Dyskonty, markety, supermarkety i małe sklepiki. Gdzie w Głogowie lubimy robić zakupy?

Dyskonty, markety, supermarkety i małe sklepiki. Gdzie w Głogowie lubimy robić zakupy?

Wszędzie promocje i zapewnienia, że klient nasz pan. Czy mamy swoje ulubione miejsca na codzienne zakupy, czy rynek już się zapełnił? Gdzie tym razem? Kaufland, Biedronka, a może Dino? Głogowianie mają w czym wybierać, ale czy nie mamy dość już szukania tych najlepszych? – Szczerze? – starsze małżeństwo wychodzi właśnie obładowane siatkami – mówią, że przestali biegać po marketach. – Człowiek by się wykończył, a i na benzynę więcej się wyda, niż zaoszczędzi na zakupach – tłumaczą i wyliczają: jak się zaoszczędzi dwa złote na proszku, to trzy trzeba dołożyć do schabu. Na winogronie dwa pięćdziesiąt zysku, ale już na zgrzewce wody dopłata nawet z cztery złote. – Głupiego robota – śmieją się z zakupowych dylematów i dziwią, że dożyli takich czasów.

Mniej lub bardziej, mamy już swoje pewne sprawdzone miejsca. Jedni lubią Biedronki, inni nowo otwarty Kaufland, a jeszcze inni są wierni Lidlowi. Coraz mniej, co widać gołym okiem, klientów ma Tesco przy ul. Piłsudskiego. – Słaby wybór, brak wielu produktów, coraz gorzej jednym słowem – słyszymy od klientów tego, jeszcze do niedawna, najbardziej popularnego supermarketu. Odnowiony Carrefour klientów odzyskał i raczej chude lata mu na razie nie grożą. Oba obiekty na obrzeżach miasta, ale z dużymi parkingami, co dziś jest podstawą handlu. – Generalnie wszędzie jest to samo, ale wiele zależy od tego, czy w sklepie jest czysto, czy nie trzeba przebijać się między rozpakowywanym właśnie towarem i ile trzeba stać w kolejce do kasy – Anna i Tadeusz Wrejsowie na duże zakupy przyjeżdżają do miasta z pogłogowskiej wsi dwa razy w tygodniu. Nie patrzą na ceny, mają ulubioną wodę, makarony i kawę. Kupują dużo mrożonek i nabiału. – Nie lubię, kiedy czegoś nie ma. Brakuje nam czasu, żeby jechać w inne miejsce i szukać, więc kiedy coś zaczyna szwankować w asortymencie, rozglądam się za innym sklepem – pani Anna nie ukrywa, że jest wymagającą klientką. Jej mąż stawia na świeżość warzyw i owoców – da się nabrać do trzech razy, później omija market przez kilka miesięcy.

I choć markety to duże powierzchniowo placówki, z przepływem tysięcy klientów każdego dnia, są i takie, w których zdołano stworzyć klimat „swojskiego sklepu”. To z pewnością Intermarche na os. Piastów Śl. Edyta Lewicka z tą marką pracuje od… 21 lat, czyli od początku, wcześniej jeszcze na os. Kopernik. – Dużo pracy, sprawdzona załoga i rzetelność – wylicza jednym tchem, jak się robi dobry handel. Pełne półki najróżniejszego towaru, to dowód na bogaty asortyment. Trudno przejść obojętnie obok stoiska z wędlinami. Zapachy z wędzarni robią swoje, podobnie jak równiutko poukładane mięso w ladach chłodniczych. Świeża polędwica wołowa aż kusi, żeby zrobić zrazy czy z rostbefu aromatyczny rosół. I jeszcze te kacze piersi… – Mamy tylko polskie mięso, wołowinę z niedalekiego Kaszczoru – zapewnia Edyta Lewicka i przyznaje, że jakość towaru to dziś najważniejsza etykieta. Ceny niekoniecznie. Liczy się też różnorodność. Stąd pełne lodówki nabiału, regały makaronów, przypraw czy napojów. – To codzienne czuwanie nad gustem klientów, tak, aby być na bieżąco z nowościami, ale i nie zapominać o przyzwyczajeniach – kierowniczka zwraca uwagę na stoisko – Bio. Bardzo ostatnio popularne, stąd też na bieżąco uzupełniane. Żeby klient wracał, ważna jest też estetyka i czystość. I oczywiście obsługa. – Nie będziemy likwidować tradycyjnych kas – pani Edyta uśmiecha się i tłumaczy – nasi klienci nas znają, rozmawiają z nami, nie ma anonimowości.

Podobnie jest w Polomarkecie przy ul. Przemysłowej. Pani Ela, pan Kazimierz – ekspedientki znają klientów, znają ich upodobania, wiedzą po co przyszli. – Jakość, cena jest dodatkowym atutem, ale jakość jednak jest najważniejsza – kierowniczka Katarzyna Orzechowska pracuje w tej sieci od 10 lat, podkreśla, że to firma polska. Łatwo nie jest. Otwarcie w pobliżu supermarketu Kaufland było testem. Dziś już wiedzą, że jakaś część klientów odeszła, ale na chwilę i już wracają. – To zawsze jest jakaś ciekawość – Katarzyna Orzechowska ma świadomość, że rynek rządzi się swoimi prawami, ale jak mówi – dobry towar zawsze się obroni. A tego, szczególnie warzyw czy wyrobów mięsnych, mają jak w delikatesach. – Ważny jest na przykład chleb, dobry chleb – pani Katarzyna nie ma wątpliwości, że to podstawa na naszych stołach. Przed głogowskimi marketami, dyskontami i zwykłymi sklepami wciąż sporo ludzi. Od rana ktoś robi zakupy, a prawdziwy szał zaczyna się w piątki po południu. Wywożone w wózkach tony żywności, już niekoniecznie najtańszej, czyli niezdrowej, dają handlowcom pole do popisu. Muszą dbać o klientów, widząc, że statystyczny głogowian ma pieniądze i dostanie je ten, kto zadba o dobre jakościowo produkty.
DAB

Podziel się informacją ...
  • 40
  •  
  •  
  •  
  •  
  •