Dzieje sięGłogów

Śmiałek z Głogowa dotarł na Ukrainę żeby pomagać ludziom. Dla niego granice nie istnieją2 min na czytanie

Śmiałek z Głogowa dotarł na Ukrainę żeby pomagać ludziom. Dla niego granice nie istnieją

Niebezpieczna wyprawa podróżnika Łukasza Lewandowskiego (prowadzi blog „Bez Granic przez Świat”) z Głogowa na objętą wojną Ukrainę zakończyła się sukcesem. Udało się dojechać do Lwowa, dowieźć zgromadzoną pomoc i zabrać rodzinę z bombardowanej przez Rosjan wioski.


– W związku z ostatnimi wydarzeniami, postanowiłem wyjechać na Ukrainę – ogłosił autor podróżniczego bloga „Bez granic przez świat”. Znalazł drugiego odważnego człowieka, Oskara z Wrocławia. – Planujemy zabrać wszystko, co się przyda tam na miejscu – zapowiedział. Wyjechał z Głogowa w poniedziałek (7.03.). Z Wrocławia i Krakowa zabrał zgromadzone rzeczy: mundury, kabury i opatrunki, koce termiczne, śpiwory i bandaże uciskowe, a także inne przedmioty, w tym olej napędowy, którym zamierzał obdarować uciekających. W drodze powrotnej zamierzał zabrać kogoś do Polski.

– Jesteśmy właśnie we Lwowie – zawiadomił nas w środę (9.03.). – Zabraliśmy rodzinę uciekającą z bombardowanej wioski – poinformował. Udało mu się już wrócić do Polski. Można więc powiedzieć, że jego niebezpieczna wyprawa zakończyła się sukcesem. – Proszono nas, abyśmy nagłaśniali sytuację, z jaką tam przychodzi się mierzyć ludziom w tej trudnej sytuacji. Nie tylko że wojna, ale tam są takie jakby mafie, które żądają od uciekających ludzi kolosalne kwoty za podwózkę. Tacy jak my, którzy zabierają ludzi za darmo, są dla nich konkurencją. To potworne, co tam się dzieje. Ludzie nam opowiadali, że wywożą ich za miasto, zatrzymują i żądają pieniędzy, jeśli chcą w ogóle wrócić. To potworne, jak niektórzy chcą zarobić na wojnie i na nieszczęściu swoich rodaków – opowiada.

Radoxim 5

Łukasz Lewandowski to szalony podróżnik, który od lat przemierza świat samotnie, z plecakiem, autostopem, opisując potem swoje podróże na blogu. O swojej półrocznej podróży do Azji autostopem w 2016 roku napisał książkę. Jeszcze jej nie wydał, ale zamierza.

Po raz pierwszy pojechał w 2014 roku, samotnie przez Rosję i Chiny aż do Tajlandii i Indii. Przez Kazachstan, Kirgistan, Afganistan. To było za pierwszym razem, bo za drugim pojechał przez Turcję, Iran i Pakistan. – Podróżowałem sam, lecz nie byłem samotny. W trakcie takiej drogi spotyka się wielu ludzi, ktoś zabiera, ktoś pomaga. Poznaje się lokalną kulturę. Spotkałem wielu takich podróżników jak ja – zapewnia.
RED

Zobacz inne

Więcej w Dzieje się