oznaczały jeszcze końcowej porażki. Wciąż można było się podnieść. I faktycznie – w szeregach Oławy pojawiło się lekkie rozluźnienie, jakby ten mecz miał wygrać się sam. Za to właśnie zostały ukarane, bo po chwili głogowianki prowadziły już 8:3. Parkiet aż kipiał od sportowych emocji, a drużyna UMKS była niczym wulkan pozytywnej energii.
Niestety, znów przydarzył się przestój i przewaga zaczęła topnieć. Kluczowa była końcówka seta – grana już przy dużym zmęczeniu, bo wymiany piłek były momentami naprawdę imponujące. Głogowianki prowadziły 20:18 i wydawało się, że jeśli tylko utrzymają nerwy na wodzy, to po prostu wygrają. Błędów jednak nie dało się uniknąć – zdarzały się i w zagrywce, i w przyjęciu, i w rozegraniu. Och, ile je to kosztowało!
Przy jednej z akcji niefortunnie stanęła Joanna Sarzyńska, upadła z grymasem bólu i koleżanki musiały pomóc jej zejść z boiska – sama nie była w stanie zrobić nawet kroku. To na pewno nie pomogło UMKS. Mimo to głogowianki dopięły swego: wygrały seta 25:22 i złapały kontakt z Oławą, zmniejszając straty do 1:2.
Gdy wulkan emocji kipiał już na całego, głogowianki rozpoczęły czwarty set po prostu świetnie. Od początku przejęły inicjatywę, prowadząc 15:8 i grając efektowną siatkówkę. Można by pomyśleć, że będzie to nokaut i rywalki zostaną w tej partii rozłożone na łopatki… jednak nasze zawodniczki miały problem z domknięciem seta. Długo nie mogły postawić kropki nad „i”, zdobyć ostatniego punktu. Ostatecznie wygrały 25:21, a przed nimi czekał tie-break.
Piąty set rozpoczął się od mocnego uderzenia – głogowianki szybko objęły wysokie i wyraźne prowadzenie. Jednak trzeba było jeszcze wlać sporo potu na parkiet, aby dowieźć wynik do końca, a wręcz wyszarpać zwycięstwo. I udało się! 15:12 – i szał na całym parkiecie, i zwycięstwo 3:2 stało się faktem.
Trener Grzegorz Kokociński przyznał, że emocje po meczu były ogromne.
Na pewno przybyło mi dziś siwych włosów na głowie. To było dla nas kluczowe spotkanie – obroniliśmy drugie miejsce w tabeli, a prawdopodobnie w play-offach ponownie zagramy z Oławą, bo naszym celem jest awans do 2. ligi. Dzisiaj było sporo nerwów i błędów, ale w takich meczach o stawkę zdarza się to każdemu
– nie ukrywał.
Za tydzień jedziemy do Jawora – w Mikołajki – i mam nadzieję, że sprawimy naszym kibicom kolejny miły prezent, wygrywając. Im należą się ogromne brawa za doping
– kończył.
Zdrowe brzuszki naszych dzieci
Zdrowe brzuszki w Woodstocku********. ?¿. Ani Zeta.
Igor
18:10, 2025-11-30
Auto uderzyło w latarnię w Głogowie
Ja zadbam o opony i zdejmę nogę z gazu a drogowcy niech zadbają o to żeby nie było ślisko.
TeDe
17:47, 2025-11-30
Dziecko po ataku agresji chciało targnąć się na życie
no panie Prezydencie dalej pan UWAZA ze wybor dyrektora sp 7 to najlepszy wybór
ja
14:30, 2025-11-30
Dziecko po ataku agresji chciało targnąć się na życie
A ostrzegalem ze to w pensji motuli w babincu bo to male pedzace boso na most tez z tej szkoly pedzilo by sobie odebrac zycie
1111
14:19, 2025-11-30
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz