Zamknij

Świetny lekarz, wspaniały ojciec i dziadek. Nigdy nie odmawiał pomocy

Mateusz Komperda Mateusz Komperda 07:52, 11.02.2026 Aktualizacja: 07:54, 11.02.2026

::addons{"type":"only-with-us","color":"white"}

Przez 39 lat leczył, operował, ratował ludzi. Przyjechał do Polski z drugiego końca świata. A Głogów stał się jego domem, szpital – drugim życiem. 

Doktor Thao Khamphouy Phongsavath, ceniony ortopeda Głogowskiego Szpitala Powiatowego, zmarł pod koniec stycznia (27.01.). Miał 70 lat. Zostawił po sobie wdzięczność pacjentów, szacunek współpracowników i ogromną pustkę w sercach najbliższych.

Z Laosu do Głogowa

Urodził się w Laosie, w kraju biednym, targanym politycznymi zawirowaniami. Jak wspomina jego córka, Martyna Phongsavath-Grobelna, już jako nastolatek wyróżniał się niezwykłą pracowitością i talentem.

Tata był jednym z najlepszych uczniów w kraju

– opowiada nam.

Dołącz do nas na Facebooku!Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i fotorelacje. Jesteśmy tam, gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

W latach 70-tych Laos był jeszcze królestwem. – Uczył się w liceum francuskim i osiągnął drugi najlepszy wynik z matury w całym państwie. Dzięki temu dostał królewskie stypendium na studia we Francji – pamięta, kiedy tata o tym wspominał. Wyjechał do Tuluzy. Był tam dwa lata, ale musiał nagle przerwać studia i wrócić do rodzinnego kraju. Monarchia upadła, a Laos znalazł się pod rządami komunistów. Przyszłość stała się niepewna.

Ten wyjazd na studia był dla niego bardzo ważny. Kraj inwestował w młodych i zdolnych ludzi, którzy mieli tam wrócić i go rozwijać. Szczęście w nieszczęściu, że stypendium mógł kontynuować. Był jednak jeden warunek  musiał to być kraj komunistyczny. I tak trafił do Polski

– dodaje, że wtedy o Polsce nic nie wiedział.

Mówił, że nawet nie był pewien, gdzie ona leży

– nie ukrywa córka. Najpierw zamieszkał w Łodzi, gdzie przez rok uczył się języka polskiego.

Był bardzo zdolny językowo. Już na początku chodził do kiosku i kupował gazety, żeby szybciej nauczyć się czytać

– mówi pani Martyna. Studia medyczne ukończył we Wrocławiu, na ówczesnej Akademii Medycznej.

Szpital jak drugi dom

To właśnie we Wrocławiu poznał Halinę, przyszłą żonę. Ich związek zdecydował o wszystkim.

Bez ślubu groziła mu deportacja. Wiedzieli, że jeśli chcą być razem, muszą się pobrać. Nawet rozważali ucieczkę do Niemiec, byle tylko być ze sobą

– zaznacza córka.

Po ukończeniu nauki musiał jeszcze kilka miesięcy poczekać na pozwolenie na wykonywanie zawodu. Potem dostał propozycję pracy w Głogowie. Zamieszkali tu – 11 maja 1987 roku dr Thao Khamphouy Phongsavath rozpoczął przygodę – dosłownie – życia z głogowskim szpitalem. Został na zawsze.

Chwalony fachowiec

Specjalizował się w ortopedii i traumatologii narządu ruchu. Pracował na oddziale chirurgii urazowo-ortopedycznej, przyjmował też pacjentów w przychodni przy ul. Marii Skłodowskiej-Curie.

Szpital był dla niego bardzo ważny. Lubił ludzi, z którymi pracował. Do końca był aktywny zawodowo

– podkreśla córka.

Nawet gdy choroba coraz mocniej dawała o sobie znać, nie chciał rezygnować z pracy. – W listopadzie, kiedy wiedzieliśmy, że jest już bardzo słaby, powiedział: Z kroplówką posiedzę do środy, bo w czwartek muszę wrócić do szpitala – wspomina pani Martyna.

Ojciec, dziadek

Pięć lat temu zdiagnozowano u niego nowotwór jelita grubego. – Walczył dzielnie. Chciał żyć. Nie poddał się ani na chwilę – mówi córka.

Jak powiedział mój brat: walki z jego chorobą nie przegraliśmy, ale poniekąd wygraliśmy - mimo to ponieśliśmy stratę

– nie ukrywa, że dla nich to były bardzo trudne chwile... dni, tygodnie, miesiące. Był ojcem dwójki dzieci i dziadkiem sześciorga wnucząt.

I fantastycznym tatą. Dużo pracował, bo chciał zapewnić nam jak najlepszy byt. A gdy tylko miał czas, gotował, majsterkował, szył. Był złotą rączką

– opowiada Martyna.

– W domu nigdy nie podniósł głosu. Był ciepły, cierpliwy, wiele rzeczy przemilczał, ale zawsze mogliśmy liczyć na jego pomoc – dodaje.

Wnuki były jego największą radością. – Powtarzał do końca, że chciałby zobaczyć, jak dorastają. Rozpuszczał je strasznie. Gdyby poprosiły o gwiazdkę z nieba, to przecież próbowałby ją im ściągnąć – łamie się jej głos.

Bo takiego dziadka i ojca można sobie wymarzyć. I on był taki wymarzony.

Wrócił po latach

Choć Głogów stał się jego domem, Laos pozostał w sercu. Po 25 latach po raz pierwszy zobaczył rodzinę, która była przekonana, że nie żyje.

Te podróże do ojczystego kraju były dla niego bardzo ważne. W grudniu, tuż przed śmiercią, myślał jeszcze o tym, żeby polecieć tam raz ostatni, żeby się pożegnać

– przyznaje córka. Zmarł otoczony najbliższymi – żoną, córką i synem, dzień po spotkaniu ze wszystkimi wnukami.

Doktor Thao Khamphouy Phongsavath przepracował w Głogowie blisko 40 lat. Pomagał ludziom, nie zapominając, kim jest i skąd pochodzi. Odszedł za wcześnie – ale zostawił po sobie dobro, które będzie żyło dłużej niż pamięć o datach.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu myglogow.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

OSTATNIE KOMENTARZE

0%