Głogowianka na drugim końcu świata. Dla Wioletty Pitury afrykańska wieś to codzienność

Głogowianka na drugim końcu świata. Dla Wioletty Pitury afrykańska wieś to codzienność

Dziś ta 36-letnia głogowianka nosi imię Rachela i mieszka w Tanzanii. Jest zakonnicą Zgromadzenia Sióstr Elżbietanek. – Serdecznie witam i pozdrawiam z gorącej Afryki. Mogłabym powiedzieć, iż na całym świecie zegarki są takie same. A jednak czas w różnych stronach świata płynie zupełnie inaczej – wyznaje z uśmiechem, ale i zadumą.

ARRA

– Kiedy się zatrzymuję na chwilę refleksji, to gdziekolwiek bym nie była, wspomnienia zawsze pozostaną takie same. Tu w Tanzanii wydaje mi się, że zwolniłam tempo życia. Może dlatego, że to wszystko wydaje się wciąż nowe i zaskakujące – tłumaczy.

1

Urodziła się w Głogowie, wychowała na os. Kopernik. Jak wspomina – były to trudne czasy, ale miała i ma dobrych i troskliwych rodziców, a także superrodzeństwo – dwie młodsze siostry i starszego brata. – Ze względu na przyrost naturalny w tych latach, pomimo że rejonem należałam do SP 12, zostałam przydzielona do pierwszej klasy do SP 6. Tam uczęszczałam do połowy piątej klasy, a od drugiego semestru przeniosłam się na swój „rewir” – siostra przywołuje dzieciństwo doszukując się w nim przeznaczenia na wędrowanie w dorosłym życiu. Później była nauka w Zespole Szkół Ekonomicznych, co zakończyło się zawodem technika żywienia.

– Czas szkoły średniej na początku był także moim czasem kryzysu wiary. Jak niejedna nastolatka w sercu miałam wiele pytań odnośnie Boga i do Niego samego. Tylko, że mój problem polegał na tym, że nie czułam, nie widziałam Boga w niczym. Moje klapki na oczach serca sprawiły, że zwątpiłam do tego stopnia, iż przestałam chodzić do kościoła – wyznaje siostra Rachela, która wtedy nie przyznała się rodzicom, że ma takie rozterki.

Dziś – jak mówi – na szczęście Bóg nie pozostawił jej samej i postawił na drodze ludzi, którzy pomogli wejść ponownie na drogę wiary. Były to m.in. Siostry Służebniczki, które poprzez rekolekcje, dni skupienia czy po prostu odpowiedzi na pytania sprawiły, że Wioletta zapragnęła lepiej poznać nie tylko Boga, ale też chrześcijaństwo.

– Podjęłam decyzję studiów na KUL-u na kierunku teologii. Mogłam też rozwinąć pasję zaangażowania się w misje poprzez działanie w studenckiej grupie misyjnej. Czułam też, że powinnam podjąć decyzję, co dalej z moim życiem. Serce podpowiadało, że chcę służyć Bogu w klasztorze. Jednak zabrakło mi odwagi. Po obronie pracy magisterskiej jeszcze przez jakiś czas szukałam pracy w Lublinie. Nie trwało to długo, bo moja młodsza siostra, która już mieszkała w Anglii, zaproponowała, abym przyjechała do niej – i tak siostra Rachela znalazła się za granicą. Pracowała z chorymi i starszymi ludźmi. Było to trudne, ale przynosiło jej wiele radości i satysfakcji. Nie był to jednak stan ją zadowalający. Pytanie – co dalej – wciąż było bez odpowiedzi.

Był powrót do kraju i udział w rekolekcjach u Sióstr Elżbietanek we Wrocławiu. I wtedy podjęła decyzję o wstąpieniu do zgromadzenia. Krótko po tym została wyznaczona do odpowiedzialności za misje, a niedługo po ślubach wieczystych wyjechała na misje do Tanzanii.

– Pracuję w bardzo małej miejscowości Maganzo. Zostałam posłana do pomocy siostrze odpowiedzialnej za postulat i przy dzieciach. Rzeczywistość tutaj jest szokująca. Dookoła domy z gliny, zero sklepów, hipermarketów, czerwona ziemia i biegające dzieci dookoła klasztoru – totalna wieś afrykańska, gdzie środkami transportu są rowery czy zaprzęg z osłów – stał się dla siostry Racheli drugim domem. Widzi tam dzieci pracujące wraz z rodzicami, czy opiekujące się rodzeństwem, kiedy dorośli są w polu. Widzi też dzieci noszące wodę ze studni.

– Nie wiem, jak to ludzie tutaj robią, ale wiele rzeczy noszą na głowie, ciężkie wiadro z wodą czy z ryżem, a nawet cegły – podziwia tubylców. Jak długo pozostanie w Afryce? Nie wie, ale wiele zależy m.in. od stanu zdrowia. Na razie poznaje tamtejszy świat, ludzi, język i mentalność.

– Ufam, że Bóg doda mi sił, aby móc pracować z młodzieżą i dziećmi, które dodają wielkiego optymizmu. I dziękuję Bogu za prostotę tych ludzi, z którymi przyszło mi współpracować. Afryka pokazuje, że wiara wcale nie musi być skomplikowana. Bóg przychodzi wraz z drugim człowiekiem. Czy trzeba wyjechać na drugi koniec świata, żeby tego doświadczyć? – siostra Rachela właśnie odpowiada sobie na to pytanie.
DAB

Podziel się informacją ...
  • 650
  •  
  •  
  •  
  •  
  •